Oto nasza wspaniała przeszłość! Chwalebne archiwum Nimnaros.

Sesja wśród gwiazdStrona główa » Najwspanialsze Nimnarejskie Opowieści » Między Gwiazdami » Sesja wśród gwiazdStrona główa » Najwspanialsze Nimnarejskie Opowieści » Między Gwiazdami » Sesja wśród gwiazd
Sesja wśród gwiazd
AutorTreść
Glaurungo
USER_AVATAR
Słońce zalewa olbrzymi plac. Znajduje się na nim jedynie setka ludzi, aczkolwiek samo miejsce ceremonii otaczają miliony. Nad wszystkim góruje jednak kolosalna bryła na swój sposób pięknego metalu - Excelsior. To właśnie wy - jego załoga stoicie na rynku. Część tłumu stanowiąca wojsko rozstępuje się przed wysoką chudą postacią - samym wielkim admirałem, który podchodzi do wcześniej postawionego podium, aby wygłosić przemówienie. Jego spotęgowany głos przebija się ponad wrzawę społeczeństwa. Kar' rek zaczyna od tego, o czym już od dawna wiecie zarówno wy jak i zgromadzony lud: o celu waszej misji - O poznawaniu nowych obcych światów i cywilizacji, o zdobywaniu technologi i przygotowywaniu nowych miejsc pod kolonizacje, o śmiałym podążaniu tam, gdzie nie dotarł jeszcze żaden człowiek. Dalszą część słów zagłusza mu nagły wybuch oklasków, jednakże niespeszony dowódca ciągnie dalej wychwalając wasze umiejętności pod niebiosy, nazywając personel najlepszymi z najlepszych, oraz nadzieją ludzkości. Mimo nagłośnienia głos admirała wydaje się niczym wobec hałasu produkowanego przez tłum, nawet blisko stojącej załodze ledwo udaje się dosłyszeć jego słowa. Z szeregu występuje jedna postać wywołana przez Kar' reka. Osoba której wybór pozostawał tajemnicą aż do ostatniej chwili - kapitan. Emocje sięgają zenitu, a zgiełk nie pozwala już na usłyszenie czegokolwiek. Arraxus odbiera od wielkiego wodza złotą odznakę z wygrawerowaną podobizną Excelsiora, wskazujące na rangę naramienniki do munduru, oraz zalakowaną teczkę z rozkazami. Admirał nie próbuje już nawet nic powiedzieć, wiedząc, że i tak mu się nie uda.

Nad placem, na dachu wysokiego górującego nad innymi budynkami stoi pojedyncza, czarno odziana, tajemnicza, niska postać, która przez nikogo niezauważona obserwuje ceremonię. Gdyby spoczął na niej jakiekolwiek spojrzenie mogłaby zostać wzięta za snajpera, lecz wszyscy są zbyt zajęci wielkim wydarzeniem. Na szczęście nie jest to zabójca. Po ukończeniu uroczystości podnosi jedynie rękę kreśląc magiczny - symbol błogosławieństwa. Znika.

Chwilę później wojsko znowu się rozstępuje. Tym razem, aby przepuścić was do promów mających na celu przeniesienie załogi do wnętrza okrętu. I tym razem tłum nie pozostaje bierny - rzuca wam liczne bukiety kwiatów pod nogi. Mimo paru potknięć i kilku uczuleń wszystko idzie sprawnie i szybko, po paru minutach znajdujecie się na pokładzie Excelsiora. Nie dane jest wam jednak nacieszyć się ani obecnością statku, ani tryumfem, ponieważ kapitan wzywa załogę na własne przemówienie. jest ono praktycznie tym samym, co powiedział admirał, aczkolwiek zawiera więcej fragmentów o ciężkiej pracy i przyszłości imperium. Po chwili ludzie rozchodzą się świętować, a Arraxus wskazuje palcem na kilka osób, aby zostały na odprawie. Wy również znajdujecie się w tej grupie.
Yuber
USER_AVATAR
Marvin bez słowa stał na swoim miejscu. Wyglądał dość dziwnie, wiecznie chodząc w gotowym do boju rynsztunku, szeroki w barach i z tym swoim karabinem na plecach. Mimo balastu stał niemal na baczność, czekając na to, co powie dalej kapitan.

Na zakrytej hełmem, okaleczonej i nikomu nie widocznej twarzy pojawił się jednak grymas znudzenia. Ile można gadać o tym samym?
Karv
Podczas przemowy admirała stał wśród licznej grupy ludzi, z rękoma splecionymi na klatce piersiowej. Oddychał powoli, czasem krzyknął coś, przyłączając się do ogólnej euforii. Na twarzy Chestera ciągle gościł lekki uśmieszek, nieco obnażający białe zęby.

Tłum ruszył, a on - chcąc nie chcąc - został porwany wraz z nim. Uważając, aby nie zabić się o czyjeś nogi, jeszcze przed dotarciem do statku, przesuwał się powoli do przodu. W pewnym momencie zatrzymał się i podniósł jeden z leżących na ziemi kwiatów, któremu udało się uniknąć zdeptania. Zatknął go sobie za ucho, upewniwszy się uprzednio, czy na łodydze nie goszczą zdradzieckie kolce.

Odprawa na statku. Powtórka z, wątpliwej notabene, rozrywki. Czarnowłosy, dość wysoki mężczyzna patrzył na kapitana, wpuszczając jego słowa jednym uchem, próbując przetworzyć, a potem wypuszczając za pomocą drugiego narządu słuchu. W pewnym momencie zaczął manewrować między zebranymi, podszedł do ściany. Oparł się o nią ramieniem, ręce znów splótł na klatce piersiowej. Przekrzywił lekko głowę i jął wpatrywać się w Arraxusa. Kiedy usłyszał, że ma tutaj zostać jeszcze dłużej niż pozostali, jęknął w duchu. Czyżby po raz trzeci musiał wysłuchać tej samej mowy? Miał nadzieję, że nie. Korzystając z okazji zaczął obserwować pozostałych na odprawie członków załogi.
Bubeusz
USER_AVATAR
Wzniosłe słowa przełożonych zdawały się nie robić na tajemniczym medyku żadnego wrażenia. Skrzyżowawszy ręce na piersi, Lanikan stał prosto z półprzymkniętymi oczami, przywodząc na myśl jakiś antyczny posąg. Na jego twarzy ślizgał się cień delikatnego uśmiechu.

W pewnym momencie Chester poczuł na sobie czyjeś spokojne, nieinwazyjne spojrzenie.
Elethain
USER_AVATAR
Burk Khelis w milczeniu oczekiwał na odprawę, którą zgotował im Arraxus. Z początku był nieco zdziwiony, że świeżo upieczony kapitan Excelsiora wytypował właśnie ich. Zdawało mu się nawet, że był to wybór zupełnie przypadkowy, jednak wrażenie to zniknęło, gdy przypomniał sobie o tym, że nawet nie zna swych 'towarzyszy niedoli'. Nie wiedział do czego byli zdolni, nie wiedział co osiągnęli. Siebie jednak znał na tyle, by wiedzieć, że ten wybór kapitana był dla niego kompletnie niejasny.

Miał dziwne wrażenie, że w tłumie świętującej załogi niejeden był bardziej godny tego 'zaszczytu' od niego, prostego Maga. Utrzymany w tej dziwnej niepewności oczekiwał na przemowę Arraxusa, licząc jednocześnie, że oficer daruje sobie zbędny patos, którym uraczył ich Kar'rek.
Morok
USER_AVATAR
W przeciwieństwie do trójki pozostałych, Lee wydawał się głęboko przeżywać każde słowo. Z szerokim uśmiechem wysłuchiwał najpierw mowy admirała, potem zaś wchodził do statku. Wyraz twarzy czarnowłosego zdawał się mówić "Ach, jak to pięknie, że tutaj jesteśmy! A właśnie, pięknie też, że wszyscy jesteśmy tak dobrymi przyjaciółmi!" Gdy zaś został wybrany, uśmiech osiągnął poziom "Oto kulminacyjna chwila mojego małego życia! Banzai!"
Glaurungo
USER_AVATAR
Oprócz was w sali zostało już jedynie dowództwo statku: Mechanik, pierwszy oficer, Shiva Leckert - oficer naukowy, nawigator, oraz oficer łączności. Podłoga rozsunęła się, a spod niej wyjechał duży owalny stół wraz z krzesłami. Z ulgą zasiedliście na wskazanych przez kapitana miejscach, który bynajmniej nie wyglądał na kogoś mającego zamiar kolejny raz przemawiać. Arraxus wyjął otrzymaną wcześniej od admirała teczkę i szybkim ruchem zdarł pieczęć. Po chwili kartki papieru z waszymi rozkazami powędrowały po stole. Kapitan rozpoczął bez ogródek i ani jednego słowa przywitania:

- Naszą pierwszą misją jest Ykora - mała, słabo rozwinięta technologicznie planeta. Posiada ona bogate złoża metali mogących posłużyć naszemu przemysłowi do produkcji kolejnych krążowników. Otworzył przed sobą plik kartek, wskazując innym by uczynili to samo. Zamieszkuje ją plemię, które bardzo ceni sobie owe zasoby. Nie dlatego, że ich używają, ale dlatego, że góra w której się znajdują jest dla nich swoistym miejscem kultu. Powinniście się przygotować pod negocjacje, oraz ewentualne walki. Imperator nie życzy sobie żadnych ofiar, lecz może okazać się niezbędnym ogłuszenie ich, jeśli dyplomacja zawiedzie. Potrzebujemy tych złóż. Wszyscy obecni w tej sali zostaną włączeni do ekspedycji, która uda się na planetę. Powinniśmy tam dotrzeć w przeciągu dwudziestu czterech godzin. W tym czasie powinniście się zaopatrzyć w zasobniki blasterowe do broni, zwiedzić statek, oraz przemyśleć taktyki dyplomatyczne. Jakieś pytania?
Yuber
USER_AVATAR
-Jakiego języka używają ci tubylcy?- Zapytał Blizna przytłumionym przez hełm głosem -I czy są ludźmi?-
Glaurungo
USER_AVATAR
- To ludzie, z resztą inne rasy spotyka się jedynie w starych legendach. Dzięki translatorowi powinniśmy ich zrozumieć. magowie mówili, że to ustrojstwo działa, choć na razie nie było warunków, aby je porządnie przetestować. - Kapitan ucichł na chwilę, jakby próbował sobie o czymś przypomnieć - O właśnie - Wyciągnął spod stołu średniej wielkości worek i wyjął z niego 9 srebrnych odznak z herbem imperium, po czym rzucił każdemu przez stół po jednej. - Zawierają one komunikatory i translatory - Worek wręczył oficer łączności przekazując przy tym rozkaz rozdania reszty załodze - Coś jeszcze? - zapytał, gdy tylko znów usiadł na swoim miejscu.
Morok
USER_AVATAR
Lee z zażenowanym uśmiechem na twarzy, uniósł dłoń, sygnalizując, że chce mówić. Co za niewyważony gest...
- Przepraszam, kapitanie, ale czy mógłbym uzyskać jakieś dodatkowe informacje o kulturze i religii tego plemienia? - zapytał, nerwowo przebierając palcami w powietrzu. Jego powieka drgała lekko, dodając do wrażenia, że archeolog nie czuje się dobrze w otoczeniu wojskowych i dziwaków.
Glaurungo
USER_AVATAR
- Dysponujemy jedynie pobieżnym zwiadem. Czczą tą swoją górę i jakiegoś boga, którego nazywają Asaelem. Więcej informacji będzie mógł pan uzyskać na miejscu, przy okazji negocjacji - jeszcze coś? - zapytał już mocno znużony kapitan. Ze względu na to, że nikt nie podniósł ręki powiedział już tylko: Odmaszerować. Chcę widzieć wszystkich na mostku za dwanaście godzin.
Bubeusz
USER_AVATAR
Lanikan ostatni wstał ze swojego krzesła. Skinął lekko głową dowództwu, co miało potwierdzić odbiór informacji oraz stanowić kurtuazyjną formę pożegnania, po czym ruszył za towarzyszami, którzy już opuszczali salę konferencyjną.

Ciekawiło go, dokąd pójdą i jak spędzą te 12 godzin.
Morok
USER_AVATAR
Cały czas utrzymując na ustach nerwowy uśmiech, Lee kątem oka zerknął na towarzyszy, zapamiętując szczegóły wyglądu i analizując sposób chodzenia. Ten w hełmie wyglądał na typ twardego samotnika. Wiele mówiąca ogromna broń palna, która z pewnością wymagała siły. Inny, z pewnością ukrywał coś pod tym luźnym mundurem. Najprawdopodobniej pancerz. £ysy z wisiorem na szyi. Niewykluczone, że mag. I długowłosy mężczyzna o nieznacznym zaroście i krzywej szczęce. Też mag albo strzelec.
Hei dokładnie zapamiętał to wszystko, po czym zmrużył oczy i odwrócił wzrok.

[size=9:2eb3e21d99][ Komentarz dodany przez: Glaurungo: Sob 07 Mar, 2009 ][/size:2eb3e21d99]
[size=9:2eb3e21d99]Macie teraz chwilę na wasze własne kreatywne coś. Możecie się zbroić, gadać, zwiedzać, czy co tam chcecie. Kiedy uznacie, że chcecie kontynuować główny wątek idźcie w poście na mostek.[/size:2eb3e21d99]
Yuber
USER_AVATAR
Blizna stał oparty o ścianę, gdzieś na uboczu, przebierając w kieszeniach dopiętych do swego pasa. Coś tam wyciągał, dopinał, sprawdzał rynsztunek - zupełnie tak, jakby za chwile miał wyruszyć na wojnę. Marvin należal jednak do takich ludzi, którzy muszą i lubią mieć zawsze wszystko zapięte na ostatni guzik.

I choć nikt z zewnątrz przez szybkę taktyczną hełmu nie mógł zobaczyć, gdzie patrzy Schlacht, to on obserwował krzatających się ludzi - i każdemu z osobna przyglądał. Zdziwiła go obecnośc "tego łysego", którego wziął za jakiegoś kapłana...
Morok
USER_AVATAR
Do opartego o ścianę indywiduum w hełmie powoli podszedł Lee Shenshung - archeolog ubrany w białą koszulę, na nią zaś luźno narzuconą zieloną kurtę. Uśmiechał się nerwowo, a po ostrożnym sposobie chodzenia widać było, że obawia się trochę wysokiego strzelca. W końcu jednak, jakby przełamując strach, pokonał kilka ostatnich kroków.
- Errrm... jestem Lee Shenshung, archeolog. Miło mi Pana poznać! - powiedział z uśmiechem, wyciągając rękę do przywitania.
Yuber
USER_AVATAR
-Nowy?- Zapytał stalowym głosem Marvin, nie zwracając wagi na wyciągniętą rękę. Nadal był zajęty swoim ekwipunkiem, tym razem starannie wkładając pojedyncze cewki energetyczne do kolejnych magazynków. Wydawało się, że był tak przesadnym żołnierzem, że ładowanie pocisków uważał za ważniejsze niż przywitanie...
Bubeusz
USER_AVATAR
Tymczasem "ten łysy" podszedł do lekko zdezorientowanego nową sytuacją Burka.
- Tak więc Los połączył nas wszystkich wspólną misją... - podjął, obrazowo łącząc koniuszki palców. Jego głęboki ton głosu i aura spokoju, jaką wokół siebie roztaczał, sprawiały, że wydał się Burkowi Khelisowi całkiem sympatycznym człowiekiem.

Na twarzy Lanikana zatańczył delikatny uśmiech, kiedy ten spoglądał na swego rozmówcę.
Elethain
USER_AVATAR
- Tak... Na to wygląda. - odpowiedział po dłuższej chwili Burk, uważnie przyglądając się Lanikanowi, który z wyglądu bardzo przypominał mu jakiegoś kapłana. Mimo wszystko, wydawał się całkiem sympatyczny. 'Przybysz' mógł uznać to za swój wielki sukces; Khelis odzywał się naprawdę rzadko, i do naprawdę niewielu osób, ale wygląd i zachowanie Lanikana obudziło w nim pewien do niego respekt. Jednocześnie pomyślał sobie: "Ciekawe kto to jest...", wyraźnie wyczuwając bijącą od niego aurę.
Morok
USER_AVATAR
- Ahh... tak - powiedział Lee, po czym zaśmiał się nerwowo, opuszczając rękę. Najwyraźniej zrezygnował już z próby podania jej strzelcowi. Zaraz jednak spojrzał z zaciekawieniem na ładowanie broni.
- Co robisz? - zapytał z brzęczącą nawet w głosie, pełną "cywilowatością" i nieznajomością broni, przechodząc jednocześnie na "ty".
Yuber
USER_AVATAR
Marvin podniósł lekko głowę, do tej pory opuszczoną, w stronę człowieka.

-Musisz się nauczyć pewnej rzeczy: to jest Excelsior. Tu nikt nie pyta, co kto robi, tylko każdy robi to, co jest mu przeznaczone i powinien się na tym znać. Więc cokolwiek robi taki dzieciak jak ty, to niech zajmie się swoimi przygotowaniami- Powiedział stłumionym głosem.
Morok
USER_AVATAR
- Ahh... tak - powtórzył Lee. Znowu zaśmiał się nerwowo. Sprawiał wrażenie człowieka, dla którego "Ahh... tak" stało się wyższą filozofią życia.
Zaraz jednak na twarzy mężczyzny pojawił się przerażony wyraz. Niemal można było napisać w powietrzu nad jego głową, że uświadomił sobie właśnie, że nie umie nic przydatnego, a przydział na Excelsiora dostał dzięki byciu synem jakiegoś ważniaka. Niemal, bowiem oczywiście tego nie powiedział.
Lee kiwnął jeszcze głową na pożegnanie "twardzielowi", po czym odwrócił się i ruszył w stronę łysego. Zatrzymał się tuż przy nim i obserwował rozmowę, czekając może, czy mężczyźni zwrócą nań jakąś uwagę.
Karv
Chester, widząc że inni nie pałają się opuszczeniem tegoż oto miejsca, w którym się właśnie znajdowali, również postanowił pozostać. Nie podszedł do nikogo. Okręcił się na krześle, które zostało mu wskazane. Teraz siedział bokiem do blatu stołu. Oparł nań rękę i zaczął kołysać się na tylnych nogach swego krzesła, obserwując pozostałych.
- Po co te grupki, panowie? - zapytał w końcu, widząc, że wytworzyło się kilka "par". - Działamy razem, więc poznajmy się wszyscy. Mamy dwanaście godzin, proponuję najpierw się trochę ogarnąć, a potem wyskoczyć do jadalni na jakiś soczek.
Glaurungo
USER_AVATAR
Jego słowa zostały jednak zagłuszone przez ogólny gwar, oraz to, że parki stały już na korytarzu. Jednakże w sali wciąż pozostawała jedna osoba - nawigatorka: wysoka, lekko opalona, rudowłosa kobieta, która po usłyszeniu słów Chestera usiadła przy stole naprzeciw niego.
- Cześć. Jestem Redora - powiedziała uśmiechając się. Było widać, że nie ma aktualnie nic lepszego do roboty.
Karv
Na twarzy czarnowłosego zatańczył uśmiech. Przednie nogi krzesła stuknęły o ziemię, kiedy mężczyzna odwracał się w kierunku nawigatorki.
- Witam - rzucił, nie przestając się uśmiechać. - Chester. Jesteś jedyną osobą, która przejęła się moim pieprzeniem, to miłe - skinął głową w dziękczynnym, nieco teatralnym geście, po czym zaśmiał się głośno. - To chyba nie jest odpowiednie miejsce na pogadanki, soczek? - zapytał, wykonując ruch sugerujący, że zamierza wstać od stolika.
Bubeusz
USER_AVATAR
- Pan archeolog, tak? - Choć głowa Lanikana wciąż skierowana była do Burka, oczy przesunęły się na osobę, która do nich podeszła. Jedna brew uniosła się nieznacznie.
Glaurungo
USER_AVATAR
- Teraz, gdy nie jesteśmy na służbie, to może nawet na coś mocniejszego - Redora lekko się uśmiechnęła - Bar jest na drugim końcu okrętu, koło kwater gościnnych. Mam wolne tylko dlatego, że żaden oficer nie mógłby oprzeć się pokusie pobawienia się kontrolką nawigacyjną Excelsiora. Ale znając naszego kapitana postara się on wycisnąć jak najwyższą prędkość z silników. Możemy tam być znacznie szybciej niż za dwanaście godzin. Będziemy musieli się pośpieszyć, bo ten statek jest naprawdę olbrzymi. - kobieta wstała uśmiechając się nieco szerzej. - Idziemy?
Karv
- Oczywiście. Skoro jesteś tak dobrze poinformowana, to może po drodze zaprowadzisz mnie do jakiejś zbrojowni, abym nie poszedł na misję praktycznie nagi, hm? - aktualnie za pasem Chestera znajdował się wyłącznie jego ukochany pistolet blasterowy. Wstał i poczekał aż towarzyszka zrobi to samo. Wolnym krokiem, puszczając kobietę przodem, wyszedł z sali.
- Idziemy do baru, kto się zabiera z nami, to w drogę! - zakomenderował zebranym pod wyjściem pozostałym uczestnikom misji. Uśmiechnął się do Redory i nie zwracając większej uwagi na reakcję pozostałych, poszedł za nią.
- Co myślisz o reszcie? - zapytał cicho, nie będąc pewnym, czy inni ruszyli za nimi, czy też nie.
Glaurungo
USER_AVATAR
- Zbrojownia jest po drodze. Chociaż nie wiem, dlaczego chcesz się tam udać skoro kapitan wyraźnie zaznaczył, żeby brać wyłącznie blastery. Znam ten statek tak dobrze, ponieważ mój ojciec był jednym z jego projektantów. Między innymi właśnie dlatego zostałam tu przydzielona - Redora wzdrygnęła się, kiedy uświadomiła sobie co właśnie powiedziała - Oczywiście nie dlatego, że był moim ojcem, ale dlatego, że znam się na systemach statku i wiem, jak tym ustrojstwem latać. - Dziewczyna zamilkła speszona. Po chwili ciszy jednak odnalazła ucieczkę w drugim pytaniu Chestera.
- Nie znam większości z nich. Oprócz pierwszego oficera. Nigdy nie robił nic wybitnego, ani nie dokonał nic szczególnego, a dostał się tutaj w ostatniej chwili, ponieważ przyszły rekomendacje od samego dworu. - znowu zamilkła. Widocznie nie lubiła plotkować o innych.
Morok
USER_AVATAR
- Tak, chociaż nadal nie mogę uwierzyć, że zostałem przydzielony do tak ważnej misji... - powiedział Lee, z zakłopotanym uśmiechem pocierając się po głowie. Zaraz jednak drgnął.
- Właśnie! Proszę wybaczyć nieuprzejmość, nie przedstawiłem się! Nazywam się Lee Shenshung, do usług - dodał, wyciągając dłoń.
Bubeusz
USER_AVATAR
- Lanikan - wyglądający na kapłana powoli wyciągnął dłoń. Kiedy wymieniali uścisk, Lee poczuł na sobie przenikliwe niczym rentgen spojrzenie... przyjaznych oczu Lanikana. - A Ty? - zwrócił się do Burka*.
[size=7:43e91dc1fa]
* lol xD

[/size:43e91dc1fa]
Karv
Podrapał się po głowie, zakłopotany. Nie zwrócił uwagi na te słowa. Dopiero teraz zaczął sobie przypominać, że misja miała mieć charakter dyplomatyczny, a ewentualne walki pozostać ograniczone do ogłuszenia.
- Mój błąd - uderzył się w czoło, aby dać upust swojej głupocie. - Zbrojownia faktycznie niepotrzebna. Jednak pytanie było potrzebne, dowiedziałem się o tobie czegoś więcej.
Ona ma znaczącego ojca, obecność pierwszego oficera też zajeżdża mi nepotyzmem, zamyślił się Chester. Na jego twarzy ciągle jednak gościł uśmiech, nie chciał dać po sobie poznać czegokolwiek.
- Prowadź więc prosto do baru, przy okazji możesz powiedzieć mi co-nieco o tym statku.
Glaurungo
USER_AVATAR
- A ty jak się dostałeś do załogi? - Spytała Dziewczyna kompletnie ignorując pytanie Chestera. Z jej twarzy uśmiech znikł całkowicie. Zapewne domyślała się, że jej rozmówca sądzi, że stanowisko zyskała wyłącznie dzięki znajomościom ojca.
Morok
USER_AVATAR
Uścisk Lee był niezbyt silny, ale pewny, a spojrzenie prawdziwe i szczere. Tak, takie spojrzenie posiadał z zasady człowiek, któremu można było powierzyć całe swoje życie... a na dokładkę śmierć i zaświaty. I oczywiście, polisę ubezpieczeniową.
"Ten wzrok... czuję, jakby przebijał się przez moje oczy i przeszywał umysł, próbując w nim czytać jak w otwartej księdze. Gdybym miał duszę, a nie był jedynie ludzką bronią, zapewne to w niej by czytał" - pomyślał Hei.
Karv
Widząc, że kobieta się strapiła, Chester poczochrał jej włosy, w przyjacielskim geście.
- Ej, głowa do góry - rzekł z uśmiechem. - Nie chciałem przecież powiedzieć, że jesteś tutaj niezasłużenie. Na pewno bardziej zasłużenie niż ja, bo na dobrą sprawę wybranie mnie, jest dla mnie do tej pory zaskoczeniem. Myślę, że każdy tutaj jest lepszy w tym co robi, niż ja.
Miał nadzieję, że jego próba poprawy humoru dziewczyny, przyniesie zamierzone skutki.
Glaurungo
USER_AVATAR
Dziewczyna przestała wyglądać na strapioną, aczkolwiek do dobrego humoru wciąż jeszcze bardzo dużo jej brakowało. W tym momencie wszelakie rozmyślania przerwało to, że dotarliście do baru. Było to duże zapełnione stolikami pomieszczenie, jedną ścianę zajmowała olbrzymia szyba, przez którą widać było bogactwo kosmosu. Po przeciwnej stronie sali znajdowała się lada, za którą stał niski łysy jegomość. Redora szybkim krokiem podeszła do niego i gdy tylko to uczyniła głośno powiedziała:
- Poproszę szklankę tyreańskiej whisky. - Barmanowi nie trzeba było powtarzać po raz drugi. Natychmiast zaczął przygotowywać drink.
Karv
- A dla mnie jakiś soczek, coś bez alkoholu - dodał z uśmiechem Chester. Miał taki zwyczaj, że na dobę przed misją nie pije. To, że inni pili zostawiał im samym. Chcą, to niech sobie utrudniają życie. On wolał być w pełni sprawny i - w razie czego - nie musieć się martwić o własny refleks.
- Nie uważasz, że to dziwne? Arraxus nie ma chyba o nas pojęcia. Czemu akurat my zostaliśmy wybrani do tej misji?
Glaurungo
USER_AVATAR
- Arraxus nie miał wiele do mówienia podczas wyboru. Była to wyłącznie sprawą dworu i admirała. Mimo tego co wszyscy mówią jesteśmy jedynie drugą ligą. Pierwsza służy na młocie bogów. Ale i tu przyjmowani byli jedynie bardzo - to słowo wymówiła z naciskiem - utalentowani piloci i żołnierze. Pewnie dlatego tu jesteś. - Upiła mały łyk whisky. Widać było, że nie przejmowała się zbytnio kondycją podczas misji. Była nawigatorem i nie udawała się na planetę.

Karczmarz postawił sok na ladzie i wystawił rękę po zapłatę.
Laire
USER_AVATAR
Shiva stukała nerwowo palcem o nadgarstek drugiej dłoni. Doskonale rozumiała, że trzeba podbudować morale załogi, jak się tylko dało,żeby zapas starczył im na dłużej niż wieczność, ale to się robiło nudne. Chciała jak najszybciej dostać sie na pokład cudeńka i odwiedzić to, co widziała na projekcie. I tak nic nie zagłuszyłoby jej realizmu, więc gadka admirała w jej przypadku nie przyniosła wyników.
Gdy tylko tłum ruszył, ona również. Wędrówka była razej spokojna i bardzo jej się dłużyła. Oprócz dostania bukietem w głowę, obyło się bez zbędnych komplikacji. W końcu usiadła przy stole i zajęła się przeglądaniem papierów. Z piersiowej kieszeni płaszcza wyciągnęła okulary i przyjrzała się bliżej wykresom. Bogate złoża metali, no tak. Nie sądziła by pokojowe rozstrzygnięcie sprawy było możliwe. Przerzuciła kilka kartek, przyglądając się zdjęciom planety, opisowi i liczbom. Były tu także dwie kartki z dokładniejszym opisem statku. Czytała je z takim skupieniem, że nawet nie zauważyła, że Kapitan skończył. Odznakę translacyjną i komunikacyjną schowała do kieszeni płaszcza. Na razie nie była potrzebna. Zamknęła teczkę i rozejrzała się po zebranych. Kilkoro kojarzyła, reszty - w ogóle. Ale była spokojna ojciec nie zawróci wielkiego Excelsiora, tylko dlatego ze mu córka uciekła. Chyba nie był aż tak dłupi.
Chyba - uśmiechnęła się.
Elethain
USER_AVATAR
- Burk. - odparł krótko i dość niegrzecznie Mag. Już miał zamiar odwrócić się i oddalić, jednak spojrzenie Lanikana, które na krótką chwilkę skupiło się właśnie na nim, kazało mu zostać razem z nim i młodzikiem, który podawał się za archeologa. Z każdą następną chwilą w tym dziwnym towarzystwie Khelis czuł się coraz mniej pewnie, jednak udało mu się to jakoś ukryć. Jedynym zauważalnym efektem dokonującej się w nim przemiany była jego szczęka, teraz przekrzywiona nieco bardziej niż zwykle...

Minęła dłuższa chwila, po której Mag uścisnął wyciągniętą w jego kierunku dłoń. Dobrze wiedział, że podczas bitwy najważniejsza jest współpraca - jak łatwo się domyślić, im lepsza, tym lepiej. Ten najstarszy chyba we wszechświecie gest pokoju i dobrych zamiarów był jednak dla Burka* niczym więcej jak automatycznym, wyuczonym ruchem, który nabył podczas swojego szkolenia. Nieświadomie miał nadzieję, że jego 'rozmówcy' tego nie zauważą. **

[size=9:70d84f4b63]* - faktycznie, brzmi genialnie :D Hau, hau! Grrrr....
** - Wybaczcie tak długi czas oczekiwania - net mi padł, a potem nie miałem dostępu do kompa. Przepraszam Was za to. [/size:70d84f4b63]
Karv
Mężczyzna zerknął na rękę, uśmiech spełzł mu z twarzy. Nie miał przy sobie gotówki, nie miał właściwie nic, co mógłby oddać pod zastaw. Odznaka i pistolet blasterowy. Obie te rzeczy odpadają, bez nich czułby się na misji jak bez ręki.
Zbity z trop był tylko przez chwilę. Zaśmiał się i przybił piątkę mężczyźnie za ladą, po czym odwrócił się tyłem do lady, zgarniając ze stołu naczynie z sokiem. £yknął i modlił się w duchu, aby karczmarz nie czepiał się o zapłatę. W końcu, to tylko mały soczek.
- Którędy stąd na mostek, hę? - zwrócił się do Redory.
Glaurungo
USER_AVATAR
- Tą samą drogą, którą przyszliśmy, tylko trochę dalej. Już idziesz? - Spytała wyraźnie zdziwiona.

Karczmarz bynajmniej nie wyglądał na kogoś, kto myślał "przecież to tylko mały soczek". W tym momencie przypominał bardziej dzikie zwierze mające rzucić się na ofiarę i rozszarpać ją na strzępy. Szybkie opuszczenie pomieszczenia wydawało się coraz bardziej zachęcającą możliwością.
Karv
- Tak, chyba już pójdę - odparł Chester. Uśmiechnął się wesoło i z pozoru od niechcenia, jednak w rzeczywistości starając się aby zostało to dokonane jak najszybciej, opuścił karczmę. Swoje kroki skierował prosto na mostek. Pod koniec właściwie już biegł.
Glaurungo
USER_AVATAR
Karczmarz bynajmniej nie zamierzał gonić Chestera. Prędzej czy później i tak musiał się pojawić znów w karczmie. A wówczas... na myśl o odsetkach łysol uśmiechnął się do siebie. Na wszelki wypadek zadał jeszcze pytanie siedzącej przy ladzie kobiecie:
- Kim był ten facet, który wybiegł nie zapłaciwszy?
Bubeusz
USER_AVATAR
Zauważyli. Ale nikt nie musiał o tym wiedzieć. Lanikan uśmiechnął się lekko, po czym widząc, że rozmowa się nie pali, wskazał głową w kierunku baru.
- Idziemy? - zapytał, lecz bardziej zabrzmiało to jak stwierdzenie niż pytanie. Ruszył niespiesznie przodem w stronę korytarza...

Z którego od razu wypadł biegnący Chester.
Karv
- Jakby ten gość pytał, to jestem Kris Loman! - krzyknął w pośpiechu Chester, wymijając Lanikana. Oparł się ręką o jego bark i odepchnął od niego, nic sobie nie robiąc, że pomaga mężczyźnie w lekkim zachwianiu równowagi. Spieszył się, ot co.
Morok
USER_AVATAR
Lee tymczasem natychmiast dostrzegł sposobność. Gdy "Kris Loman" nadbiegał, czarnowłosy w jednej chwili zatoczył się tuż przed niego. Z boku mogłoby to wyglądać, jakby przypadkiem stanął na drodze chłopaka, tak naprawdę jednak wykonał dokładnie wyliczony ruch, który po prostu musiał spowodować, że zarówno on, jak i biegnący, wpadną na siebie i razem się przewrócą.
Karv
Chester ani na moment nie próżnował. Krzyknął tylko coś pośredniego pomiędzy "przepraszam" i "jak łazisz", po czym podniósł się na równe nogi i pognał dalej korytarzem, w kierunku wskazanym uprzednio przez Redorę jako ten, który prowadzi na mostek.
Glaurungo
USER_AVATAR
Niefortunnie dla Chestera upadek nie tylko go spowolnił ale i pozbawiło złotej odznaki, która jak na zawołanie zaczęła trząść się i piszczeć. Nie była jednak jedyną. W ślad za nią wszystkie powoli przebudzały się do życia. Po chwili wychodzącym z nadprzestrzeni okrętem wstrząsnęło. Wiadomość była jednoznaczna - dotarli.
Yuber
USER_AVATAR
Jak na zawołanie, słysząc dźwięk wyjścia z nadprzestrzeni, Blizna wyprostował się, poprawił uszczelnienia hełmu i powolnym krokiem ruszył w stronę mostku.



[color=indigo:a6d60467b5][size=9:a6d60467b5]Chcesz wyjść w próżnię?;) Kapitan oczekuje na was na mostku;)[/size:a6d60467b5][/color:a6d60467b5]

[color=darkred:a6d60467b5][size=9:a6d60467b5]Ups^^ Poprawiam[/size:a6d60467b5][/color:a6d60467b5]
Morok
USER_AVATAR
Lee przez chwilę miał ochotę, zgodnie z wyćwiczonymi zwyczajami, schować odznakę do kieszeni, ale opanował się. I tak na nic mu się nie przyda, zaś jej brak łatwo będzie można stwierdzić. Dlatego jedynie, wstając, podniósł znak, po czym pognał za Chesterem, krzycząc "Przepraszam, zgubił Pan coś!" Oczywiście nie śmignął z pełną szybkością - ale pobiegł trochę niezgrabnym biegiem kogoś, kto za dużo siedzi i uprawia za mało sportów. Jednocześnie... miał chwilę na zastanowienie.
"Ten Lanikan to prawie na pewno telepata. £ysy, 'wszechwiedzący' i ten wzrok... muszę mieć się na baczności i nie pozwolić sobie na utratę czujności nawet na chwilę" - pomyślał czarnowłosy. Podczas szkolenia wyćwiczono w nim wprawdzie nadludzką siłę woli i nauczono chronić myśli... ale również to Hei właśnie miał nadludzko dużo do stracenia, gdyby ktokolwiek poznał sekrety, jakie skrywał.
Mimo to, nie bał się utraty życia. Już dawno temu utracił swój strach, razem z wieloma innymi uczuciami, których "Gwiazda" nie uznała za przydatne.
Bubeusz
USER_AVATAR
Mimo odepchnięcia, Lanikan ani na chwilę nie stracił równowagi. Albo prawa fizyki lekko zwolniły w tej sekundzie, albo naprawdę świetnie panował nad ciałem. Wolno odwrócił się, by spojrzeć na biegnącego, który właśnie zderzał się z Lee. A potem zabrzęczały odznaki.

- Zdaje się, że nas wzywają - rzekł spokojnie do Burka, zachęcając do marszu. Poszli na mostek, zaraz za biegnącym Chesterem i goniącym go czarnowłosym archeologiem.
Glaurungo
USER_AVATAR
Biegnąc Chester nie wpadł jednak jedynie na swoich kolegów. Podczas przemierzania długich korytarzy spotkał jeszcze kogoś. Niską, czarno odzianą postać, której twarzy nie sposób było dostrzec spod kaptura. Wyglądała na niezbyt masywną, jednakże młody podporucznik poczuł jakby zderzył się ze ścianą, a nie z człowiekiem. Ledwo przytomny padł na ziemię. Jednocześnie opanowało go dziwne przeczucie, a raczej pewność:
Ta osoba z pewnością ma prawo tu być. Jej obecność jest wręcz oczywista. Nie ma powodu, aby komukolwiek o tym wspominać. Wyszedłbyś na idiotę, gdybyś się zastanawiał nad tak dobrze wszystkim znanymi kwestiami i rozpowiadał o nich, czyż nie?
Gdy podniósł obolałą głowę tajemniczej postacie nie było już w zasięgu wzroku.*



*[size=9:4b429e7950]Hei nic nie widział[/size:4b429e7950]
Karv
Chester wyprostował się i wygładził ubranie. Dziwna myśl błądziła mu jeszcze po głowie, a on ślepo się z nią zgadzał. Ruszył ku mostkowi, mając nadzieję, że teraz już nic go nie zatrzyma. Kompletnie nie myślał o zderzeniu, rozmasowywał tylko trochę obolałą głowę. Myślami jednak był gdzie indziej, w swojej prywatnej Utopii.
Elethain
USER_AVATAR
Burk, razem z Lanikanem przemierzając bardziej lub mniej zatłoczone korytarze okrętu, zaczął zastanawiać się nad czekającą go przyszłością. Jego myśli swobodnie wędrowały od tak błahych spraw jak jedzenie czy picie do tych nieco ważniejszych, takich jak chociażby niebezpieczne misje, w których z pewnością przyjdzie mu uczestniczyć. W końcu do tego właśnie celu był szkolony...

Obserwując czysty metaliczny połysk na ścianach korytarza, w którym się teraz znaleźli, Burkowi stanął w głowie obraz różnych dziwnych sytuacji, w których mógł zastać go alarm odznaki, którą teraz nosił. Wyobrażając sobie co niektóre z nich, uśmiechnął się lekko, a jego wyraz twarzy na krótką chwilkę stał się o wiele sympatyczniejszy i milszy... Ludzki. Natychmiast jednak jego mięśnie ponownie nadały jego twarzy zimny, obojętny wyraz, który od dłuższego czasu ciągle na niej gościł.
Laire
USER_AVATAR
Kobieta z uniesioną w zaintrygowaniu brwią obserwowała kraksę panów. Dopiero teraz zwróciła uwagę na tą grupkę. Czarnowłosy wyglądał na lekko zestresowanego. Chociaż może była to bardziej dezorientacja po zderzeniu ze skałą. No właśnie. Ten łysy. Gruchnął o niego, a ten nawet się nie zachwiał. Nie dane jej było sie jednak dokładniej przyjrzeć reszcie, bo jej odznaka zaczęła wibrować w kieszeni. Wstała i wzięła teczkę pod pachę.
-No to do roboty... - mruknęła do siebie i ruszyła śladem łysego, skalnego jegomościa.
Glaurungo
USER_AVATAR
Po kilku minutach docieracie do mostka. Jest to średniej wielkości okrągła komnata. Wszystkie ściany zajmują różnorakie świecące i migające panele. Naprzeciw was wprawiona w ścianę została olbrzymia szyba-ekran, przez którą można dostrzec bogactwo kosmosu, gwiazdy i olbrzymią znajdującą się pod wami planetę. W środku sali stoją trzy fotele obłożone dookoła różnorakimi panelami. Są to konsole kontroli ognia, nawigacji i Fotel kapitański. Centralne stanowisko zajmuje Arraxus. Siedzi obrócony w waszą stronę wyraźnie wyczekując. Wszyscy pozostali uczestnicy misji już się zjawili. Zobaczywszy was wstaje i zadaje krótkie pytanie:
- Wszyscy uzbrojeni i gotowi?
Elethain
USER_AVATAR
Burk milczał. Aż za dobrze widać było przytroczoną do jego pasa kaburę ze spoczywającym w niej blasterem. Jego spojrzenie, w połączeniu z przekrzywioną szczęką i stalowym błyskiem w oczach stanowiło wystarczającą odpowiedź.
Yuber
USER_AVATAR
Marvin stanał na baczność i podniósł wzrok na Arraxusa.

-Czekamy na rozkaz- Powiedział przytłumionym przez hełm głosem.
Karv
Czarnowłosy mężczyzna rozejrzał się po pomieszczeniu. Wzrok zatrzymał dłużej na ekranie, na którym widać było planetę. A więc to tam przyjdzie nam odbyć pierwszą misję, pomyślał. Uśmiechnął się, a słysząc pytanie zadane przez Arraxusa, skinął potakująco głową.
Rozejrzał się po pozostałych. Podsunął się do Redory.
- Pytał o mnie? - szepnął jej do ucha.
Morok
USER_AVATAR
Lee, słysząc pytanie, przestąpił z nogi na nogę, krzywiąc się zarazem, kiedy doszło doń słowo "uzbrojeni". Mimo to uśmiechnął się nerwowym, drżącym uśmiechem, który nadawał mu wygląd kupki nieszczęścia.
- Errm... Mniej lub bardziej, kapitanie - wymamrotał.
Glaurungo
USER_AVATAR
Ku zaskoczeniu Chestera Redora potraktowała go jak powietrze puszczając jego słowa mimo uszu. Widocznie nie przepadała za mężczyznami zapraszającymi kogoś na drinka i uciekającymi nie płacąc.

Arraxus tymczasem przeszedł wzdłuż rzędu oficerów, sprawdzając, czy każdy zastosował się do poleceń. Zatrzymał się przy Heiu.
- Czego nie zrozumiałeś w rozkazie: wziąć blastery? - Pytaniu towarzyszył wzrok, który otwierał przed Lee nowe znaczenie wyrazu "karcący".
Morok
USER_AVATAR
Lee cofnął się o krok, patrząc z przestrachem na Arraxusa.
- Ja... nie-nie wie-wiedziałem, gdzie jest zbro-zbrojownia... ten sta-statek taki du-du-duży... - wymamrotał jąkliwie, blednąc. Głośno przełknął ślinę.
- N-No i ja-ja i tak nie za bardzo u-u-umiem u-używać - dodał pełnym przerażenia głosem. Wyglądał, jakby miał za chwilę zapaść się pod ziemię... i za pewne by to zrobił, ale dookoła nie było żadnej ziemi. Przypominał również spaniela, który drżąc, nie uciekał przed kopniakiem, ale go oczekiwał, a także żyjącego awatara Wielkiej Kosmicznej Nieporadności.
Glaurungo
USER_AVATAR
Arraxus jeszcze przez chwilę spoglądał swoim wyjątkowym wzrokiem na Lee, po czym stracił zainteresowanie i równym krokiem wymaszerował z mostka. Mimo braku wyraźnego rozkazu wszyscy podążyli za nim. Po paru minutach szybkiego chodu dotarliście do hangaru. Wsiedliście do dwóch transportowców i po upływie kolejnej chwili już lecieliście nad planetą. Była to wielka nieuprzemysłowiona zielona kraina. Lot nad drzewami trwał jednak krótko. Waszym oczom ukazała się mała drewniana wioska leżąca u stóp góry - celu misji.

Z pojazdu pierwszy wyszedł Chester*. Jednak, gdy tylko wszedł na rampę zatrzymał się, a jego wzrok padł na wznoszącą się niedaleko chmurę pyłu, która mogła oznaczać tylko jedno: lądowanie. Nagle uświadomił sobie, że pozostali już od paru chwil znajdują się na ziemi. Obłok mógł oznaczać tylko jedno - trzeci statek. Miał ochotę zacząć krzyczeć na alarm, jednakże wbrew wszystkiemu ponownie opanowało go dziwne wrażenie: Wszystko jest w porządku. Nie wydarzyło się nic dziwnego. Obecność po momencie zniknęła pozostawiając kompletnie zdezorientowanego, acz pewnego, że nic się nie stało podporucznika na podeście.



[size=9:845f16f18d]*Normalnie byłby to Arraxus, ale on leciał drugim transportowcem, więc pierwszy wysiada Chester, jako oficer ochrony. Tak na wszelki wypadek.[/size:845f16f18d]
Bubeusz
USER_AVATAR
- Coś się stało? - za jego plecami rozległ się spokojny głos Lanikana, który jednak sprawił, że zaskoczony Chester niemal podskoczył.
Karv
Kiedy lecieli, Chester w milczeniu przyglądał się zielonej planecie. Westchnął w duchu, żałując, że rozwój jego rodzinnej planety posunął się tak mocno do przodu. Momentami wolałby mieć do czynienia z tak słabo uprzemysłowionymi miejscami, niż z aglomeracjami.
Wyszedł i zatrzymał się na rampie, lekko się przeciągając. Rozejrzał się, lewo, prawo. Jeszcze raz lewo. Nerw na skroni podskoczył gwałtownie, a źrenice oczu lekko zmieniły swoje rozmiary, kiedy uświadomił sobie, że nie są na planecie sami. Otworzył usta, potem je zamknął. Wszystko gra. Wszystko gra, powtórzył w myślach, nie będąc do końca pewnym, czy faktycznie tak jest. Jednak, skoro takie odnosił wrażenie, to tak być powinno.
- Pierwsza klasa, załoga! - krzyknął, dając reszcie znać, że mogą wysiadać. W momencie, kiedy to krzyczał, usłyszał za sobą głos towarzysza. Odwrócił się momentalnie, spoglądając na niego trochę nieufnie. - Nic się nie stało. Wszystko gra - wypowiedział te słowa niemal jak robot.
Yuber
USER_AVATAR
-Doprawdy wszystko gra?- Zapytał przytłumionym przez hełm głosem Blizna, również podchodząc do Chestera.

-Zaniepokojony żołnierz to roztrzęsiony żołnierz- Powiedział, zakładając ręce.
Karv
- A co miałoby nie grać? - zapytał czarnowłosy, zataczając ręką półokrąg, jakby demonstrował pozostałym planetę. - Wszystko jest, jak być powinno - nagle spoważniał. Dotarło do niego, że mają go za kogoś nieodpowiedzialnego. A przecież nie od kozery jest oficerem ochrony. Nie został nim za piękne oczy. Spojrzał na Bliznę i Lanikana stanowczym, może nieco zbyt natarczywym spojrzeniem. - Wszystko jest w jak najlepszym porządku - pomiędzy każdym kolejnym słowem robił krótką przerwę.
Morok
USER_AVATAR
Hei kątem oka i kawałkiem ucha obserwował... dziwne zachowanie jednego z uczestników wyprawy, dzięki długiemu treningowi podświadomie zapamiętując słowa, gesty i szczegóły. Mimo to, w końcu większa część grupy składała się z mniejszych bądź większych dziwaków. Czarnowłosego zabójcę bardziej martwiły jego własne problemy. A między nimi problem główny - Lanikan.
"Nawet jeśli telepacie nie uda się przechwycić moich myśli, będzie mógł przecież stwierdzić, że z jakiegoś powodu nie potrafi tego zrobić. Nikt zaś - nawet ja - nie ma wystarczającej dyscypliny myślowej, żeby przez cały czas kontrolować swoje myśli. Żeby to robić, trzebaby zarazem kontrolować myśli o kontroli myśli oraz myśli o kontroli myśli o kontroli myśli. Innymi słowy, byłoby to jak maskowanie światła supernowej pod kolejnymi kartkami papieru" - myślał. Tak, bezwłosy "kapłan" mógł się okazać zagrożeniem... jeśli w istocie potrafił czytać w myślach. A Hei przeważnie zakładał najgorszy scenariusz. Dzięki temu nie dziwiło go, gdy się sprawdzał.
Bubeusz
USER_AVATAR
- Skoro tak uważasz - odrzekł Lanikan. Zeszli pomału na ziemię. "Kapłan" wziął głęboki wdech, ciesząc się świeżym powietrzem, jakie ich otaczało.
Glaurungo
USER_AVATAR
Po chwili podeszła do was mała grupka tubylców. Na czele stał czarnoskóry szaman lub wódz obwieszony rozmaitymi kolorowymi ozdobami. Wieści o waszym przybyciu musiały rozejść się bardzo szybko, gdyż wioska była oddalona o cały kilometr marszu.
- Witajcie! Jestem Ashungai i z przyjemnością zaprowadzę was do naszej wioski na skromny poczęstunek - wypalił przywódca na jednym oddechu.
- Witaj Ashungaiu - odrzekł Arraxus, po czym skinął dłonią na pozostałych, aby podążyli za nim. Gdy szedł już u boku przełożonego miejscowych dodał jeszcze - Macie piękną zarówno pogodę jak i planetę.
Karv
W milczeniu słuchał wymiany zdań Arraxusa i czarnoskórego tubylca. Przy okazji przyjrzał się uważnie wszystkim pozostałym, którzy zostali wydelegowani na powitanie ich grupy. Wodził wzrokiem, w poszukiwaniu jakiejś broni. Nie robił tego jednak natarczywie, ot tak, przyglądał się.
Ręce miał splecione z tyłu, po oględzinach dokonanych na wszystkich tubylcach, przyjrzał się przywódcy tej grupki. Zaintrygowały go te wszystkie dziwne rzeczy, którymi był obwieszony. Sądził jednak, że lepiej powstrzymać się od parsknięcia śmiechem. Spojrzał więc w niebo, aby ukryć lekki uśmieszek tańczący mu na ustach.
Morok
USER_AVATAR
Grupka tubylców szybko stała się obiektem zainteresowania Lee. Czarnowłosy, idąc, podszedł do jednego z nich i zaczął z zaciekawieniem oglądać go od stóp do głów, jakby mężczyzna był okazem jakiegoś egzotycznego zwierzęcia. Wzrok Shenshunga zdawał się mówić "Jestem natarczywy, wiem o tym i nie przerwę oględzin, dopóki moja ciekawość nie zostanie zaspokojona".
Laire
USER_AVATAR
Shiva wyszła grzecznie za resztą, ze złości zaciskając pięści. Nie zdążyła nawet obejść połowy statku. Obcasy zastukały o kratkę schodków w rytm jej kroków. Kto wział buty na obcasie w siedlisko piachu, błota i nieokiełznanej natury?! No oczywiście że nie ona. Zerknęła przez ramię w kierunku odgłosów. Obcasy miały jakieś pięć centymetrów i były grube, więc szansa że kobita się nie zabije były naprawdę duże. Shiva wywróciła oczami i westchnęła. Szkoda tylko że kostki pochylały jej się nieco do wewnątrz przy każdym kroku.
Szansa na wywrotkę wzrosła z 40, na 48 procent.- zakomunikowała sobie z dziwną satysfakcją.
Niestablina kostka była może i warta więcej, ale nie miała się teraz dokładniej rozliczać. No i co ją obchodziła jakaś kobietka. Teraz ważna była planeta i tubylcy.
- Wow... Prawie jak w szklarni... Cudownie, hm? - spojrzała w górę na niebieskie niebo, a później przed siebie na zielony gąszcz.
Wciągnęła w płuca, świeże nie przefiltrowane powietrze, którego nie czuła od... od... Od bardzo dawna.
Glaurungo
USER_AVATAR
Tubylcy nie posiadali żadnej broni, prócz włóczni i małych, powieszonych na plecach kusz. Jednak Chester odniósł wrażenie podczas oględzin, że nie jest to ich jedyne uzbrojenie. Murzyni poruszali się pewnym, wyćwiczonym krokiem. Nie był to chód kogoś, kto od czasu do czasu postrzela zwierza drewnianym bełtem, a stąpanie nie znającego porażek, wytrwałego łowcy. Wzbudzało to niepokój, aczkolwiek byliście tu jedynie na misji dyplomatycznej, więc nie było się raczej czego obawiać.

Krajobraz wraz ze zbliżaniem się do wioski piękniał coraz bardziej. Był tak rajski, iż stawało się to wręcz nienaturalne.

* * *

Po kilku minutach równego marszu dotarliście do wioski. Była to mała drewniana osada otoczona równą palisadą. Eskorta powoli prowadziła was wzdłuż pustych uliczek do dużego budynku w środku miasta. Gdy weszliście do środka ujrzeliście wielką salę, w której centrum został usytuowany okrągły stół obstawiony różnorakim jedzeniem.
- Nie ma co negocjować na głodnego! Czyż nie? - zakrzyknął wesoło Ashungai, po czym zajął miejsce na najbardziej zdobionym krześle wskazując wam, abyście i wy uczynili to samo.
- Ależ z przyjemnością - odrzekł Arraxus, jednocześnie szepcząc do was - Nie upijcie się.
Karv
Cały czas ogarnięty poczuciem wielkiego piękna otaczającej tę wioskę przyrody, Chester usiadł na wyznaczonym mu krześle. Był zdania, że powinien zabierać głos tylko pytany, a i wtedy ograniczać się raczej do krótkich odpowiedzi. Oczywiście, w kwestiach ważnych. O tym, która planeta ma piękniejsze przedstawicielki płci żeńskiej, mógłby dyskutować godzinami, nawet z tubylcami.
Oparł nadgarstki o blat stołu i spojrzał po innych. Na jego twarzy gościł miły, wyglądający naturalnie, uśmiech. Widząc suto zastawiony stół, na chwilę mógł oderwać się od iście dworskiego nastroju, jaki panował podczas misji. Oni mieli się nie upić, jednak tubylcy mieli ku temu prawo. Rozmowa z ludźmi, będącymi pod wpływem alkoholu, należała do jednej z zabawniejszych form rozrywki.
Morok
USER_AVATAR
Lee wybałuszył oczy, widząc górę jedzenia. Przez chwilę wodził błędnym wzrokiem po specjałach, zaraz jednak uśmiechnął się szeroko.
- Makan! Xie xie...! - wymamrotał w języku, który miał uchodzić za jego ojczysty, po czym gorliwie zasiadł do uczty. Zaczął oczywiście od nalania sobie pełnego kielicha jakiegoś napoju, po czym - wydawałoby się - wziął porządny łyk.
Uważny obserwator dojrzałby, że po odstawieniu naczynia, było w nim tyle samo płynu, co zaraz po nalaniu.
Hei tymczasem smakował kroplę napoju, próbując wykryć ewentualne znane mu trucizny i narkotyki, którymi tubylcy mogliby próbować ułatwić sobie negocjacje. Po chwili już nałożył sobie na talerz kilka potraw różnych rodzajów, z nimi postępując podobnie.
Oczywiście - czarnowłosego zabójcy ani trochę nie obchodził los towarzyszy, którzy, jak dla niego, mogli się potruć i zdechnąć. Sam Hei jednak również potrzebował jeść i pić.
Bubeusz
USER_AVATAR
Usiadłszy wygodnie na miejscu, Lanikan uśmiechnął się do tubylców, powoli sunąc wzrokiem po ich twarzach. Potem zabrał się do nakładania sobie soczystej sałatki z tutejszych darów natury. Kątem oka zerknął na Lee.
Yuber
USER_AVATAR
Blizna siedział, ale nawet oczu nie zwrócił w stronę jedzenia - nigdy nie jadł przy innych. Nie chciał nikomu psuć apetytu widokiem swojej twarzy. Pozostał więc w hełmie.
Morok
USER_AVATAR
Lee w trakcie kosztowania kolejnych potraw, poczuł mrowienie w karku. Wzrok zwrócił w stronę, z której dochodziło wrażenie, natrafiając spojrzenie Lanikana.
Zabójca na krótką chwilę zmrużył powieki, patrząc zimno... zaraz jednak szeroko otworzył oczy i wesoło pomachał łysemu wolną ręką "kapłanowi", po czym wrócił do ostrożnego konsumowania.
"Patrzy na mnie. Nie ma czemu się dziwić. Byłby głupcem, gdyby niczego nie podejrzewał..." - myślał Hei. Opanował chęć zerknięcia raz jeszcze w stronę Lanikana.
Bubeusz
USER_AVATAR
Lanikan uniósł lekko brwi, widząc dziwne zachowanie towarzysza. Po czym z powrotem skupił uwagę na sałatce.
- A Ty nie jesz? - zwrócił się do żołnierza w hełmie, który siedział nieopodal i sprawiał wrażenie, jakby w ogóle nie dostrzegał suto zastawionego stołu.
Yuber
USER_AVATAR
-Wieczerze nie są dla ludzi w moim stanie- Odparł sucho, wyciągając się na krześle.
Elethain
USER_AVATAR
Burk natomiast, jak to miał w zwyczaju, nie odezwał się ani słowem. Odmówił też sobie posiłku - ograniczył się do obserwowania posilających się towarzyszy. Coś bardzo mu tu nie pasowało. Miał dziwne wrażenie, że tubylcy są aż zbyt gościnni. Choć było to podejrzenie całkiem bezzasadne, coś mówiło mu, że chcą tylko w ten sposób uśpić ich czujność... lub się ich pozbyć. Nie miał pojęcia do czego są oni zdolni i czego się można po nich spodziewać, toteż pozostawał czujny. Bardzo czujny. Życie nauczyło go, że nikomu nie można ufać - a już zwłaszcza czarnoskórym tubylcom...
Bubeusz
USER_AVATAR
-A.. - odrzekł krótko Lanikan, momentalnie rozumiejąc, że Blizna wolałby akurat tego tematu unikać. Albo.. każdego tematu.

Medyk zajął się więc jak gdyby nigdy nic swoją sałatką.
- Całkiem dobre - zwrócił się do jednego z tubylców, który również pałaszował ten specjał. Tyle, że zdecydowanie szybciej i łapczywiej niż Lanikan. - Co wchodzi w skład tej sałatki?
Karv
Chester, słysząc zachęcającą opinię Lanikana, również zainteresował się ową sałatką. Nałożył jej sobie trochę i począł konsumować, będąc ciekawym, czy faktycznie jest taka wyborna, jak ją zachwalano.
- Rzeczywiście - powiedział, uśmiechając się przy tym. - Pycha - schylił głowę i w całości skupił się na talerzu przed sobą.
Glaurungo
USER_AVATAR
Murzyn odwrócił się w stronę Lanikana i uśmiechnął lekko.
- Trochę dargohu, ufinu i pomidorów - Do tych trzech dorzucił jeszcze coś co po przejściu przez translator zabrzmiało jak "haszysz", jednakże była to zawodna technologia i nie można było być pewnym, czy właśnie oto chodziło tubylcowi - po udzieleniu tej informacji czarnoskóry wojownik ponownie zagłębił się we wspaniałościach sałatki.

Większość mieszkańców osady wlewało w siebie coraz większe porcje trunków, lecz nie wyglądało na to, aby mięli się szybko upić. Sam Ashungai nie ruszał ani alkoholu, ani sałatek całkowicie. Przy stole zauważyliście jeszcze jedną postać, która była niemal równie obwieszona jak wódz - szamana. Miał on nieco poważniejszy wyraz twarzy, a spoglądając na niego zaczynały przychodzić do was wątpliwości, kto tak na prawdę rządzi wioską. Po pewnym czasie, gdy już wszyscy zaczęli jeść nieco wolniej wstał, aby wznieść toast:
- Za owocną współpracę z naszymi gośćmi! I niech Asael błogosławi ten dzień! - zakrzyknął.
Bubeusz
USER_AVATAR
Podczas toastu Lanikan uważnie przyjrzał się szamanowi. Chyba zbyt uważnie, bowiem szaman nagle odwrócił głowę i spojrzał mu w oczy. Zastygli na moment, w którym, mimo pozornego spokoju, w ich umysłach rozszalała się prawdziwa burza, której pioruny co rusz skakały między spojrzeniami. Mentalna bariera, jaka roztoczyła się przed czarownikiem, sprawiła, że Lanikan czym prędzej spuścił wzrok.

Już wiedział. Wiedział, że on wie. Uśmiechnął się lekko, nie szukając jednak ponownego kontaktu wzrokowego z szamanem.

- Mocne - stwierdził, odkładając kielich po toaście. Miał nadzieję, że jego dziwne zachowanie zostanie odebrane jako wstrząśnięcie po trunku.
Karv
- Mocne, bo mocne, mi podchodzi! - powiedział głośno Chester, odstawiając swoje, puste już, naczynie. Usiadł z powrotem na krześle. Oparł łokcie o blat, a na dłoniach wsparł swój podbródek. Teraz nie była pora ma zachowywanie dystyngowanych manier. Mógł usiąść sobie wygodnie i taki właśnie miał zamiar.
Przez chwilę przyglądał się po kolei każdemu z mocno obwieszonych mężczyzn.
- Czego symbolem są te wisiorki? - zapytał w końcu.
Morok
USER_AVATAR
Lee był w swoim żywiole.
Wydając się być legendarną Bezdenną Głębiną, Niepokonaną Przepaścią i Pożeraczem Gwiazd jednocześnie, w błyskawicznym tempie wrzucał w siebie jedzenie i wlewał napitek. On również unikał alkoholu i sałatek - wszystko inne jednak stawało się ofiarą szczupłego archeologa. Jadł, jakby czuł jakiś rodzaj niepohamowanego głodu - i gdy wzniesiono toast, wstał jedynie na chwilę, wypił, po czym natychmiast wrócił do pożerania zawartości tac.
Wbrew pozorom, ten sposób jedzenia nie pozostawał przymiotem jedynie Lee. Hei również jadł jak najwięcej i w jak najkrótszym czasie. Wrzucanie w siebie potraw pozwalało mu na chwilę zapomnieć o wszystkim innym, głównie zaś - o swojej tożsamości. W końcu - bronie zwykle nie jadły, czyż nie?
Bubeusz
USER_AVATAR
- Sądzę, że każdy z nich symbolizuje coś innego - wtrącił się "drużynowy kapłan". - Prawda? - spojrzał na najbliższego autochtona.
Glaurungo
USER_AVATAR
Chesterowi odpowiedziało ogólne rozbawienie. Po chwili Ashungai odpowiedział na pytanie młodzika:
- Oczywiście władzę. - Na sali wybuchły śmiechy. Lecz tą scenę żołnierzowi przerwała nagła wizja...

Stoisz wśród płonących ruin. Po chwili rozpoznajesz je: to ta wioska, w której właśnie się znajdujesz. Dookoła dostrzegasz kratery po uderzeniach turbolaserów. Ziemię zaściełają martwe ciała. Lecz nie to jest najgorsze. Na niebie dostrzegasz płonący meteor, który powoli zbliża się ku powierzchni planety. Nie musisz się zastanawiać, czym on jest, bo podświadomie to wiesz - Excelsior. Podnosisz rękę aby skontaktować się z innymi przez komunikator, żeby dowiedzieć się, co się stało, lecz słyszysz jedynie straszliwe męczeńskie krzyki. Okręt rozbija się o ziemię, a ciebie zalewa fala płynnego ognia. Czujesz ból. Śmierć...

Nagle orientujesz się, że nadal jesteś w sali i tempo wpatrujesz się w talerz z sałatką...
Karv
Chester drgnął. Gwałtownie, jego ręka uderzyła o talerz, strącając go ze stołu. Był jednak zbyt wstrząśnięty, aby się tym przejmować. Wstał, zacisnął ręce w pięści, aby chociaż trochę opanować ich drżenie.
- Może się to wydać niedorzeczne - mówił szybko, roztrzęsionym głosem. - ale miałem wizję.
Nie zrobił przerwy, gdyby mieli zamiar go wyśmiać i tak by to zrobili. Nie było im do tego konieczne zaprzestanie przez niego mówienia, tym bardziej, że nie wiedział, czy - jeżeli wizja się spełni - za chwilę ich śmiech nie zostanie raz na zawsze przerwany.
- Ta planeta będzie zniszczona. I to dosyć doszczętnie. Nie wiem przez kogo, jednak żniwo śmierci będzie ogromne. Chowanie się po bunkrach także nie ma sensu, planeta prawdopodobnie przestanie istnieć. Nawet jeżeli coś się na niej uchowa, to niewątpliwie nie będą to jej mieszkańcy. Trzeba się ewakuować, a jako oficer ochrony zarządzam natychmiastowe opuszczenie tej planety. Oczywiście nie mogę rządzić istotami, które ją zamieszkują, im więc wyłącznie ZALECAM ewakuację.
Mówiąc to, utkwił swoje spojrzenie w Arraxusie. W jego wzroku malowała się groza.
Laire
USER_AVATAR
Shiva również nie tknęła niczego. Miała zaufanie tylko do własnych wyrobów, chociaż te rzadko miała czas przygotować. wzięła sobie na talerz tylko dwie ostrygi i z wielką pasją wylała jedną na talerz, by do jej pustej skorupki przelać tą drugą, a tą z talerza wlać do domku tej, która teraz zamieszkiwała jej. Wydawało się to bardzo pasjonującym zajęciem, bo zdąrzyła tą operację przeprowadzić aż jedenaście i pół raza, zanim zainteresowała się otoczeniem. A owe otoczenie właśnie rozpływało się nad cudownym smakiem salatki, to też pani oficer po odczekaniu pięciu minut, i stwierdzeniu że nikomu nic sie nie stało sięgnęła ręką pod stół i pochyliła się w bok w kierunku żarłocznego, łapczywego Lee. Jej dłoń, zaopatrzona w dwie długie igły, czaiła się chwile koło jej twarzy, by wystrzelić błyskawicznie do talerza archeologa. Zrobiła kilka kursów, co było dość opłacalne, bo przez talerz jegomościa przewijało się prawie co minutę coś innego. Czarnowłosy właśnie się zorientował, co oficer robi z tymi szpikulcami w dłoni i popatrzył spode łba na zamarłą w pół ruchu kobietę, ale zaraz uśmiechnął się i już otwierał usta, by coś powiedzieć, kiedy rozległ się głośny szczęk, jak wydaje ceramika w zetknięciu z czymś twardym. W tym wypadku była to dłoń Chestera.
Shiva rozważała, że któreś z grzybów mogły być halucynogenne, bo haszysz to nie był. Przynajmniej nie w pierwszej fazie. Nigdy nie widziała, żeby ktoś haszysz jadł, ale nie podejrzewała, żeby był przez to w jakikolwiek sposób mocniejszy, albo inaczej oddziaływał. Żadnego guza mieć nie mógł. Napewno robiono mu badania przed wysłaniem na misję. Wykrytoby go. Czyli czynnik wewnętrzny mamy z głowy. Pozostawało tylko zewnętrze, ale żeby się tego doszukać musiałaby teraz wstać i zacząć badać co w tym jedzeniu było. Wizja pewnie i prawdziwa była, ale coś ją spowodowało, a co, tego już nie wiedziała, mimo całej swojej irytacji.
Przeklinała w duchu głupotę tego człowieka. Naraził powodzenie misji. Trzeba było powiedzieć to kapitanowi na osobności. To byłoby miłe, bo zostałaby wtedy zawołana do sprawdzenia czy wszystko z nim w porządku i druga dowiedziałaby się o wizji. Oprócz maszyn na ludziach znała się równie dobrze, o ile nie lepiej, bo oni już nie ewoluowali.
Spokojnie czekała na to co powie kapitan, na to co powiedzą inni, czy spanikują, wyśmieją go? Nie zamierzała reagować, bo sama nie do końca była jeszcze pewna jak.
Morok
USER_AVATAR
Lee nie przerywał jedzenia nawet, gdy zobaczył, jak siedząca obok niego... oficer naukowa? Chyba tak... w każdym razie, podkradała mu jedzenie. Zwracał tylko uwagę, czy na tych szpikulcach nie przenosi trucizny, zaraz jednak...
"A co, jeśli ta kobieta przejrzała moje umiejętności wizerunku? Być może w ten sposób stara się mnie wyprowadzić z równowagi i doprowadzić do ujawnienia się?" - pomyślał. Natychmiast odrzucił tezę jako absurdalną, zerknął jednak... i natrafił na wzrok pani podporucznik. Natychmiast uśmiechnął się, ale próbę nawiązania kontaktu przerwał hałas. Natychmiast całe ciało Heia drgnęło, spinając się w odruchowym skoku, dłoń zaczęła wykonywać ruch dobywania sztyletu... zaraz jednak zabójca zatrzymał się, świadom, że odgłos wywołał jedynie zbity talerz. Natychmiast się rozluźniając, słuchał słów osobnika, którego zidentyfikował jako noszącego zbroję pod ubraniem.
"Wizja?" - pomyślał, gdy ten skończył - "Ale to niemożliwe... A może jednak? Czyżby sprawka Lanikana? To w końcu najprawdopodobniej telepata, potrafiłby wmówić "objawienie" słabemu umysłowi. Tak czy inaczej, za chwilę zacznie się panika. Ogromna panika - taka z tratowaniem ludzi. Mogą również wywiązać się walki." - w ułamku sekundy przeszło mu przez głowę. Wybrał najlepsze rozwiązanie i - zanurkował pod stół. To zachowanie nie tylko zapewniało tymczasowo względne bezpieczeństwo, ale również zgadzało się z odgrywanym typem osobowości.
Glaurungo
USER_AVATAR
Na wieść o straszliwej wizji Chestera Arraxus przewrócił oczami, a cała sala wybuchła śmiechem. Jeden z murzynów powstał i położył mu rękę na ramieniu:
- Uspokój się. To tylko sałatka - tubylec uśmiechnął się uspokajająco - zawsze powtarzam, że niezaprawieni nie powinni brać tak dużych dawek.
W sali panowało ogólne rozbawienie, jednakże jedna osoba nie była uśmiechnięta - szaman. Zastanawiał się on najprawdopodobniej, czy apokaliptyczne widzenie nie było zaplanowaną taktyką pozbycia się ich z planety i dobrania się do złóż. Po chwili podporucznik Recrom również to zauważył, uświadamiając sobie jednocześnie, że kapitan wpadnie w furię, jak tylko nie będzie w pobliżu tubylców...
Karv
Chesterowi nie było do śmiechu. Co miał jednak począć, zaśmiał się krótko.
- No tak, chyba przesadziłem chyba z tą sałatką - powiedział, wytężając całe swoje siły na sprawienie, aby jego głos zabrzmiał jak zwykły, rozbawiony głos Chestera Recroma.
Usiadł. Nie odrywał jednak wzroku od kapitana. Po paru chwilach wykonał lekki ruch głową, sugerujący, że chciałby zamienić z Arraxusem parę zdań, na osobności.
- Toaleta jakaś? - rzucił, wstając od stołu. - Ta sałatka naprawdę chyba źle na mnie działa, za moment wrócę.
Uśmiechając się przepraszająco, wymaszerował z sali. Próbował wyjrzeć przez jakieś okno i przyjrzeć się niebu, jednak to dopiero, kiedy będzie pewny, że nikt z biesiadujących na sali go nie widzi.
Glaurungo
USER_AVATAR
Chester wyszedł na wąską ulicę przylegającą do budynku. Niebo było czyste i piękne, bynajmniej nie zapowiadające żadnej straszliwej tragedii. Po chwili do młodego podporucznika dołączył Arraxus. Był wnerwiony równo.
- Co ty sobie myślisz?! - Zakrzyknął na tyle głośno abyś zauważył jego gniew, lecz na tyle cicho aby sala tego nie zrobiła - Mieliście się nie spić. Być przytomnymi na negocjacjach, a ty nie dość, że się naćpałeś, to jeszcze gadasz jakieś brednie, które znacznie utrudnią nam dyplomację! I nawet mi nie mów, że wierzysz w te bzdury. Jedynym, co może zniszczyć tą planetę jesteśmy my - zakończył - a gdybyśmy zamierzali to uczynić, nie byłoby najmądrzejszą rzeczą informować o tym tubylców. Naraziłeś całą misję na niebezpieczeństwo i możesz być pewnym, że po dotarciu na Ireę zostaną wyciągnięte odpowiednie konsekwencje. - Kapitan odetchnął głęboko dwa razy, aby się uspokoić, po czym dodał już bardziej do siebie - I pomyśleć, że prosiłem o ludzi kompetentnych...
Morok
USER_AVATAR
Lee wysunął głowę spod stołu, gdy usłyszał śmiech. Z powrotem zasiadł w swoim miejscu, rozglądając się. Nikt nie był nawet poddenerwowany. Nikt nie uwierzył w "wizję". Nikt poza szamanem? Ten jako jedyny wydawał się nie śmiać.
"Właściwie... to ja też nie do końca wierzę. Ale ten w pancerzu pod ubraniem... wypowiedział to z przekonaniem w głosie. Dobry aktor czy szczera prawda? Lanikan pewnie już to wie" - pomyślał Hei, zerkając na telepatę. Zaraz jednak zauważył, że "prorok" wstaje i wychodzi. Lee również uśmiechnął się przepraszająco, po czym opuścił swoje miejsce, podążając za nim i za Arraxusem. Skrył się za ścianą i podsłuchiwał przez otwarte drzwi, gotów do natychmiastowego wycofania się, gdyby spostrzegł, że wracają.
Karv
- Pan wybaczy, kapitanie - Chester skinął lekko głową. - Mogłem to załatwić w bardziej dyskretny sposób. Tyle, że wizje po haszyszu, który, rzekomo, znajdował się w sałatkach, mają nieco inną formę od tej, której sam doznałem. No i, ani nie paliłem tej sałatki, ani nie przetrzymywałem jej pod językiem na tyle długo, abym mógł się naćpać. - Mówił spokojnie, patrzył kapitanowi w oczy. W tym momencie liczyło się to, aby Arraxus zrozumiał, że stoi przed nim całkowicie dysponowana osoba. - Ponadto, czy odurzenie trwałoby wyłącznie pięć sekund? Ani na chwilę przed wizją, ani też chwilę po wizji, nie odczuwałem niczego... dziwnego. No, po wizji wstrząs, oczywiście, ale to raczej normalne kiedy widziało się taki kataklizm. Jestem trzeźwy, w pełni poczytalny. Niepotrzebnie obwieszczałem to, co widziałem, wszystkim zebranym w sali, ale jestem w stu procentach pewny, że ta wizja nie miała nic wspólnego z sałatką.
Zacisnął pięści i czuł, że paznokcie wbijają mu się w dłonie.
- Proponuję skonsultować się ze statkiem, może oni wiedzą coś, co stawiałoby mnie w jaśniejszym świetle.
Glaurungo
USER_AVATAR
- Te sałatki zawierały nie tylko haszysz, ale również tutejsze grzyby halucynogenne. Tubylcy nazywają je chyba dargoh, albo pomidory. Cholerne obce rośliny, które być może mogą działać jedynie pięć sekund - Arraxus, który wcześniej już prawie się uspokoił znowu wyglądał na wkurzonego - konsultacja ze statkiem nie ma znaczenia, ponieważ ja - na to słowo położył szczególny nacisk - wiem coś, co przedstawia twoją historię w nieco gorszym świetle. Niestety jednak twoje uprawnienia dostępu nie są wystarczająco wysokie. - powiedział, po czym dodał cicho i złośliwie - A wkrótce być może staną się jeszcze niższe.
- Tak apropo: jesteś ćpunem, że wiesz tyle o haszyszu? - dodał kapitan i nie czekając na twoją odpowiedź wmaszerował do sali. Uczta już się kończyła i zbliżał się czas negocjacji.
Karv
Puścił kąśliwą uwagę mimo uszu. Nie wszedł do sali za Arraxusem. Został na zewnątrz i wpatrywał się w niebo. Ręce splótł z tyłu, stał wyprostowany.
Zastanawiał się, czy czasem nie ześwirował. Nagle wydało mu się to bardzo prawdopodobne.
Bubeusz
USER_AVATAR
Lanikan wstał od stołu. Przesunął wzrokiem po zebranych, po czym oddalił się spokojnie, chcąc najwyraźniej porozmawiać z Chesterem. Uśmiechnął się lekko, widząc stojącego pod ścianą Lee. Minął w korytarzu kapitana, starając się nie nawiązywać z nim kontaktu.

Wyszedł na zewnątrz i rozejrzał się. Chester stał całkiem niedaleko. Telepata również podniósł wzrok do góry, zatapiając go gdzieś między obłokami.

- Miewałeś już wcześniej wizje? - zapytał nagle, spokojnym głosem.
Karv
Czarnowłosy poznał ten głos, miał już okazję go słyszeć. Nie oderwał więc wzroku od nieba.
- Nie - odparł krótko. Ton jego głosu wskazywał na to, że nie jest zadowolony z tego, w jaki sposób przyjęto jego oświadczenie o grożącym niebezpieczeństwie. Zrobił przecież to, co należało do jego obowiązków, ostrzegł, chciał obronić. - Ta była pierwsza, mam nadzieję, że ostatnia, cholera.
Bubeusz
USER_AVATAR
- To bardzo niepokojące - odezwał się po chwili milczenia Lanikan. Zarówno te słowa, jak i jeszcze niedawna wizja, sprawiały wrażenie zupełnie niedorzecznych w pięknej, skąpanej w słońcu okolicy, w jakiej się znajdowali.
Zerknął na Chestera. Patrząc tak w niebo, jego rozmówca wyglądał, jakby kogoś wyczekiwał.
- Myślisz, że ktoś jeszcze zechce odwiedzić tą planetę? - zapytał Lanikan. Choć pytanie wydawało się kpiną, poważny i spokojny ton głosu medyka wyraźnie temu przeczył.
Karv
- W sumie, to nawet już odwiedził - powiedział beznamiętnym głosem Chester, mając na myśli statek, lądujący chwilę po nich. - Ale to nieistotne, liczy się to, że prawdopodobnie wariuję...
Bubeusz
USER_AVATAR
Lanikan spojrzał uważnie na Chestera. Przez chwilę nic nie mówił, jakby go badając.
- Już odwiedził? - powtórzył, nie spuszczając z niego wzroku.
Yuber
USER_AVATAR
-Mjaczysz, prawdopodobnie przybyli tu jacyś inni z Imperium... tak przynajmnniej sądzę- Powiedział "stalowym" Blizna, który właśnie co do nich podszedł. Nie mógł siedzieć przy stole, patrząc na żarcie, ale go nie jedząc.
Karv
Chester milczał. Tak jak przypuszczał, wszystko przebiegało zgodnie z planem. Widocznie on i Lanikan najzwyczajniej w świecie nie byli o wszystkim poinformowani. Jak to powiedział Arraxus, ich poziom dostępu był zbyt niski. Skoro jednak inni wiedzieli, kim byli pozostali przybysze, to wszystko musiało być ustalone już wcześniej. Recrom dziękował sobie w duchu, że od początku potraktował tamtą sprawę za naturalną i nie trąbił o niej tak jak o swojej wizji, gdyż wtedy zapewne Arraxus udusiłby go gołymi rękoma.
Wskazał ręką na Bliznę, jako na tego, który jest lepiej poinformowany.
Laire
USER_AVATAR
- Może i wariujesz... Zrobić ci rezonans? Ale sama nie wierzę w to, żeby cokolwiek nam pokazał, oprócz zdrowego mózgu - Shiva wyszła na zalaną słońcem uliczkę, jak gdyby nigdy nic, kilka chwil później po Bliźnie. Oparła się o ścianę i wyciągnęła z kieszeni paczkę papierosów.
- Ktoś chce? - spytała wyciągając jednego spomiędzy srebrnego papierka. Przez chwilę z wyszczerzonym uśmiechem, pełnym równych białych zębów przyglądała się obrazkowi na paczce, który przedstawiał gorzej niż wysoce zaawansowane zepsucie zębów. Może jakiś rak żuchwy. Całkiem skuteczne na słabych psychicznie.
- Hmm, cały czas mnie gryzie skąd oprócz grzybków to ci się mogło wziąć. Bo haszysz to nie był w żadnym przypadku. - Zmarszczyła brwi wyciągając zapalniczkę benzynową.
Karv
Wykonał dziwny ruch ręką, jakby nie był do końca pewien, czy chce zapalić. W końcu jednak sięgnął po papierosa i wsadził go sobie między zęby. Pochylił się lekko w kierunku Shivy, oczekując, aż uraczy go odrobiną ognia.
- Nie mam zielonego pojęcia, co to mogło być - powiedział w końcu, zaciągając się mocno. - Pewnie po prostu świruję. Albo zaraz umrzemy. Wolałbym, żeby teraz wydarzyło się coś, co wydarzyć się nie powinno. Przynajmniej byłbym pewien, że jestem tak samo zdrowy na umyśle jak wy.
Spojrzał po wszystkich, zastanawiając się, czy bycie tak samo normalnym jak oni, to faktycznie powód do radości.
Laire
USER_AVATAR
- Wiem, że nie masz. Nie mniej jednak nadal gryzie mnie to, że ja tego nie wiem. - mruknęła niezadowolona wypuszczając dym w czyściutkie powietrze. Dała przynajmniej coś liściom do roboty.
- Jak zaraz nie umrzemy to zabiorę cię, albo cały stół tego jedzenia do laboratorium - coś w jej uśmiechu mówiło, że jeśli na niego, nie na stół wypadnie, to się raczej dla niego nie skończy dobrze. Coś mówiło mu, że ta kobieta gotowa jest rozkroić mu łeb na pół w poszukiwaniu rozwiązania zagadki. Po chwili wzruszyła ramionami odchylając głowę lekko do tyłu i przymrużyła oczy, próbując złapać jak najwięcej słońca dla bladej, typowo laboratoryjnej cery.
- Nikt nie jest normalny. - przekonanie w jej głosie powstrzymało wszystkich przed polemizowaniem. Przynajmniej przez chwilę.
Glaurungo
USER_AVATAR
Tymczasem z sali dobiegły odgłosy zagorzałej kłótni. Wyglądało na to, że negocjacje się rozpoczęły i nie szły najlepiej dla imperium. Tymczasem obraz widziany przez Chestera zaczął się lekko i błogo rozmywać - pozostałe składniki sałatki zaczynały działać. Pod młodym podporucznikiem ugięły się nogi*.


[size=9:ebaf2d98ea]*Wciąż jesteś przytomny (Ale naćpany). Lanikan może spróbować cię uleczyć, ale zajmie to trochę czasu.[/size:ebaf2d98ea]
Yuber
USER_AVATAR
-Idę tam- Warknął Blizna, słysząc co się dzieje -Nie może polać się krew.-

Szybkim i równym krokiem ruszył w stronę sali.
Karv
[Chester znaduje się w pozycji "na kolanach" XD]

- Też bym z przyjemnością poszedł... - powiedział nieco przeciągle Chester. - ale chyba nie dam rady.
Zgiął się i podparł rękoma, aby w razie czego nie uderzyć głową w ziemię. Patrzył na glebę, która niebawem mogła się stać miejscem jego spoczynku. Czuł się paskudnie, nie próbował zebrać się do pionu.
- Weźcie mnie zaprowadźcie gdzieś... ee... gdzieś, gdzie rozgniewany Arraxus nie mógłby mnie szybko znaleźć. Bo jeżeli zobaczy mnie w takim stanie, to cała moja linia obrony legnie w gruzach - powiedział błagalnym głosem, zamykając oczy.
Laire
USER_AVATAR
Kobieta westchnęła ciężko i podeszła do padniętego Chestera, po czym kucnęła koło niego i odwróciła na drugą stronę.
- Kurczę, i tak nie wygląda mi to na grzybki... - zmarszczyła brwi opierając plecy oficera o ścianę.
- Byłby wesoły po ich spożyciu, a nie był... Gawożyłby jak małe dziecko, a nie gawożył. £apałby wyimaginowane motylki, a nie łapał. Albo wpadłby natychmiastowo w kilkugodzinną deprechę, a nie wpadł... No i tak czy siak wyostrzyłyby mu się cholernie zmysły. Trzeba go stąd wziąć bo za chwile będzie bardzo bał się światła. Głośniejszych dźwięków też... - potarła czoło dłonią. Zdawała się zupełnie nie zwracać uwagi na słowa kolegi po fachu.
- Co za idioci dodają do sałatek tak mocnych środków - warknęła nieco głośniej i ostrzej niż zamierzała. - Ja rozumiem coś na poprawę nastrojów, ale nie haszysz i grzybki na raz, no bez przesady. Narody, znajcie umiar - mruczała już cicho, bardziej do siebie, mierząc tętno oficerowi, zaglądając mu w oczy, pomacała żołądek, a wszystko robiła tak, jakby był zupełnie nieprzytomny. Nadal mrucząc coś do siebie. W końcu złożyła ręce na kolanach i utkwiła wzrok w liściach jakiegoś drzewa, nucąc jakąś melodię pod nosem.
Glaurungo
USER_AVATAR
Sala nawet nie zauważyła wejścia Blizny. Większość znajdujących się w środku osób stała i krzyczała rzeczy w stylu: Nie oddamy świętej góry! Ku chwale Asaela! A nawet: Śmierć imperialistycznym zaborcom! Przyszłość misji nie rysowała się w zbyt kolorowych barwach.
Yuber
USER_AVATAR
-Co to ma znaczyć?- Zagrzmiał żołnierz, podchodząc do stołu -Wyszedłem z tej sali, gdy razem jedliście, a wracam, gdy się kłócicie?- Spojrzał po obecnych, ale ci niezbyt zainteresowali się obecnosćią Marvina.
Morok
USER_AVATAR
Lee tymczasem stał i nasłuchiwał dźwięków z obydwu stron, zbierając informacje o sytuacji. W końcu zdecydował. Wyszedł na uliczkę i podszedł do klęczącego. Zza pazuchy wyjął flaszkę i podsunął ją naćpanemu prorokowi, ignorując spojrzenia Lanikana i oficer naukowej.
- Wypij. To woda z solą, zwymiotujesz po niej. Zapobiegnie to dostaniu się większej ilości narkotyku do Twojej krwi - powiedział cicho "archeolog".
Karv
Uniósł lekko głowę i spojrzał na Lee. Gorzej się już nie poczuję, nawet, gdyby to nie była taka mieszanina, o której on mówił, pomyślał Chester. Rozdziawił nieco usta, aby mężczyzna mógł mu zaaplikować płyn. Sam nie byłby w stanie przełamać się i oderwać chociażby jedną rękę od ziemi, w obawie przed bolesnym upadkiem na twarz.
Morok
USER_AVATAR
Lee zręcznie wlał zawartość fiolki do ust mężczyzny, po czym schował fiolkę, upewniając się, że ten przełknął.
- Czego to człowiek nie nosi ze sobą na wypadek przejedzenia... Radzę się odsunąć - powiedział z uśmiechem do pozostałych. Sam cofnął się o kilka kroków.
W rzeczywistości Hei nosił przy sobie wodę z solą nie w wypadku przejedzenia, ale aby móc na przykład udawać kogoś, kto za dużo wypił. Tak, w Irei zdolność do wywołania wymiotów kilka razy pomogła zabójcy zgubić pościg. Ale oczywiście - nie każdy powinien o tym wiedzieć.
Karv
I stało się, sól podziałała na organizm Chestera tak, jak podziałać powinna. Nie skończyło się na sałatce, na ziemi wylądowały również "niedopałki" wczorajszego, zjedzonego w pośpiechu obiadu. Czarnowłosy przesunął się o metr w bok i otarł usta o trawę, po czym splunął kilka razy. Umyć zęby, zaświtało mu w głowie, jak najszybciej.
Postanowił jednak nie próbować wstać, dopóki nie będzie przekonany, że ma ku temu predyspozycje.
Bubeusz
USER_AVATAR
- Słaby masz organizm - mruknął Lanikan, podchodząc. Złapał Chestera za ramię, skutkiem czego jakaś dziwna, ledwie wyczuwalna fala ciepła przemknęła przez jego ciało. Zawroty głowy zaczęły szybko ustępować. Lanikan podciągnął go do góry i już po chwili czarnowłosy stał w miarę pewnie na nogach.
- Dobry pomysł z tą solą - pochwalił Lee, z powrotem odsuwając się na miejsce, w którym stał przez swoją interwencją.
Karv
Na wszelki wypadek, Chester postanowił przez jakiś czas postać jeszcze w bezruchu. Dopóki nie będzie pewny, że może się już spokojnie przemieszczać. Spojrzał na Lanikana.
- Bardzo...ee... Bardzo dobry myk - powiedział, mając na myśli cudowne uleczenie. Przynajmniej nie czuł się już tak okropnie, jak jeszcze przed chwilą. Miał jednak poczucie, że strasznie się zbłaźnił. Cała grupa wysłana na tą misję stała nad nim, kiedy on nie mógł utrzymać pionu. Nic, tylko chwycić blaster i wypalić sobie nim dziurę w głowie.
Bubeusz
USER_AVATAR
- Spokojnie - uśmiechnął się lekko Lanikan, krzyżując ręce na piersi. - Proponuję zainteresować się negocjacjami - dodał po chwili.
Karv
- Proponuję przystać na ową propozycję - odparł Chester. - Jednakże proponuję także, aby nie skupiać się wyłącznie na negocjacjach - spojrzał na niebo, jakby czegoś wyczekując. Gdzieś w głębi sądził, że jego wizja prędzej, czy później się spełni. Było to jednak na tyle słabe uczucie, że nie bał się o własne życie. Niemal udało im się go przekonać, że najzwyczajniej w świecie się naćpał.
Bubeusz
USER_AVATAR
- Na czym jeszcze proponujesz się skupić? - zapytał wprost Lanikan. Jego spokojny ton głosu stał w dziwnej sprzeczności z faktem, że krzyki negocjatorów zaczęły robić się coraz to ostrzejsze.
Karv
- Na niebie - powiedział krótko, po czym zwrócił się w kierunku drzwi, prowadzących na salę, gdzie toczyły się obrady. Skrzywił się nieco, uświadamiając sobie, że od dłuższego czasu do jego uszu dobiegają podniesione głosy, często przechodzące w jawny krzyk. - To co, wchodzimy?
Bubeusz
USER_AVATAR
- Istotnie, na niebie... - zgodził się "kapłan", spoglądając w niebieską przestrzeń nad nimi. Nie zmieniając pozycji trwał tak, czekając, aż wszyscy wejdą do pomieszczenia, by niespiesznie ruszyć za nimi.
Karv
Był odpowiedzialny za ochronę, a kto wie, czy w środku sali nie panowała teraz burza. Lepiej więc było ubezpieczać innych, samemu sprawdzając, czy teren jest dostatecznie bezpieczny, aby się tam rozgościć. Powolnym, jednakże pewnym krokiem wszedł na salę, zostawiając za sobą otwarte drzwi. Po chwili wychylił się z powrotem.
- Żadne ostre przedmioty nie latają w powietrzu, póki co. Można wchodzić - powiedział, aby odsunąć się następnie od drzwi i zrobić miejsce pozostałym. Stanął pod ścianą i splótł ręce na klatce piersiowej. Wśród tysięcy krzyków starał się wychwycić te najistotniejsze.
Glaurungo
USER_AVATAR
Po sali rzeczywiście nic ostrego jeszcze nie latało, aczkolwiek zdawało się to być jedynie kwestią czasu. Tępym przedmiotom już się zdarzało uderzyć o ścianę, aczkolwiek były to tylko dzbanki i szczątki jedzenia. Przy stole nadal trwała zacięta kłótnia, w której żadna ze stron nie chciała ustąpić. Pod ścianami tkwiło kilku ostrzących włócznie murzynów. Po pobieżnym wsłuchaniu się w treść wrzasków stwierdziliście, że rozmowa nie posunęła się do przodu ani o milimetr. Tubylcy nadal nie chcieli udostępnić świętej góry, a imperium nie interesowały inne złoża.
Elethain
USER_AVATAR
Burk tymczasem... kompletnie ignorował to, co się koło niego dzieje. Nie był tu od negocjowania, lecz od ochrony negocjatorów. Takie otrzymał rozkazy - a rozkazy były, są, i będą dla niego najwyższą, niepodważalną wartością. Magowi parę razy zdawało się, że napotyka na wzrok Arraxusa, teraz już pięknie szkarłatnego, nie był jednak specjalnie zainteresowany jego kolorem - a już tym bardziej wyrazem twarzy.

W chwili jednak, gdy po pomieszczeniu zaczęły latać przeróżne przedmioty, zaczął się powoli denerwować przebiegiem negocjacji... a może walki? Teraz już sam nie był tego pewien. Co jakiś czas podnosił dłoń, zakrzywiając tor lotu co celniejszych pocisków - raz nawet o mało nie dostał w nos czymś okrągłym, jednak udało mu się owe coś złapać i bezpiecznie odrzucić.

"Mamy tu małe kłopoty..." - pomyślał, zastanawiając się, czy Lanikanowi udałoby się wychwycić tę myśl w tym miejscu...
Bubeusz
USER_AVATAR
Tymczasem Lanikan wydawał się nie zwracać uwagi na żadne myśli, nawet te wypowiadane na głos - podobnie jak Burk stał sobie spokojnie i obserwował sytuację. Tak jak Chester splótł ręce na klatce piersiowej, przez co, stojąc po obu stronach wejścia do korytarza, wyglądali jak dwaj jego strażnicy.
Morok
USER_AVATAR
Lee stanął kilka metrów za plecami Lanikana i Chestera, opierając się o ścianę korytarza, patrząc do środka z bezpiecznej odległości. Nikt aktualnie nie obserwował czarnowłosego - jego twarz przybrała więc naturalny wyraz całkowitej, zimnej obojętności.
Glaurungo
USER_AVATAR
Arraxus tymczasem powstał widocznie dochodząc do wniosku, że dalsze negocjacje za bezcelowe, po czym uchylając się z toru lotu sporego prosiaka obwieścił przekrzykując wrzawę:
- Wychodzimy i wracamy na statek!
Wrzaski ucichły równie nagle, jak się rozpoczęły. Nieliczni oficerowie, którzy jeszcze pozostali w sali natychmiast dołączyli do kapitana, który bez słowa więcej wyszedł z budynku. Za nim w niewielkiej odległości podążył szaman z małą eskortą tubylców, którzy postanowili sprawdzić, czy naprawdę zamierzacie się oddalić.
Morok
USER_AVATAR
Słysząc słowa kapitana, Lee natychmiast z powrotem narzucił na twarz lekki uśmiech, po czym ruszył wraz z nim. Zerknął kątem oka na tubylców. Na ułamek sekundy napotkał wzrok szamana... zaraz jednak odwrócił spojrzenie.
Karv
Chester opuścił ręce wzdłuż tułowia i bez słowa ruszył za kapitanem. Trzymał dystans od Arraxusa, woląc póki co nie pokazywać mu się na oczy. Szedł z tyłu, na samym końcu. Był swoistą ścianą pomiędzy tubylcami, a przybyszami.
Yuber
USER_AVATAR
Blizna szedł wyprostowany przy Araxussie, rozmyślając, co teraz będzie. Widział, że Imperium było równie uparte jak tubylcy.
Glaurungo
USER_AVATAR
Przypuszczenia chorążego miały się szybko spełnić... Dokładnie w połowie drogi do transportowców Arraxus stanął i skorzystał z komunikatora ukrytego w jego odznace mówiąc:
- Excelsior - przygotować się do bombardowania powierzchni planety.
Po tym jednym słowie kapitana burza rozgorzała w sercach wszystkich oficerów. Ludzi, których niedawno poznali, którzy ich ugościli jadłem i napojem czekała niechybna zagłada. Lecz nagle, bez żadnego rozkazu z szeregu wystąpił pierwszy oficer sprzeciwiający się woli dowódcy:
- Nie może pan. To jest misja dyplomatyczna - powiedział stanowczo młodzieniec, lecz przerwało mu wściekłe spojrzenie...
- Takie są rozkazy - odpowiedział według swojego mniemania ucinając dyskusję kapitan.
- Dwór wyraźnie życzył sobie, aby nikomu nie stała się krzywda - kontynuował lekko przerażony, acz wciąż pewny swych racji porucznik.
- A masz to na piśmie? Bo ja swoje dostałem od samego Kar' reka.
- Nie, ale... - Słowa oficera przerwał szybki strzał blastera.
- Rozpocząć ostrzał wiosek! - zakomenderował Arraxus - niechaj na zawsze znikną z powierzchni ziemi.

Statek zaczął ustawiać się na pozycji. Chester zaś przypomniał sobie kratery po turbolaserach i odczuł dziwne wrażenie, że jego wizja zaczyna się spełniać.
Bubeusz
USER_AVATAR
Lanikan milczał. Odezwał się cicho dopiero, kiedy nadarzyła się okazja rozmowy poza zasięgiem uszu kapitana:
- Jak sądzisz, Chester, Twoja wizja jest tutaj przyczyną, czy skutkiem tego, co ma nastąpić? A może jednym i drugim?
Morok
USER_AVATAR
Do Arraxusa podszedł Lee. Nie musiał obawiać się reakcji zwierzchnika - ten prawdopodobnie również miał archeologa za łagodnego, słabego archeologa-wykształciucha. Zabójca tymczasem pamiętał "wizję" Chestera. Zerknął w stronę "proroka". Grzybki czy co innego, Lanikan najwyraźniej mu wierzył. A Lanikan potrafił odróżnić prawdę od kłamstwa, o tak...
- Kapitanie... nie jestem pewien, czy zbombardowanie wioski to dobra decyzja. Nie kwestionuję jej, mówiąc to jedynie jako archeolog... mam niejasne powody, by przypuszczać, że tubylcy mogą dysponować jakąś ukrytą technologią, lub też być przez takową wspierani. Nie wiemy wiele o planecie i jej otoczeniu, a kontruderzenie ze strony ewentualnych silosów rakietowych lub dział stacjonarnych mogłoby okazać się tragiczne w skutkach dla całego Excelsiora. Nie jestem oczywiście w stu procentach pewien, ale istnieje taka możliwość. A wówczas ostrzał naraziłby nas na grobowe niebezpieczeństwo odwetu - mówił szybko, patrząc w ziemię. Liczył się z perspektywą, że Arraxus i jego spróbuje ogłuszyć - w takim wypadku zamierzał odskoczyć w bok i szybkim, silnym kopniakiem podciąć kapitana, sprawiając, że ten przewróci się na ziemię. Przebranie przebraniem, ale Hei, chociaż wiedział, że jego "życie" jest niewiele warte, nie zamierzał się z nim łatwo rozstawać.
Karv
- Chyba to i to - odparł nieco wstrząśnięty oficer, kiedy został zapytany o wizję. Miał niejasne przeczucie, że nie skończy się to dobrze. Oczyma wyobraźni widział to, z czym spotkał się podczas zajadania sałatki. Taki obrót sprawy nie był tym, co wywoływało na twarzy Recroma uśmiech.

Strzał z blastera sprawił, że Chester sięgnął po swoją broń. Doskonale wiedział kto strzelał i w jakim celu. I absolutnie mu się to nie spodobało. Miał dbać o bezpieczeństwo, wszystkich, nie tylko Arraxusa. A jeżeli sam Arraxus pozwala sobie wystrzeliwać członków załogi, to kto jak kto, ale oficer ochrony powinien zareagować.

- Kapitanie - powiedział pewnym głosem. - Jestem zmuszony prosić o oddanie broni. Z planetą róbcie co chcecie, chociaż nie sądzę, że to najlepsze wyjście. Muszę jednak zabrać pańską broń, gdyż w pana rękach naraża ona na niebezpieczeństwo uczestników misji. Co jak co, ale na to pozwolić nie mogę. I to niewątpliwie jest gdzieś na piśmie, więc proszę nie zasłaniać się kruczkami prawnymi.

Wyciągnął przed siebie prawą rękę, otwarta dłoń zdawała się oczekiwać, aż Arraxus złoży w niej swój blaster. W lewej ręce, opuszczonej wzdłuż tułowia, Chester wciąż trzymał swój własny pistolet blasterowy. Licząc się z tym, że teraz to on może zostać ofiarą, był skoncentrowany. Musiał, aby w razie, gdyby Arraxus to jego teraz próbował unieszkodliwić, móc w porę zareagować. Nie chciał zabijać kapitana, zwykły strzał w jego dłoń, celem wytrącenia z niej broni. I tak już sobie naszkodził, co więc przeszkadza, że będzie miał na swoim koncie jeszcze jedno przewinienie. Dobro załogi przede wszystkim, dodał sobie w duchu motywacji.

Nie dysponowali dużą ilością czasu. Tubylcy niewątpliwie słyszeli rozkaz Arraxusa i zaraz mógł rozpocząć się ostrzał z ich strony. Dlatego też Chester w tym właśnie momencie poza skupieniem się na kapitania, musiał mieć oczy dookoła głowy. Starał się tego dokonać najlepiej, jak tylko umiał.


[color=indigo:a5221edeec][size=9:a5221edeec]Mam nadzieję, że wiesz, że blastery tylko ogłuszają...:) Tak czy siak...[/size:a5221edeec][/color:a5221edeec]
Glaurungo
USER_AVATAR
W ręce Chestera wylądował blaster Arraxusa i jeszcze jakiś inny świecący przedmiot.
- Myślałem, że jesteś niekompetentny - powiedział kapitan - Myliłem się. Jesteś kompletnym osłem, po czym zrobił parę kroków w tył. Zadowolony, acz wciąż lekko osłabiony narkotykami podporucznik spojrzał na przedmioty i już zamierzał wrzucić je do swojej kieszeni, gdy nagle zorientował sie, że drugim jest granat. Spróbował go odrzucić, jednakże nie zdążył i ów wybuchł tuż przed jego twarzą. Na szczęście dla Chestera była to jedynie oślepiająco-ogłuszająca wersja, lecz mimo to od czegoś takiego bez pomocy medycznej groziła mu stała utrata wzroku. Osunął się na ziemię, a Arraxus odebrał swój blaster.

W tym momencie jednak zdarzyło się coś, co odwróciło uwagę załogi od zajścia: Excelsior rozpoczął ostrzał, a grupka tubylców trzymających się z tyłu ruszyła do ataku...
Karv
W takiej sytuacji lepiej było nie wstawać[color=indigo:c1661f2805]*[/color:c1661f2805]. Skupił się na dwóch rzeczach - nie wypuszczeniu z ręki swojego pistoletu[color=indigo:c1661f2805]**[/color:c1661f2805] blasterowego oraz na błaganiu w duchu, aby Lanikan przybył mu z pomocą. Sądząc po tym, co zrobił, kiedy Chester czuł się podle, mógł on zdziałać coś także teraz[color=indigo:c1661f2805]***[/color:c1661f2805].

[size=9:c1661f2805][color=indigo:c1661f2805]* Nie jeseś nawet w stanie wstać
** Dostałeś z granatu w twarz. Nawet nie licz na to, że nadal trzymasz broń.
*** To, że jesteś w ogóle przytomny wybaczę ci, ale mimo to masz na razie niezły paraliż.
[/color:c1661f2805][/size:c1661f2805]
Yuber
USER_AVATAR
Marvin wzruszył w duchu ramionami, i obrócił się w stronę tubylców - z karabinem wymierzonym prosto w pierwszego, jaki tylko nawinął się mu na celownik. Nie korzystając nawet z lunety nacisnął spust, a wiązka sprzężonego lasera zakreśliła czerwoną linię, z hukiem zmierzając w głowę "wroga".
Bubeusz
USER_AVATAR
Lanikan zrobił krok do przodu, wyciągając lekko prawą dłoń.
- Czy mogę..? - zapytał, spoglądając beznamiętnie na kapitana. Choć nie zostało to powiedziane wprost, kierunek, w którym wyciągnięta została ręka mówił Arraxusowi bardzo wyraźnie, że łysy chce zająć się Chesterem. A może mówił to nie tylko kierunek ręki...
Glaurungo
USER_AVATAR
- Postaraj się, aby nie stracił wzroku, ale nie rób nic więcej - powiedział Arraxus do medyka - Nie potrzebni nam są teraz buntownicy.

Wlokący się za wami murzyni zostali szybko wystrzelani jak kaczki nie mając najmniejszych szans w starciu z nowoczesną bronią. Tylko jeden spośród nich wciąż jeszcze mógł się utrzymać na nogach - szaman. Kuśtykając i brocząc krwią doczłapał, albo raczej doczołgał się do was, po czym słabym acz fanatycznym głosem rzekł:
- Asael was zniszczy za tą zdradę.
- Nie boję się twojego boga - odpowiedział kapitan i dodał - jeśli chce i potrafi, to może tu przyjść i nam wkopać...

Arraxus zapewne zamierzał coś jeszcze powiedzieć, lecz w tym momencie jak na zawołanie ziemia się zatrzęsła, a w powietrzu rozbrzmiał straszliwy ryk...
Bubeusz
USER_AVATAR
Kiedy dłoń Lanikana spoczęła na brwiach Chestera, "buntownik" odczuł znajome już mrowienie. Fala ciepła odbiła się na nim dreszczem, kiedy czuł, jak piekące oczy zaczynają się uspokajać.

Lanikan podniósł głowę, słysząc słowa szamana. Ich spojrzenia znowu zetknęły się. I tym razem medyk, wciąż klęcząc przy oślepionym wojowniku, nie zerwał kontaktu. Wręcz przeciwnie. Bez problemu przebił się przez mentalne bariery* umierającego szamana, by przekazać mu... Błogosławieństwo i swój żal.

I wtedy ziemia się zatrzęsła.

[size=7:e40c90736b]*miałem Cię Glau informować PRZED, a nie PO fakcie, ale stwierdziłem, że nie będę opóźniać akcji, bo to i tak nie ma wpływu na poczynania innych, a Ty i tak zrobisz z tym, co zechcesz ;)[/size:e40c90736b]
Glaurungo
USER_AVATAR
Od strony umierającego szamana Lanikanowi odpowiedziała jedynie wściekłość i przekleństwo wraz z obietnicą rychłej śmierci. Połączenie nagle się urwało - kapłan* umarł. Wstrząsy jeszcze bardziej się nasiliły, a wszystkich ogarnęły bardzo złe przeczucia.



[size=9:df5ffc146b]* ten drugi, nie Lanikan;)[/size:df5ffc146b]
Bubeusz
USER_AVATAR
Nieznaczne machnięcie ręką pomogło mu natychmiast rozproszyć negatywne wibracje. Ale już po chwili nie to zaczęło zaprzątać myśli medyka. Ani nawet nie Chester.

Nie trzeba było być prorokiem, żeby wiedzieć, że coś bardzo niedobrego się tu święci.
- Sugeruję ewakuację na maszynę - rzekł Lanikan, przygotowując się do niesienia Chestera.

[size=9:c80f240c07][ Komentarz dodany przez: Glaurungo: Wto 17 Mar, 2009 ][/size:c80f240c07]
[size=9:c80f240c07][color=indigo:c80f240c07]Jakie "negatywne wibracje"? Mam nadzieję, że nie masz na myśli trzęsienia ziemi:)[/color:c80f240c07][/size:c80f240c07]

[size=9:c80f240c07]Nie, no co Ty. Chodzi mi o emocję szamana, jaka weszła do umysłu Lanikana.[/size:c80f240c07]
Morok
USER_AVATAR
Lee patrzył obojętnie, jak tubylcy giną pod ogniem broni. Gdy jednak rozległ się ryk, ziemia zaś odpowiedziała wyciem, odwrócił się do kapitana, z wyrazem przestrachu na twarzy.
- Wygląda na to... że miałem rację... - wyszeptał drżącym głosem, mając na myśli swoje wcześniejsze słowa o ataku odwetowym.
Glaurungo
USER_AVATAR
Nie był wam jednak dane po prostu dotrzeć do transportowców, gdyż następny wstrząs zwalił wszystkich z nóg. W tym bowiem momencie góra eksplodowała. Z początku wydawało się, że jest to jedynie wulkan, lecz nagle pył opadł, a płomienie znikły. Wówczas waszym oczom ukazała się straszliwa, czerwonołuska bestia o rozmiarach jednej trzeciej Excelsiora. Po chwili oszołomione umysły załogi skojarzyły go z pradawnymi legendami. Był to smok. Nie wyglądał na zbyt przyjaźnie nastawionego. Asael rozpoczął lot w waszą stronę*...


[size=9:b626f9f08c]Na razie znajduje się w pewnej odległości i szybko się zbliża, aczkolwiek chwilę to potrwa.[/size:b626f9f08c]
Yuber
USER_AVATAR
-Na urżnięte ręce mojego dziadka!- Wrzasnął Blizna, patrząc, jak z góry wyłania się smok. Pod hełmem zawitał w jego oczach wzrok pełen gniewu i nienawiści, skierowany w kapitana.

"Co za niewybaczalny głupiec!" - Pomyślał, patrząc w jego stronę - "Wszyscy zginiemy przez tego kretyna!"

Zrobił kilka kroków w tył, przenosząc wzrok na bestię...
Glaurungo
USER_AVATAR
Arraxus podniósł rękę do odznaki, aby wydać rozkazy, lecz załoga okrętu już wiedziała co robić i rozpoczęła ostrzał bestii z turbolaserów. Już po chwili mimo bombardujących preferencji broni uderzyła ona w lecącego smoka. Wbrew powszechnym oczekiwaniom ów po zostaniu trafionym przez działo zdolne niszczyć całe budowle nawet nie spowolnił. Energetyczna fala rozlała się powoli po łuskach nie czyniąc istocie najmniejszej krzywdy. Wyglądało na to, że istotnie była wam pisana śmierć.



[size=9:922b05ccae]Po interwencji Lanikana Chester żyje i nawet może chodzić.[/size:922b05ccae]
Karv
Już kiedy leżał, czuł że coś nie gra. Ziemia nie powinna się trząść. Kiedy wstał i chociaż pobieżnie ocenić sytuację, stwierdził że jest znacznie gorzej niż się spodziewał. Czego jak czego, ale smoka się tutaj ani trochę nie spodziewał. Nie był nawet do końca przekonany co do swojej pseudowizji, co tu dopiero mówić o wierzeniu w świętą górę, którą czcili tubylcy.
- A nie mówiłem? - rzucił krótko Chester, spoglądając na Arraxuas. Powiedział te słowa jednak nie do niego, a do siebie. Wielce prawdopodobne, że nie dotarły one w ogóle do uszu kapitana. Zastanawiał się, czy jego wizja byłaby tak samo bliska spełnienia, gdyby nie podzielił się nią z innymi.
Oderwał wzrok od smoka i zaczął rozglądać się po ziemi w poszukiwaniu swojego blastera. Nie był nawet pewny, czy po wybuchu granatu z broni cokolwiek zostało. Omiótł więc tylko podłoże krótkim spojrzeniem i zaprzestał poszukiwań. Teraz miał na głowie ważniejsze sprawy.
- Musimy się ewakuować i to NATYCHMIAST - stwierdził coś, co było oczywiste. Tak już jednak miał, że lubił mówić. A nuż któryś z brygady był innego zdania i chciał walczyć ze smokiem?
Glaurungo
USER_AVATAR
Smok znajdował się już tylko o parę sekund lotu od was. W powietrzu można było już wyczuć wszechogarniający gniew i żądze zemsty przebudzonej bestii. Wszyscy jednocześnie rzuciliście się do biegu. Nie mieliście jednak szans na prześcignięcie lecącego Asaela, który już po chwili znalazł się tuż nad wami spuszczając jezioro płynnego ognia. To właśnie wasza powolność okazała się błogosławieństwem, gdyż istota chybiła popieląc drogę przed wami. Z drugiej zaś strony odcinało wam to najkrótszą drogę do transportowców i teraz czekała was przeprawa przez płonący las.

* * *

Zaczęliście się przedzierać wśród drzew. O dziwo napawało was to znacznie większym przerażeniem niż spotkanie ze smokiem, który nic nie robił sobie z kolejnych strzałów z turbolaserów. Chociaż oba mogły się skończyć niemal pewną śmiercią i mimo problemów z tym, że Chester nadal ledwo chodził, oraz z pewną kobietą, która non stop potykała się o swoje obcasy, szło wam nader sprawnie. Wokół padały rażone ogniem drzewa, lecz zawsze udawało wam się uniknąć i płomieni i spadających kawałków. Można by nawet powiedzieć, że jakiś nieznany wam bóg miał was w swej opiece. Gdy podróżowaliście przez las smok nie był w stanie was wypatrzeć, co ochroniło was przed dalszymi atakami. Jednakże sytuacja nie była aż tak różowa. Gdy dotarliście do polany waszym oczom ukazał się straszliwy widok: Na zmiażdżonych transportowcach siedział Asael. Na szczęście jeszcze was nie wypatrzył...
Morok
USER_AVATAR
- C-co r-r-robim-my? - wyszeptał drżącym głosem Lee do reszty drużyny. Sam w głowie ułożył już plan działania, którym mógłby zniszczyć smoka, nie zamierzał jednak ujawniać się szybciej, niż było to konieczne. Zresztą, nawet, gdyby zabił bestię (maszynę?), transportowce zostały przecież zniszczone.
Karv
- Chyba skupiamy się na przeżyciu - odparł Chester. W swoim obecnym stanie nie było możliwości, aby przydał się na cokolwiek. Z wyjątkiem służenia za mięso armatnie, ale na to czarnowłosy nie chciał się pisać. Myślał gorączkowo, jak wszystkich uratować, jednak nic nie przychodziło mu do głowy. Zdecydowanie lepiej radził sobie w walce z mniej niedorzecznym wrogiem.
Glaurungo
USER_AVATAR
Z przeżywaniem też okazało się niezbyt łatwo, gdyż "niedorzeczna" bestia właśnie zauważyła oficerską grupkę. Wasze nadzieje na ucieczkę prysły gdy smok odwrócił głowę w stronę załogi. Asael wzniósł głowę do góry i ryknął głośno, po czym... Dostał z turbolasera między oczy. Istota zawyła z wściekłości i kompletnie ignorując waszą gromadkę wniosła się ku górze.

* * *

Temu wydarzeniu towarzyszyły liczne westchnienia ulgi. Jeszcze chwilę nie mogąc uwierzyć w to, że jest wam pisane jednak życie siedzieliście w swojej "kryjówce". Po upływie parunastu sekund wyszliście, aby poszukać możliwości powrotu na Excelsiora. Gdy stanęliście na polanie waszym oczom ukazał się widok stokroć straszliwszy niż wszystkie ujrzane wcześniej. Smok bowiem nic nie robiąc z otaczającej go próżni "leciał" w stronę okrętu. Na waszych oczach przeniknął przez osłony statku i zaczął rozrywać kadłub całkowicie ignorując ostrzał...
Karv
- O kurwa - skwitował zaistniałą sytuację Recrom. Nie mógł porywać się na smoka, albowiem po pierwsze nie czuł się na siłach, po drugie i tak nic by nie zdziałał. W głowie analizował wszelkie możliwości, które mogłyby uratować ich przed niechybną śmiercią. Tylko jedno wydawało mu się w miarę pewne, smoka nie da się pokonać zwykłą bronią.
- Albo obraził się na Arraxusa, albo tamten szaman wezwał go, umierając. Lepiej byłoby, gdyby chodziło o tę pierwszą rzecz, przeprosiny i ewentualnie oddanie kapitana w ofierze mogłoby załatwić sprawę. Jeżeli jednak smok został wezwany przez szamana, to mamy niezłego wała... bo skoro szaman nie żyje - myślał na głos, jedynie słowa o oddaniu kapitana w ofierze wypowiedział szeptem.
Bubeusz
USER_AVATAR
- Zdaje się, że trzeba będzie sobie znaleźć inny transport do domu - stwierdził powoli Lanikan, przyglądając się rozgrywającej się scenie.

[size=9:373f0cca05][ Komentarz dodany przez: Glaurungo: Pią 20 Mar, 2009 ][/size:373f0cca05]
[color=indigo:373f0cca05][size=9:373f0cca05]Toś mnie rozbawił. Pierwsza misja kończy się klęską, następne też zapewne się nie odbędą, polegliście, wszelka nadzieja została stracona, wasi towarzysze misji zginą, wy być może też...
Trochę dramatyzmu, okręt nie jest tylko środkiem lokomocji, ale nadzieją imperium i jedną trzecią jego floty;)[/size:373f0cca05][/color:373f0cca05]
Yuber
USER_AVATAR
-My już nie wrócimy tam, skąd przybyliśmy- Powiedział przez hełm Marvin -Dopóki jest zajęty statkiem... musimy uciekać.-
Glaurungo
USER_AVATAR
- Ucieczka nie wchodzi w grę - powiedział Arraxus - Nawet jeśli jakimś cudem ukryjemy się przed tą bestią, Excelsior zostanie zniszczony, a misja stracona.
- Zacznijcie zachowywać się jak prawdziwi imperialni żołnierze, którzy w razie potrzeby giną za imperatora! - zakrzyknął kapitan - Naszym obowiązkiem jest chociaż spróbować ocalić statek. Smok przybył, aby bronić mieszkańców, więc jest jeden sposób na odciągnięcie go od okrętu - rzekł dowódca, po czym spojrzał jednoznacznie w stronę wioski...
Morok
USER_AVATAR
Lee spojrzał obojętnie na Arraxusa. Rozkazy tego mężczyzny zaczynały męczyć zabójcę. Nie był imperialnym żołnierzem; wiedział również, że kapitan nie jest osobą, która będzie go dzierżyć. Mordował przez cały czas, odruchowo. Jedna jego nieodpowiedzialna decyzja powodowała, że ginęli kolejni ludzie. "Czarny" nie zyskał sobie oczywiście przydomka ze względu na litość, jaką żywił wobec ludzi, nawet czarnowłosy jednak potrafił rozpoznać niekompetencję.
Nie chciał zostać zdemaskowany, podejrzewał bowiem, że już wkrótce ktoś w Irei zauważy, że z chwilą odlotu Excelsiora, aktywność "Czarnego" zanikła - i połączy obydwa fakty. Na razie zatem Hei zamierzał robić to, czego zechce kapitan. Na razie...
Karv
Poczłapał za Arraxusem. Bezbronny.
- Trudno mi to przyznać - powiedział na głos. - jednakże przez czyiś genialny pomysł z uraczeniem mojej osoby granatem zostałem pozbawiony blastera.
Przejechał ręką po pasie, przy którym umocowane były trzy granaty. Kiedy znalazł się w odpowiedniej odległości, chwycił jeden z nich i - po odbezpieczeniu - cisnął w stronę zabudowań.
Glaurungo
USER_AVATAR
Granat wybuchł w na swój sposób pięknej eksplozji płomieni. Ze środka pozbawionego jednej ściany budynku można było usłyszeć jęki palonych żywcem wdów, sierot i starowinek. Kapitan przewrócił oczami. Najwidoczniej nie całkiem to miał na myśli, aczkolwiek było już za późno. Mimo to próba zadziałała - smok odczepił się od lekko nadszarpniętego kadłuba Excelsiora i poszybował w stronę nieszczęsnych oficerów.

Arraxus podniósł rękę do komunikatora:
- Spróbujcie na nim działa dziobowego. Jeśli nawet to nie zadziała - wiejcie. Asael zbliżał się w zastraszającym tempie.

* * *

Nie musiał powtarzać dwukrotnie. Okręt wystrzelił. Wiązka niebieskawo zabarwionego światła uderzyła w bestię, która jakby potykając się w locie zaryła w ziemię. Wyglądało na to, że dobrze by było dobić smoka. Niestety wraz z wystrzałem jonowym przestała działać cała wasza broń. Asael zaczął się powoli podnosić...
Morok
USER_AVATAR
Lee na szczęście nie potrzebował ręcznej broni. Dlatego w mgnieniu oka podjął decyzję.
"Przebranie traci priorytet" - pomyślał chłodno, śmigając jak błyskawica w kierunku smoka i w biegu wystawiając dłoń przed siebie. Z lewego rękawa czarnowłosego wyleciała cienka, ale długa, czarna linka, zakończona niewielkim obciążnikiem. Owinęła się wokół jednej z kończyn powstającego smoka, czarnowłosy zaś chwycił i pociągnął, zaciskając pętlę. Głęboko w zimnych, beznamiętnych oczach mężczyzny zalśnił czerwony blask.
- Giń - wyszeptał Czarny, posyłając po metalowej lince zaś przebiegł potężny ładunek elektryczny. Ten nie wywołał iskier czy innych efektów specjalnych, o nie. Po prostu poleciał z prędkością światła...
Glaurungo
USER_AVATAR
Niestety odporność na elektryczność wciąż smoka się trzymała. Zauważył jednak cienką metalową linkę owiniętą wokół jednej z kończyn, po czym zrobił szybki krok w tył. Zaskoczony Hei został natychmiast przewrócony, a chwilę po tym pojawiła się nad nim otwarta paszcza Asaela... Lecz wbrew pozorom w tym momencie nie nastąpiła śmierć "archeologa". Nagle bowiem wokół pojawiła się nienaturalna aura, a do miasta wkroczyła dziwna, niska, czarno odziana postać. Smok zamiast zagłębić się w ciele Lee błyskawicznie podniósł głowę z ciekawością błyszczącą w żółtych ślepiach. Oprócz dziwnego "gościa" można było dostrzec również inny szczegół: wylegający na ulice tłum tubylców padających na kolana przed bestią - swoim bogiem. W tym momencie jednak tajemnicza osoba zdjęła kaptur, po czym w niezłym szoku i wy dołączyliście do oddającego cześć tłumku. Oto przed wami stał, albo raczej stała... Imperator.
Yuber
USER_AVATAR
Marvin, do niedawna godzący się z nieuchronną śmiercią z łap bestii, stanął na baczność jak struna przed panią Imperator, salutując.
Morok
USER_AVATAR
<o.0 Odporność na elektryczność? XD>
Linka Lee błyskawicznie zwinęła się, w mgnieniu oka znikając z powrotem w rękawie mężczyzny. Ten, masując się po głowie, wstał.
- Ajajajajaj... - wymamrotał z uśmiechem, z zakłopotaniem gładząc się po włosach. Zaraz jednak dojrzał... CO?
Zaskoczony, jedynie przez chwilę zbity był z tropu. Decydując się dalej odgrywać swoją komedię, również wyprostował się i zasalutował.
Bubeusz
USER_AVATAR
Brew Lanikana uniosła się lekko, niczym reakcja widza w kinie na jakiś nielogiczny zwrot akcji. I to był jedyny ruch, jaki wykonał ten stojący ze skrzyżowanymi rękoma posąg. Przyglądał się uważnie Miłościwie Władającej, nie rozumiejąc zachowania smoka.
Glaurungo
USER_AVATAR
Jeszcze chwilę pomiędzy dwojgiem trwała milcząca dysputa. Niespodziewanie smok nagłym ruchem głowy skłonił się przed Imperator, po czym wzleciał wysoko w chmury. Władczyni imperium odwróciła się w waszą stronę powoli przyglądając się twarzom oficerów. Przy obliczu Heia zatrzymała się na chwilę dłużej...

Lee nagle poczuł jak niepohamowana absolutna siła wdziera się do jego umysłu. Poczuł się nagi. Wiedział, że przed tym wzrokiem nic się nie mogło ukryć. Wszystkie jego tajemnice stawały się jawne... Po kilku sekundach, które jednak wydawały się "archeologowi" wiecznością usłyszał jedynie mentalny głos:
- Służ dobrze imperium
Natychmiast opanowała go dziwna wizja. Na wysokiej jakości niebieskim tle przewinęły się cztery liczby*. Kontakt zerwał się, a kobieta szybko kończąc oględziny reszty załogi rozpłynęła się w powietrzu.



[size=8:81888e13cc]*Nie podaję ich, gdyż w sumie równie dobrze możemy o nich mówić jako o "liczbach", a wymyślać 4 dużych losowych mi się nie chciało.;)
Tak na przyszłość - jeśli postawię przed wami imperatora, to prawidłową reakcją jest raczej padnięcie na twarz, a nie salut;)[/size:81888e13cc]
Morok
USER_AVATAR
Lee stał przez chwilę z szeroko otwartymi oczyma, po czym upadł na kolana i powoli przewrócił się na ziemię. Oddychał szybko i płytko; na jego twarzy pojawiły się grube krople potu, spływające na piasek planety i okrywające śmiertelną bladość.
"Co to... niematerialna zjawa... zajrzała do wnętrza mojego umysłu... Imperatorowa..." - myślał nieskładnie, wciąż na wpół pogrążony w wizji. Zaraz jednak otrząsnął się. Głos przemówił doń w głowie... a więc reszta załogi nadal nie wiedziała. Czarnowłosy "archeolog" powoli podniósł się z zakłopotanym uśmiechem na twarzy.
- Przepraszam... nagle słabo się poczułem - wymamrotał przepraszająco do reszty, otrzepując włosy z pyłu.
Ale... czy istota naprawdę była władczynią Imperium?
O Imperatorowej wiedziano niewiele; Hei nie był w tym miejscu wyjątkiem. Zdarzyło mu się jednak działać w całkowitej niezgodzie z prawami, które ustanawiało Imperium, a mimo to... dziwna istota go nie zabiła mimo, że przez chwilę posiadała nad nim kompletną władzę.
"Czyżby dostrzegła we mnie iskrę człowieczeństwa?" - pomyślał Hei. Skrzywił się w myślach. Pudło. Dawno zaakceptował już fakt, że jest jedynie bronią o kształcie człowieka, pozbawioną serca i sumienia, przeznaczoną jedynie do zabijania. Wiedział, że nic tego nie zmieni; taki los przeznaczony mu został od chwili narodzin, od chwili, gdy ujawniła się przeklęta, nieczysta moc.
"Cóż, tak czy inaczej, Imperatorowa... wydaje się odpowiednią osobą do dzierżenia mnie. Być może zostanie jej ostrzem również zostało mi przeznaczone?" - myślał Czarny w swym sercu. Na zewnątrz stał nadal i przepraszał resztę drużyny za omdlenie, opędzając się od ewentualnego medyka, tak naprawdę jednak podjął już decyzję.
"Jedno pozostaje pewne - chce, bym nadal działał w przebraniu. W przeciwnym wypadku ujawniłaby mnie innym. A zatem pozostanę w ukryciu" - postanowił.
Bubeusz
USER_AVATAR
Podejrzliwe spojrzenie Lanikana sprawiło, że Lee niemal zapomniał, kogo udaje. Szybko jednak się opanował i przywrócił na twarz niewinny uśmiech.
- Mam nadzieję, że już wszystko w porządku - rzekł medyk, ale w jego głosie nie było czuć zbyt wylewnej troski.

£ysy mężczyzna zrobił powolny krok w stronę miejsca, w którym jeszcze przed chwilą stała Imperator. Bardzo go zastanawiało, co tak naprawdę się wydarzyło i dlaczego nie zdołał przechwycić przekazu. Postanowił jednak przemilczeć zajście.
- Co teraz? Czy pojawienie się i znikanie Czcigodnej Imperator zalicza się tutaj do zajść normalnych? - zapytał, spoglądając na kapitana.
Glaurungo
USER_AVATAR
- Tak - odpowiedział mu głos z tyłu. Nie był to bynajmniej kapitan, lecz pierwszy oficer - Ja wiedziałem o jej obecności - obwieścił. Na widok złowrogiego spojrzenia kapitana dodał jeszcze - Wszystko było ściśle tajne oczywiście.
Morok
USER_AVATAR
W zadumaniu, Lee podszedł do miejsca, gdzie zniknęła Imperator. Ukucnął i palcyma zaczął rozgrzebywać ziemię, jakby czegoś szukał.
- Ciekawe, w jaki sposób tak nagle rozpłynęła się w powietrzu... jakaś nowa technologia, czy też mamy bezcielesnego ducha za władczynię? - zażartował, wstając i z uśmiechem odwracając się do reszty.


[color=indigo:03b7cae1cb][size=9:03b7cae1cb]Mam tylko nadzieję, że zamierzasz ich prędzej, czy później poinformować o "tajemniczej numerycznej wizji", albo chociaż same liczby podać, bo inaczej fabuła się nie posunie. Pamiętaj, los sesji jest w twoich rękach![/size:03b7cae1cb][/color:03b7cae1cb]

[color=white:03b7cae1cb][size=9:03b7cae1cb]Glau, czy Ty czasem nie grasz zbyt liniowo? xD[/size:03b7cae1cb][/color:03b7cae1cb]

[color=indigo:03b7cae1cb][size=9:03b7cae1cb]Nie, po prostu muszę jakoś połączyć dwa odcinki "serialu";)[/size:03b7cae1cb][/color:03b7cae1cb]

[color=blue:03b7cae1cb][size=9:03b7cae1cb]Gra BARDZO liniowo... ale dobrze prowadzi przynajmniej, IMHO ^^. Tak czy inaczej, Glau, moja postać nie została poinformowana, żeby przekazać te informacje XD. Jej w jakiś sposób to przekaż, nie mnie XD.[/size:03b7cae1cb][/color:03b7cae1cb]
Karv
Przez chwilę był nieobecny. Jakby w transie. Widział tamtą zakapturzona postać już wcześniej. Doskonale wiedział, że jej obecność tutaj jest dobra. Teraz jednak wydało mu się to dziwne. Skoro on wiedział, to dlaczego inni są tacy wstrząśnięci?
Z odpowiedzią przybył pierwszy oficer, mówiąc, że jest to ściśle tajne. Było ściśle tajne.
Dziwne, zupełnie jakby coś mną kierowało. Intuicja, szósty zmysł? Może po prostu jestem geniuszem.
Spojrzał na Arraxusa. Potem na pozostałych. I znów na Arraxusa. Co robimy, pytał spojrzeniem.
Bubeusz
USER_AVATAR
Lanikan wziął głębszy oddech. Najpierw niewyjaśnione wizje, potem dziki szał kapitana, następnie pojawia się sama Imperator, po czym ratuje nas od smoka i znika, a na koniec dowiadujemy się, że to wszystko było uwzględnione w ściśle tajnym planie, którego nie raczono nam przedstawić.

Owszem, lubił tajemnice. Ale nie takie. Odchrząknął.

Jeżeli mieliby coś powiedzieć, zrobiliby to. Ale nie mówią, więc o wyjaśnienie prosić nie ma sensu.

- Więc jaka jest tu nasza rola? - przeformułował swoje pierwsze pytanie.
Glaurungo
USER_AVATAR
- Naszą rolą było wytargowanie złóż. Smok nie był przewidziany w "planach". - powiedział Arraxus, po czym dodał patrząc krzywo na pierwszego oficera - Ani przybycie Imperatora.

Po tych słowach Hei nagle przypomniał sobie o dziwnej wizji jaką obdarzyła go mistyczna władczyni i nagle uświadomił sobie, czym były cztery liczby - współrzędnymi jakiejś planety i najprawdopodobniej ich następnego celu. Jeszcze raz, niczym pogłos przemknęło mu przez głowę: Służ dobrze imperium. Wyglądało na to, że miał być nie tylko bronią, ale i narzędziem w jej rękach.
Bubeusz
USER_AVATAR
- Nie pytam, co BY£O naszą rolą, tylko co nią JEST teraz - Lanikan skłonił lekko głowę, co miało znaczyć, że nie droczy się, ani nie nabija się z kapitana, a jedynie zdobywa informacje.
Morok
USER_AVATAR
"Służ dobrze Imperium... co za stek bzdur" - pomyślał Hei, po raz drugi myśląc o słowach Imperatorowej. Podszedł do reszty uczestników wyprawy i zatrzymał się.
- Mam współrzędne naszego następnego celu... Ktoś chce je poznać? - zapytał słabym głosem Lee, uśmiechając się z lekkim zakłopotaniem.
"Nieważne, ilu dzierżyło mnie w zamian za pieniądze, nigdy nie byłem ostrzem więcej, niż jednej osoby. Nie będę służyć Imperium, ale Imperator" - postanowił. Obserwował reakcję na swe słowa, czekając, aż ktoś zareaguje na zaskakujące ogłoszenie.
Yuber
USER_AVATAR
-Wiesz, jakie są współrzędne? Skąd?- Zapytał Blizna, przerywając swoją ciszę.
Morok
USER_AVATAR
Lee zaśmiał się nerwowo, gładząc się po włosach.
- Eee... Imperator chyba mi je powiedziała... w głowie znaczy. Naprawdę nie wiem, co o tym sądzić - wymamrotał z uśmiechem zakłopotania.
Karv
- A... podziel się - Chester był nieco skonfundowany zaistniałą sytuacją. Ba, był totalnie zbity z tropu.
Morok
USER_AVATAR
Lee po chwili wahania i kilku "Eeee..." wymienił cztery długie liczby, po czym zamilkł, nadal z zakłopotanym uśmiechem na ustach. Wyglądał jak żywa definicja słowa "nieporadność".
Glaurungo
USER_AVATAR
Arraxus natychmiast przekazał otrzymane informacje przez komunikator. Liczby zostały szybko sprawdzone w bazie danych okazując się koordynatami nieznanego dotąd systemu. Po krótkiej naradzie oficerów najwyższych stopniem zdecydowano, iż warto zaryzykować. Po kilku minutach na pokładach transportowców opuściliście planetę znów stając na pewnej podłodze Excelsiora. Wasz nowy cel był bardzo oddalony i czekało was najprawdopodobniej kilka dni lotu*.

* * *

Po stresujących zdarzeniach z misji na planecie szybko udaliście się na odpoczynek i rozrywkę do kwater i kantyny. Tak minął dzień pierwszy. Drugiego dnia wstaliście skoro świt, a raczej w jego czasowym odpowiedniku, gdyż na statku nie było żadnego słońca, które mogłoby go zapewnić. Wasze umysły znajdowały się wówczas już w nieco lepszej kondycji, aczkolwiek po wydarzeniach z dnia poprzedniego wciąż nęciły was wspomnienia chwil, w których byliście o cal od śmierci**. Powróciliście więc do nudy i względnej ciszy, jednakże wkrótce miało się to zmienić...

Spokój okazał się być jednak jedynie pozorny. W samo południe po całym statku rozległ się przeraźliwy, znacznie odbiegający od dotychczasowej sielanki odgłos alarmu, któremu towarzyszył nagły wstrząs oznaczający wyjście z nadprzestrzeni***...



[size=9:1c6630a8a3]* Nie to nie;)
** Ehhh, brakuje mi trupa w wątku, aby było dramatycznie:( Ale chyba jednak dobrze zrobiłem, że postanowiłem jednak nie zabijać Elethaina;)
*** Zachowaniem stosownym do takiej sytuacji jest oczywiście stawienie się na mostku.[/size:1c6630a8a3]
Morok
USER_AVATAR
Lee, ziewając głośno, jakby przed chwilą jeszcze zerwał się z leżanki, stawił się na mostku. Rozejrzał się, mrugając i zasłonił uszy.
- Przepraszam, nie można trochę przyciszyć tego budzika? Chciałem jeszcze trochę pospać... - poprosił zmęczonym głosem pierwszą napotkaną tam osobę, przecierając oczy.
Karv
Chester już wcześniej zaopatrzył się w kolejny pistolet blasterowy. Nie lubił nie mieć przy sobie broni tego typu, a jego ex została w szczątkach na poprzedniej planecie, na której się zatrzymali.
Parsknął wymuszonym, ironicznym śmiechem, słysząc prośbę Lee.
- Nie ma to jak humor - mruknął. Czekał na przybycie reszty.
Morok
USER_AVATAR
Lee potraktował Chestera spojrzeniem "nie wiem, o co Ci chodzi", zapewne mającym oznaczać, że czarnowłosy archeolog naprawdę nie rozpoznaje odgłosu alarmu. Można było zadać sobie pytanie, jak to jest, że tak... cywilna osoba w ogóle znalazła się na pokładzie Excelsiora. Pytanie prawdopodobnie bez odpowiedzi, zaspany Shenshung bowiem nie wydawał się skłonny do udzielania jakichkolwiek wyjaśnień.
Bubeusz
USER_AVATAR
- Pospieszcie się, im szybciej tam dojdziemy, tym szybciej to wyłączą - mruknął Lanikan, pojawiwszy się nie wiedzieć skąd za ich plecami. Najwyraźniej jemu również irytujący dźwięk alarmu nie przypadł do gustu.
Yuber
USER_AVATAR
Blizna podszedł do reszty bez słowa, wpatrując się w głąb korytarza. Chyba. Wcale nie był niewyspany jak co niektórzy - musztra nauczyła go wstawać wcześnie.
Glaurungo
USER_AVATAR
Na fotelu kapitańskim o dziwo siedział nie Arraxus, a pierwszy oficer - Faeroc. Spoglądał na was lekko niecierpliwym wzrokiem. Widać było po nim zaniepokojenie. Gdy tylko ostatni spośród was wszedł do sali zaczął spokojnym głosem wyjaśniać sprawę:
- Napęd nadprzestrzenny się zepsuł, cud w ogóle, że w ogóle przeżyliśmy. Dobrze, że lecieliśmy z niską prędkością, bo przy takich uszkodzeniach szybko zostałaby z nas sterta szczątków, gdybyśmy szybko tego nie zauważyli. Najprawdopodobniej jest to wynikiem ataku smoka. Uderzał blisko, aczkolwiek myśleliśmy, że podniszczył szponami jedynie górne pokłady. To wygląda bardziej na wybuch bomby plazmowej - Powiedział i zrobił krótką przerwę, aby dać im czas na ochłonięcie po jego słowach - Na szczęście zniszczenia są odwracalne, jednakże naprawy zajmą trochę czasu. Do tego dochodzi jeszcze dziwna choroba kapitana. Właśnie dlatego, jako najstarszy stopniem oficer go zastępuję. Dopóki napęd nie będzie znów w pełni sprawny wprowadzam stan podwyższonej gotowości - Oznajmił. Po wzięciu głębszego oddechu kontynuował wydawanie rozkazów...
- Podporuczniku Recrom proszę zorganizować podwójne patrole i zarządzić kwarantannę pierwszego stopnia* - Po wydaniu tego rozporządzenia spojrzał na Lanikana:
- A ty medyku spróbuj jakoś pomóc kapitanowi. Zgłoś się jak najszybciej w ambulatorium. Reszta niech postara się pomóc w naprawach, lub utrzymaniu porządku**.


[size=9:df6d50896f]* Polega ona na tym, że osobom o stopniach nieoficerskich nie wolno opuszczać sektoów, w których aktualnie się znajdują.
** Macie rozkazy, ale nie wychodźcie od razu.[/size:df6d50896f]
Bubeusz
USER_AVATAR
Medyk kiwnął tylko głową i bez słowa wyszedł, by po chwili znaleźć się w wyznaczonym miejscu. Stwierdził, że pukanie nie ma większego sensu, więc od razu wszedł do ambulatorium i rozejrzał się uważnie.*

[size=9:6ca2689153]*Rozumiem, że adnotacja "nie wychodźcie od razu" mnie nie dotyczy xP[/size:6ca2689153]
Karv
Skinął głową, na znak, że rozumie.
- Coś jeszcze? - zapytał krótko, przyglądając się aktualnemu dowódcy. Polubił go, zdecydowanie bardziej niż Arraxusa. Arraxus, jego choroba. Zastanawiające, chociaż każdemu może się zdarzyć zachorować. Ale byle zachorowanie to nie tak zwana "dziwna" choroba. Recrom patrzył pytająco na Faeroca, czekając na zezwolenie na odmaszerowanie.
Glaurungo
USER_AVATAR
[size=9:2a4940c0bd]Nie wychodzenie odnosiło się przede wszystkim do... Marvina[/size:2a4940c0bd]

Ambulatorium okazało się być olbrzymia okrągła salą wypełnioną łóżkami i rozmaitymi przyrządami medycznymi. Było z całą pewnością jednym z najbardziej zaawansowanych, jakie kiedykolwiek widział Lanikan. Od progu powitała go dość urodziwa oficer medyczna, która po szybkiej identyfikacji kapłana zaczęła przedstawiać stan zdrowia kapitana. Okazało się, iż jest on nieprzytomny, oraz ma wysoką gorączkę. Po chwili krótkiego namysłu wskazała również kierunek do odpowiedniego posłania.

* * *

Tymczasem na mostku...

- Nie to wszystko, odmaszerować - powiedział Faeroc. Gdy wszyscy odwrócili się w stronę drzwi i zaczęli wychodzić zwrócił się do Marvina - Pan niech jeszcze chwilę zaczeka, starszy chorąży Shtultz.
Morok
USER_AVATAR
Lee ziewnął głośno. Oczywiście... nie był ani trochę zmęczony. Ale nadal się krył, a posiadanie zgrabnego przebrania znów pozostawało priorytetem.
Czarnowłosy zgarbił się trochę na wieści o chorobie kapitana. Nie wiedział, czy wierzyć pierwszemu oficerowi... chociaż, skoro zawierzyła mu Imperator, to właściwie czemu nie?
Hei, powłócząc nogami i udając ślamazarność, został z tyłu za resztą grupy. Gdy upewnił się, że nikt nie patrzy, zatrzymał się za drzwiami i nasłuchiwał, co takiego ma do powiedzenia pierwszy oficer.
Bubeusz
USER_AVATAR
Uśmiechnął się szczerze do dyżurującej oficer i skierował się do wskazanego łóżka. Już idąc, wyłapywał energię krążącą wokół nieprzytomnego kapitana i oceniał jej jakość i właściwości. Szukał anomalii, blokad, wycieków w aurze, ze szczególną uwagą skierowaną na pasożytnictwo lub inne interwencje z zewnątrz.
Glaurungo
USER_AVATAR
O dziwo Lanikan nic nie wyczuł, a dokładniej mówiąc nie tylko nie zauważył interwencji z zewnątrz, ale również aura samego kapitana była całkowicie niewyczuwalna. Jeżeli w ciele dowódcy znajdowały się jakiekolwiek pasożyty, lub działała na niego jakaś magia było to idealnie ukryte...
Yuber
USER_AVATAR
-Tak?- Zapytał przytłumionym przez hełm głosem Blizna, w istocie się zatrzymując i odwracając w stronę Faeroca.
Glaurungo
USER_AVATAR
Faeroc skinął ręką na Bliznę, aby ten podszedł, po czym zaczął mówić przyciszonym głosem*:
- Nie mamy pewności, czy uszkodzenia napędu spowodował smok. To mógł być sabotaż, właśnie dlatego zarządziłem kwarantannę. Jednakże nie wiem, komu mogę zaufać, w szczególności po ostatnich wydarzeniach. Wybrałem ciebie, ponieważ jesteś najprawdopodobniej najtrudniejszy do zmanipulowania i najmniej użyteczny dla potencjalnego napastnika. Chcę, abyś miał oko na pozostałych, a w szczególności na tego podporucznika Recroma. Już raz się naćpał, lub był pod czyimś wpływem i może się to powtórzyć - powiedział, po czym wyjął z kieszeni munduru srebrną odznakę, którą wręczył chorążemu - Jeżeli zauważysz cokolwiek dziwnego natychmiast powiadom mnie za pomocą tego. Nadaje zaszyfrowanym sygnałem i łączy się tylko z moją, więc nie będzie można nas podsłuchać. Jeżeli naprawdę mamy wroga na pokładzie interweniuj - rozkazał, po czym dodał już tylko - Powodzenia.



[size=9:c0a46b3da2]* Hei i tak wszystko słyszy.[/size:c0a46b3da2]
Karv
Chester wyszedł. Zakomenderował za pomocą komunikatora to, co zakomenderować miał, a potem rozpoczął przechadzanie się korytarzami, aby sprawdzić, czy jego polecenie jest wykonywane jak przystało, czy się obijają. Szerokim łukiem omijał jedynie okolice kantyny.
Yuber
USER_AVATAR
-Rozumiem. Dziękuję, sir- Odparł krótko, przyjmując oznakę i chowając ją bezpieczne kieszenie swojego pancerza. Zasalutował, odwrócił się i odszedł, kierując w stronę swojego, zacisznego przedziału.
Bubeusz
USER_AVATAR
Lekko zaniepokojony Lanikan stanął nad łóżkiem kapitana. Nie posiadanie aury było sprzeczne w fundamentalnymi zasadami Wszechświata. Nie pozostawało więc inne wyjście jak to, że aura jest, tylko ktoś celowo ją ukrył. Magicznie. "Medyk" zyskał więc pewność, że choroba jest wynikiem czyjegoś ataku. Przyłożył dłoń do czoła Araxusa, przebił się przez najgłębsze pokłady energetyczne kapitana, wtargnął w najdalsze zakątki jego umysłu, szukając jakichkolwiek poszlak, wskazówek, sygnałów, zaczepień zaklęcia...

[size=9:3dbd6fbaeb][ Komentarz dodany przez: Glaurungo: Nie 29 Mar, 2009 ][/size:3dbd6fbaeb]
[color=indigo:3dbd6fbaeb][size=10:3dbd6fbaeb]A może to przez nieświeżą rybę?;)[/size:3dbd6fbaeb][/color:3dbd6fbaeb]
Glaurungo
USER_AVATAR
Jeśli medyk po odkryciu braku aury odczuwał jedynie lekki niepokój, to po chwili dalszych badań odczucie, którego doznawał można było nazwać mocnym. Nawet wtargnąwszy w umysł kapitana nie był w stanie nic dostrzec. Nie było widać najmniejszych śladów ingerencji. Miał do czynienia najprawdopodobniej z magią, technologią, lub wirusem wielokrotnie przekraczającym zaawansowaniem to, co kiedykolwiek poznał człowiek. Kapłan zapewne spróbowałby badać dalej, jednakże nagle coś przywołało go do rzeczywistości. Czoło kapitana stało się tak gorące, że Lanikan poczuł, jakby włożył rękę do paleniska. Po chwili do gorączki doszły gwałtowne drgawki. Cokolwiek atakowało ciało Arraxusa broniło się przed takim sposobem diagnozowania...
Morok
USER_AVATAR
Lee poczekał aż mężczyzna w hełmie sobie pójdzie, po czym wychynął z kryjówki. Jak gdyby nigdy nic, skierował się w stronę swojej kajuty. Wślizgnąwszy się do środka, zamknął za sobą drzwi, po czym usiadł pod ścianą, na podłodze.
Czarny nie musiał już dłużej nosić maski. Z twarzy Heia opadł więc uśmiech, odsłaniając zwykły wyraz twarzy - skrajnej obojętności i zmęczenia.
Sabotażysta... kto mógł nim być?
Sam zabójca miał w planach - jeszcze przed napotkaniem Imperator - przeprowadzić kilka operacji, które bez większych problemów mogłyby aspirować do miana "sabotażu". Teraz jednak zmienił zamiary, postanawiając służyć Imperator, sam przestawał więc stanowić zagrożenie dla statku.
Czy na pokładzie Excelsiora mógł znajdować się jeszcze inny sabotażysta? Taka osoba nie potrzebowałaby nawet specjalnych umiejętności w zakresie ładunków wybuchowych, wystarczyłoby kilka zwyczajnych wskazówek czy krótki kurs. Materiały znajdowały się na miejscu... ale nie, gdyby ktokolwiek wziął coś z magazynu, zostałoby to zarejestrowane. Zamachowiec musiał więc posiadać własny zapas.
Głowa czarnowłosego opadła na piersi. Opuścił powieki. Gdyby ktoś teraz wszedł do środka, mógłby odnieść wrażenie, że Lee Shenshung nie żyje, bowiem, całkowicie nieruchomy, niemal nie oddychał.
"Pewnym sposobem byłoby przeszukanie bagaży, szukanie śladów po substancjach wybuchowych... wówczas stałbym się zapewne jednym z podejrzanych" - myślał. Poruszył się, uniósł głowę i zerknął w stronę własnych bagaży.
"Niemożliwe jest, w warunkach Excelsiora, całkowite usunięcie znaków, które pozostawiło przechowywanie prostych w użyciu ładunków. Pozostaje wprawdzie możliwość, że nie tylko sam sprawca na tym statku mógłby posiadać tego typu rzeczy, jednak przeprowadzone badanie z pewnością zawęziłoby listę podejrzanych..." - przeszło mu przez głowę.
Jak jednak poradzić sobie z problemem, który powstałby przy przeszukaniu jego własnych bagaży?
Substancje, które posiadał, były dość skomplikowane i trudne w użyciu... tak, jako archeolog mógł potrzebować czegoś takiego w swej pracy. Ujawnienie ich nie rzuci cienia na starannie podtrzymywane przebranie.
Yuber
USER_AVATAR
Marvin zamknął się w swojej kajucie - na klucz. Nie miała okien ani żadnych szybów, więc bez żadnego zmartwienia zdjął hełm, by dać skórze odetchnąć.

Blizna nie miał w swoim pokoiku żadnych luster ani żadnych powierzchni, jakie mogłyby odbić jego oblicze. Zasiadł przed małym stolikiem, stawiając sobie miskę w skondensowanym proszku, nazywanym przez niektórych "daniem instant". Zalał coś, co miało być zupą, wodą, pokroił kilka warzyw, jakie trzymał w małej lodówce, nalał sobie do wysokiej szklanki alkoholu, odgrzał jakieś mięso - i zaczął jeść.

Tak jadł pan Schlacht - sam ze sobą.
Bubeusz
USER_AVATAR
Lanikan odjął rękę, po czym, korzystając z okazji, że "uaktywnił" to coś, czym prędzej zaatakował - mentalnie. "Atak" ten polegał na zalaniu Araxusa falą świetlistej energii, esencją życia, wibracją idealnie odpowiadającą zdrowiu i witalności.

W założeniu miała ona rozproszyć, unicestwić lub "zreorganizować" wszystko, co posiadało niższą, mroczniejszą energię, a także dać ciału kapitana siłę do własnej walki z tajemniczym napastnikiem.

Zabieg ten kosztował Lanikana sporo energii, ponieważ dostęp do kosmicznych źródeł ograniczały lub zakłócały przeróżne zabezpieczenia i ściany Excelsiora. Kiedy nagłe zawroty głowy ustąpiły, spojrzał na swojego pacjenta z nadzieją, że osiągnął skutek - nawet jeśli nie zamierzony, to jakikolwiek, który by przybliżył go do poznania prawdy o "chorobie".
Glaurungo
USER_AVATAR
Jedynym, co udało się osiągnąć kapłanowi było zatrzymanie drgawek i obniżenie gorączki o parę stopni. Mogło być to równie dobrze wynikiem przerwania badania. Lanikan jeszcze nigdy nie czuł się tak bezsilny. Jeśli zaobserwowana choroba była dziełem maga, to musiałby on przewyższać wielokrotnie mocą wszystkich imperialnych czarodziejów razem wziętych. Do niepokoju i bezradności medyka dołączył też strach...

* * *

Chester wykonywał obchód. Szedł powoli długimi korytarzami Excelsiora. Nagle jednak zastanowił go jeden szczegół w mijanych po drodze drzwiach... Obok nich paliła się zielona lampka, oznaczająca otwarcie. Coś takiego nie byłoby niczym nadzwyczajnym gdyby nie trwająca kwarantanna, podczas której to nie powinno mieć miejsca. Podporucznik szybko cofnął się parę kroków, aby sprawdzić, czego są to drzwi. Gdy zobaczył napis nad masywną grodzią doznał pomieszanego z lekkim strachem szokiem szoku. Była to zbrojownia...

* * *

Tymczasem Blizna stwierdził, że jadło nie smakuje mu jak zwykle. Nie było to oczywiście wynikiem jakiejś wymyślnej trucizny doń dodanej, lecz złych przeczuć, które opanowały Marvina. Kiedy on jadł zupkę warzywną uzbrojony sabotażysta mógł krążyć po okręcie. Oczami wyobraźni zobaczył opętanego przez wrogów Chestera biegającego z wrzaskiem i ciężkim karabinem laserowym po pokładzie. Faeroc wyraźnie wyznaczył go do działania. Instynkt podpowiadał mu, że cokolwiek ma się wydarzyć wydarzy się prędko.


[size=9:b73c2f2680]Yub - Przyłap może Chestera na myszkowaniu w zbrojowni;)[/size:b73c2f2680]
Yuber
USER_AVATAR
Mężczyzna przełknął ostatni kęs, jednak z jednoznacznym, głośnym dźwiękiem. Zostawił wszystko tak jak było, czymprędzej nałożył hełm i z świszczącym odgłosem wyrównał w nim ciśnienie, by pośpiesznie wyjść na korytarz.

"Jeśli ktoś miałby zamiar zrobić tutaj sabotaż, to zrobiłby to tylko z pomocą pewnych rzeczy" - pomyślał, kierując się w stronę zbrojowni....
Karv
Chester wyprostował się i zerknął na Bliznę.
- O, dobrze, że jesteś - powiedział, najwyraźniej będąc pewnym, że Blizna znalazł się tutaj, z tego samego powodu co on.. - Nie widziałeś tutaj niczego podejrzanego? Zarządzono kwarantanne, wszystko powinno być szczelnie zamknięte, a tymczasem zbrojownia stała otworem. Albo to zwykłe niedopatrzenie, albo coś tu nie gra - spojrzał podejrzliwie na mężczyznę. Przemknęło mu przez myśl, że być może właśnie rozmawia z kimś, kto zakradł się do zbrojowni przed nim. Nie, to głupie, przecież Blizna został dłużej z pierwszym oficerem.

[size=9:bb9bc75a63][ Komentarz dodany przez: Glaurungo: Pon 30 Mar, 2009 ][/size:bb9bc75a63]
[size=13:bb9bc75a63][color=indigo:bb9bc75a63]Już sam nie wiem, czy post jest do poprawienia, czy nie.
Ale nie o tym chciałem. Pamiętaj, że nie słyszałeś rozmowy Blizny z pierwszym oficerem i jak dla ciebie mogła być ona typu "Jeśli się to jeszcze raz powtórzy, to..." [/color:bb9bc75a63][/size:bb9bc75a63]
Morok
USER_AVATAR
Lee, rozmyślając, doszedł do wniosku, że najlepszym możliwym działaniem w tej sytuacji będzie sprawdzenie, czy rzeczywiście ewentualny sabotażysta pomyślał o wszystkim i nie zabrał po prostu materiałów wybuchowych ze zbrojowni Excelsiora. Oczywiście - ostrożnie. Bowiem mężczyzna w hełmie już mógł przebywać na miejscu, jako osoba, której zostało powierzone zadanie poprowadzenia śledztwa... w takiej zaś sytuacji lepiej byłoby pozostać niezauważonym.
Hei podniósł się z podłogi, podszedł do drzwi, otworzył je, wyszedł i cicho jak kot skierował się w stronę zbrojowni...
Bubeusz
USER_AVATAR
Lanikan podrapał się po brodzie, uspokajając oddech i emocje.
- Przepraszam - zwrócił się do pani oficer - to nie jest zwykła choroba. On został zaczarowany. Albo coś w ten deseń.
Glaurungo
USER_AVATAR
Oficer medyczna podeszła do Lanikana.
- Z początku też rozważałam taką możliwość, jednakże w międzyczasie sprawdziłam informacje na temat magii tego typu w starych księgach. Wymaga ona dużo czasu i małej odległości, a w imperium nigdy nie była praktykowana. Coś takiego mogłoby się wydarzyć jedynie na planecie i nie być wynikiem działania naszych magów. A według raportu tubylcy nie byli czarodziejsko uzdolnieni. To musi być jakiś zwyczajny wirus, lub zatrucie... - powiedziała.
Yuber
USER_AVATAR
-Doprawy?- Zapytał z niedowierzaniem w głosie Marvin, podchodząc do drzwi. Spokojnym krokiem wszedł do zbrojowni i zaczął sprawdzać, czy niczego nie brakuje.

[size=9:7a6ba7cb93][ Komentarz dodany przez: Glaurungo: Pon 30 Mar, 2009 ][/size:7a6ba7cb93]
[color=indigo:7a6ba7cb93][size=11:7a6ba7cb93]Co prawda mówiłem, żeby zignorować na razie posta Chestera, bo skoro cię tam jeszcze nie ma, to co tu dopiero mówić o zawartej w nim wypowiedzi, lub co gorsza o odpowiedzeniu na nią, ale skoro już tak bardzo się uparliście na to, to i piszcie tak jak jest. Ja umywam ręce nad wszelką niespójnością.[/size:7a6ba7cb93][/color:7a6ba7cb93]
Morok
USER_AVATAR
Lee ostrożnie wyjrzał zza węgła, zaraz jednak schował głowę. Podejrzenia zabójcy sprawdziły się - mężczyzna w hełmie już tu był. Hei szybko skrył się w pobliskiej wnęce, skąd mógł nasłuchiwać każdego kroku, nie będąc zarazem widzianym.
"Ten drugi... miał na imię Chester, o ile pamiętam. Co on tutaj robi? Czyżby... nie, to niemożliwe, w trakcie ataku był przecież na powierzchni planety..." - myślał czarnowłosy, przyciskając plecy do ściany.
Glaurungo
USER_AVATAR
Zbrojownia okazała się duża komnatą pustą pod względem jakichkolwiek tajemniczych sabotażystów. Była za to pełna rozmaitych broni począwszy od blasterów, aż po umieszczone w skrzyniach składane ciężkie wyrzutnie plazmowe służące do ostrzału artyleryjskiego. Nie było zauważalnych większych ubytków.
Karv
- Skoro wszystko w porządku - powiedział Chester, zatrzymując się przy i unosząc wzrok znad zbiorów w zbrojowni, na Bliznę. - to chyba możemy odmaszerować i potraktować to jako niedopatrzenie. Czyż nie?
Powoli zaczął kierować się w kierunku drzwi, prowadzących na zewnątrz zbrojowni.
Glaurungo
USER_AVATAR
Bliznę opanowało w tym momencie opanowało złe przeczucie - Czemu on tak bagatelizuje otwarcie zbrojowni podczas kwarantanny i nalega na tak szybkie opuszczenie tego miejsca? - wyjaśnienia były dwa: Albo był niekompetentny, albo...

W tym momencie do sali wpadła dwójka ochroniarzy poinformowanych wcześniej przez Chestera o nieokreślonych niepokojach w zbrojowni. Z tego też powodu, gdy tylko zobaczyli mrocznego chełmowca obok szefa ochrony wyjęli zza pasów pistolety blasterowe i wycelowali w Bliznę...
Yuber
USER_AVATAR
-Ej, do cholery!- Warknął Marvin, odwracając się i podnosząc przed siebie ręce -Opuścić tą broń, nie wiecie kim jestem?- Zapytał, wskazując palcem ochroniarzom swoją odznakę. Nie cierpiał, gdy ktoś niższy rangą celował w niego bronią... Już raz oberwał od swojego w twarz i był przewrażliwiony na takie sytuacje.

-Lepiej sprawdźcie nagrania w tym sektorze, i powiadomcie kogoś od kwarantanny, że możemy mieć przeciek.- Powiedział stanowczo.
Laire
USER_AVATAR
(możecie mnie wszyscy pacnąć po łbie, za nieodpisywanie w terminie xD)

Shiva szła korytarzem, gwiżdżąc 'I'm feelin' good' pod nosem (XD). Zgrabną laseczkę z wiśniowego drewna miała opartą o ramię. Uniosła brwi i zaprzestała swojego jakze cudownego nucenia, gdyż ujżała Lee, tego archeologa, któremu podkradała jedzenia. Krył się za węgłem, zza którego przed chwilą się wychylał. Kobieta podeszła do niego, stajac tak, by jej również nie było widać.
- Co tam jest takigo ciekawego? - spytała opierając się o ścianę ramieniem.
Morok
USER_AVATAR
- Gdzie? - zapytał nieobecnym głosem Lee. Już gdy usłyszał kroki z przeciwnej strony, zza pazuchy wyjął bułkę i teraz ją gryzł, wyglądając, jakby nigdy w życiu nic innego nie robił. Opierał się o ścianę, wcale nie wyglądając na kryjącego się, raczej... na egzystującego. Bułka była przedłużeniem tej egzystencji, świadectwem "Jem, więc żyję.".
- A ffo Ffy fufaj łowiff? Feff fseff moje wwułki?* - zapytał z zainteresowaniem archeolog, zaborczo odwracając się do ściany.

[*A co Ty tutaj robisz? Też chcesz moje bułki?]
Laire
USER_AVATAR
- Tak, bardzo interesują mnie twoje wwułki ^^ - uśmiechnęła się. Sięgnęła do kieszeni i wyciągnęła truskawkowego lizaka., którego po chwili trzymała w ustach.
- Szkoda, skończyły mi się już malinowe... One są najlepsze... Są jeszcze o smaku coca-coli, też niezłe - wyjąsniła, jakby to był szalenie wazny i ciekawy temat.
- W ogóle, co ty tu robisz... Znaczy wiesz, ja się przydaję, bo umiem zrobić każdą broń z liścia i gałęzi, Chester ma doświadczenie, Marvin jest po prostu dziwaczny, to się nadał, Lanikan leczy, ale ty... Na statku nie ma ziemi ani szczątków, więc nie bardzo rozumiem...- spojrzała na towarzysza, wyciągając lizaka z ust, na okazję tej dłuższej przemowy.
Glaurungo
USER_AVATAR
Strażnicy popatrzyli znacząco na Chestera, a gdy ten skinął* głową opuścili broń. Nie uznali jednak za konieczne "powiadomienie kogoś od kwarantanny", albowiem właśnie jedna z tych osób stała przed nimi. Osoba, która swoją drogą posiadała komunikator**. Stanęli więc jedyni na baczność spoglądając wyczekująco na podporucznika.




[size=9:ac392fdb92]*Mam nadzieję, że nie dostanie mi się teraz znowu za kierowanie Twoją postacią, ale jeśli zamierzasz postąpić inaczej, to poinformuj mnie szybko, bo będzie zabawnie;)
** W sprawie kwarantanny wyżej od Chestera stoi już tylko Faeroc
*** Po pierwsze cieszę się, że jednak żyjesz;) Po drugie: *Słychać głośne, acz chybione pacnięcie*. Nie zdążyłem cię wpleść w sesję aż tak głęboko, aby ktokolwiek z drużyny zauważył twoją nieobecność, lub terminowe odpisanie stawało się niezbędne. Między innymi dlatego na odprawie Faeroca nie dodawałem rozkazu dla Shivy "napraw reaktor". Po trzecie: Nie każde imperium musi się opierać na coca coli:)[/size:ac392fdb92]
Morok
USER_AVATAR
Lee przełknął i gestem inteligentnej postaci poprawił sobie na nosie okulary. Gest ten wydawał się tym śmieszniejszy, że czarnowłosy okularów nigdy nie posiadał.
- Archeologia dzisiaj to nie tylko wykopywanie ziemi i szczątków. To również badania nad starożytną, obcą technologią, nad którą obecnie pracują naukowcy Imperium. Gdybyśmy podczas podróżny natknęli się na coś starego i nieznanego, ja to dostaję. I ja również dbam, żebyśmy się na coś takiego natknęli - wyjaśnił niesamowicie irytującym tonem pouczenia.
Karv
- Jeden niech pójdzie, faktycznie, sprawdzić te nagrania - polecił Chester. - A drugi na wszelki wypadek tutaj zostanie. Chociaż nie sądzę, żeby, było to jeszcze konieczne. Cóż, ostrożności nigdy za wiele.
Spojrzał na Bliznę, kiedy już tamci odeszli.
- Co o tym myślisz?
Yuber
USER_AVATAR
-Mamy dwie opcje; w każdej widzę głupca. Jedna opcja to głupiec, który zostawiłby zbrojownię otwartą, a druga to głupiec, który włamałby się tutaj i niczego nie zabrał...- Powiedział, odwracając się na powrót w stronę ładowni. Spojrzał jeszcze raz na jej wyposażenie. -Chyba, że ktoś tu coś zostawił...-

Jest zbyt spokojny - pomyślał o Chesterze podczas przeglądu -Jeśli to naprawde on, to jest zbyt spokojny jak na idiotę, który nic by nie zabrał... To zbyt bez sensu.
Ymir
USER_AVATAR
Światło w zbrojowni zgasło. zdało się się słyszeć, naładowanie jakiejś bliżej nieokreślonej broni. Chester się wzdrygnął lecz nie odsunął, czekał. Wkrótce zbrojownia zaczęła napełniać się dymem,, który ograniczał jeszcze bardziej pole widzenia. Nagle tuż obok Chestera rozległ się głośny tupot, nie trzeba było długo czekać, by tuż obok niego przemknął cień uzbrojony w dwie ciężkie bronie palne, chłopak odruchowo odsunął się, co było błędem gdyż postać przebiegła dalej, po czym strzeliła kilka razy w przestrzeń za sobą.
Laire
USER_AVATAR
Shivie i tak coś nie pasowało, co doskonale wyrażała jej mina.
- Ale ta misja miała cel dyplomatyczny...- zaoponowała
- nie potrzeba nam na niej archeologów. Kręcisz...-pogroziła mu palcem.
Wtem usłyszała strzały. Shiva wyszarpnęła blaster z kabury i przytulona plecami do ściany wychyliła się nieco, by zobaczyć co się dzieje. Do ewentualnego podejrzanie wyglądajacego - strzela. Najwyżej ktos niewinny spędzi trochę w ambulatorium, a winny zostanie unieruchomiony. mwhwhwh!
Karv
Postąpił odruchowo, skoczył w bok, aby po chwili runąć plackiem na ziemię. Miał nadzieję, że Blizna postąpił jednakowo. Na wszelki wypadek wydał jeszcze z siebie okrzyk "Uwaga!". W międzyczasie, który swoją drogą to międzyczas trwał bardzo krótko, w ręku Chestera pojawił się pistolet blasterowy. Nie mierzył, nie było sensu w tym dymie. Wystrzelił po prostu kilkakrotnie w kierunku drzwi. Miał nadzieję, że odesłany przez niego wartownik zadziała tak, jak zadziałać powinien. Sam Chester wyprostował się i pognał za dziwnym osobnikiem. Musiał go dogonić.
Yuber
USER_AVATAR
Blizna nie powiedział nic - gwałtownym przyciśnięciem właczył w hełmie skaner, żeby widzieć coś w tym dymie. W sali nic już nie było, więc wybiegł pędem ze zbrojowni, wyłączając skaner i spoglądając w korytarz. Nie wyciągnął broni, lecz swoją dłoń przed siebie i wymówił szeptem słowa zaklęcia, wpatrując się w uciekiniera...

Marvin bardzo, bardzo chciał, aby czar przewrócił falą telekinetyczną biegnącego jegomościa.
Morok
USER_AVATAR
- Excelsior to jeden z trzech okrętów Imperium, oczywistym jest, że będzie miał własnego arche... - zaczął Lee, wówczas jednak rozbrzmiały strzały. Mężczyzna natychmiast padł na podłogę, zakrywając głowę dłońmi. Przetoczył się, kątem oka obserwując całą sytuację i udając skrajnie przerażonego.
Bubeusz
USER_AVATAR
- To absolutnie niemożliwe - odparł Lanikan tonem nieco zbyt spokojnym niż wskazywałyby to słowa. - Gdyby to była zwykła choroba, wyczułbym... to. Tymczasem... - urwał, zerkając na kapitana.

W jego umyśle zapaliło się światełko ostrzegawcze. "A może ukrycie aury nie ma nic wspólnego z chorobą..? Może kapitan już wcześniej się tak celowo zabezpieczył, by uniknąć mojej niezapowiedzianej ingerencji?"

-Właściwie - odezwał się znowu do kobiety - właściwie to to całkiem możliwe.

Oficer zsunęła lekko okulary, patrząc znad nich na swojego dziwnego rozmówcę.* Chciała się odezwać, ale wtedy rozległy się strzały. £ysy medyk zastygł na sekundę w bezruchu, po czym wyszedł szybkim krokiem z pomieszczenia, rzucając jej tylko:
- Opiekuj się nim.

I ruszył w stronę zbrojowni.

[size=9:d84fc5b3d6]*mam nadzieję, że nie wbiłem się zbyt mocno w Twoją działkę, Glau ;) Jeśli tak, to nie krępuj się usuwać/edytować/cokolwiek.

[color=indigo:d84fc5b3d6]Pomijając fakt, że znajdujesz się jakiej 6 wypełnionych stalą pięter pod miejscem, gdzie wystrzelono nie tak znowu głośne pociski... No, ale niech będzie, już ci to daruję.
Co do oficer, to nie planowałem jej zbytnio, więc równie dobrze może mieć okulary.[/color:d84fc5b3d6][/size:d84fc5b3d6]
Glaurungo
USER_AVATAR
Shiva wychyliła się zza ściany spoglądając w głąb zadymionego korytarza. Nagle wśród kłębów zaczęła rosnąć pokaźnej postury mroczna postać. Technolożka zdążyła dwukrotnie wystrzelić w stronę biegnącego mężczyzny nim ten wyłonił się z otchłani korytarza. Obydwa blasterowe pociski chybiły. Nie pociągnęła za spust po raz kolejny, gdyż olbrzym zrobił iście szokujące wrażenie. Wyglądał jak najgorszy koszmar ochroniarza. W rękach trzymał dwa ciężkie shotguny laserowe. Ubrany był w lekki pancerz, na który zarzucone miał dwa pasy wypełnione granatami rozmaitych gatunków i bombami plazmowymi. W tym momencie można go było przyrównać bardziej do szarżującego nosorożca niż do czegokolwiek innego. Mimo to młodej podporucznik udało się w porę usunąć z toru biegu szaleńca.

* * *

Tymczasem dwa metry dalej, koło zbrojowni...

Pierwszy z strażników, ten, którego Chester odesłał do przeglądania nagrań, a zarazem ten, który będąc na korytarzu zdołał lepiej przyjrzeć się dziwnej postaci zaczął biec... w przeciwnym kierunku. Drugi gwardzista pozbawiony doświadczeń kolegi postanowił jednak towarzyszyć szefowi ochrony. W tym momencie jednak wzdłuż przejścia przemknęła fala psychokinetycznej energii nie czyniąca najmniejszej krzywdy tajemniczemu, potężnemu olbrzymowi, aczkolwiek zwalająca obu ochroniarzy z nóg...
Ymir
USER_AVATAR
Oxwin biegł bardzo szybko, sadząc duże susy, dzięki którym fala kinetyczne tylko lekko go popchnęła, w pewnym momencie skręcił w korytarz na lewo po czym odbił się kilka razy od ściany, by ostatecznie zrobić szpagat pomiędzy nimi tuż pod sufitem, gdzie zamieścił kolejne dymne granaty. Zeskoczył i pobiegł dalej. Przy końcu korytarza, tuż przed skrętem wystrzelił jeszcze kilka salw, w tym trafiając w granaty, które eksplodując zalewały kolejne korytarze dymem.. Po kilku wystrzałach z szaleńczym okrzykiem pobiegł w stronę reaktora.
Yuber
USER_AVATAR
Blizna widząc, że fala nie zadziałała na biegnącego, zaczął biec szybko za nim. Zignorował dym dzięki hełmowi, który został włączony w tryb podczerwieni.

Jedną ręką sięgnął po komunikator, który dał mu sam pierwszy oficer, i włączył go, w beigu zdając relację.

-Sir, mamy tutaj do czynienia z profesjonalistą! Sabotażysta biegnie korytarzem w stronę reaktora, zadymiając wszystko za sobą. Bez odbioru- Zakończył zadyszanym głosem, chowając komunikator i wyciagając swój ręczny blaster. Biegł za uciekinierem, ciągle skanujac teren przed sobą podczerwienią.
Morok
USER_AVATAR
Lee, westchnąwszy ciężko, wstał. Dookoła niego unosił się dym, który wypełniał już kolejne pomieszczenia. Mężczyzna położył dłoń na ramieniu oficer naukowej.
- Nie ruszaj się stąd. Może być niebezpiecznie - wyszeptał, po czym, nie czekając na odpowiedź, wskoczył w dym i śmignął korytarzem za tajemniczym osobnikiem. W biegu twarz Heia przybrała swój zwykły, zimny, obojętny wyraz, dłoń zaś powędrowała za pazuchę. Załopotał długi, czarny płaszcz, po chwili skrywając całą sylwetkę archeologa. Na twarzy pojawiła się biała, uśmiechnięta maska. Zabójca, przyzwyczajony do warunków ograniczonej widoczności, cicho jak duch i szybko jak błyskawica mknął w kierunku, w którym podążał ogromny osobnik.

[size=9:c1644ec9ec][ Komentarz dodany przez: Glaurungo: Wto 31 Mar, 2009 ][/size:c1644ec9ec]
[color=indigo:c1644ec9ec][size=9:c1644ec9ec]Rękę na ramieniu oficer medycznej?:) 6 pięter dalej?[/size:c1644ec9ec][/color:c1644ec9ec]

[color=blue:c1644ec9ec][size=9:c1644ec9ec]Aaa! Oczywiście - naukowej XD. Pewnie podświadomie zasugerowałem się postem Lanikana! *zwala winę*[/size:c1644ec9ec][/color:c1644ec9ec]
Karv
Chester, krztusząc się, próbował dotrzymać kroku Bliźnie. Nie było to łatwe, on nie miał hełmu, który ułatwiałby mu poruszanie. Kaszląc i dysząc ciężko oraz mrużąc mocno oczy, biegł przy ścianie, modląc się w duchu, aby koniec korytarza był blisko. Jak najszybciej wydostać się z tego pieprzonego korytarza i dopaść sukinsyna, kołatał mu się w głowie cel. Pozwolił Bliźnie biec trochę z przodu.
- Na poziomie * znajduje się uciekinier! Uzbrojony i dość zdesperowany - oznajmił do komunikatora. Więcej chyba nie było potrzebne, powinni wiedzieć, co mają robić.

*Nie umiem się doliczyć na tym rysunku obrazującym Elexiora, na którym poziomie jest zbrojownia.
Laire
USER_AVATAR
Shiva kiwnęła głową. Ni ebyła typem który świetnie walczył. Coś tam może i potrafiła, ale nie było tego wiele więcej jak zestaw uników, przeskoków i cichych ataków z zaskoczenia. Takie były najskuteczniejsze, zdaniem pani oficer. Wyrzuciła lizaka do kosza i zasłoniła sobie pół twarzy chustką chigieniczną. Przez chwilę wpatrywała się jeszcze za niknącą czernią Lee i już miała ruszyć na mostek kiedy zdała sobie sprawę, gdzie prowadzi korytarz którym pomknęli ci wszyscy narwańcy. Było tylko jedno ważne miejsce, które ten koleś chciałby odwiedzić.
- O kutwa...- przekleństwo było trochę zniekształcone, ale nadal dość wyraźne by wyodrębnić je od innych. Biegiem puściła się w przeciwną stronę, by zaraz pchnąć drzwi i zbiec metalowymi, wąskimi schodami, prawdopodobnie dla personelu w razie alarmu. na razie był jednak pusty, więc spokojnie mogła przedostać się na niższy poziom.
Usłyszała głos Chestera w odznace.
- Koleś chce nas pozbawić reaktora, albo wszystkich wysadzić w powietrze - powiedziała zdyszana, gdy tylko wyszarpnęła komunikator z kieszeni.
- Możliwe jeszcze że chce przedostać się do Ambulatorium. Jest zaraz pod reaktorem. - dodała jeszcze. Nie musiała chyba wspominać co w ambulatorium się znajdowało.
- Będę przy zejściu z reaktora do ambulatorium. - to były jej ostatnie słowa. Wepchnęła odznakę spowrotem do kieszeni i wbiegła na kolejne schody, z ostatnich sześciu stopni po prostu zeskakując. Pobiegła korytarzem równoległym do tego, którym teraz pewnie biegł ten szaleniec. Teraz musiała tylko dostać się do sali chorych, na sam jej koniec, do magazynów z lekami. Tam powinno być jakieś małe wejście na górę.
Ymir
USER_AVATAR
Oxwin powoli dobiegał do generatora, już miał do niego wejście kiedy nagle skręcił i zszedł po schodach w stronę sali z lekami, nawet jeśli ominął Shivę, to to nie miało znaczenia. Niezauważony wszedł do generatora, gdzie podłożył kilka dziwnie wyglądających bomb ustawionych na czas 3 minut, po czym szybko opuścił miejsce sabotażu.


W trakcie ucieczki, wyrzucił za siebie shotguny by z pleców zdjąć wa ciężkie karabiny. Przystanął, w celu wyrzucenia granatu zapalającego za siebie, płomienie, zaczęły gonić Stavleya, który szybko kontynuował swój bieg trąc lufami karabinów o ściany, co wywoływało wyjątkowo hałaśliwy, niepokojący i nieprzyjemny dźwięk. Teraz biegł w stronę kantyny.
Morok
USER_AVATAR
Hei na ułamek sekundu zatrzymał się w swym pędzie, słysząc dziwny odgłos. Już po chwili zamaskowane oblicze niezawodnie zwróciło się w kierunku celu, Czarny, uznając, że generatorem zajmie się ktoś inny, popędził za sprawcą szybko i cicho jak sama śmierć. Zeskoczywszy ze schodów...
[Ujrzał granat oślepiający, ale dzięki refleksowi zabójcy na czas zakrył twarz rękawem, po chwili zaś śmignął dalej w kierunku ofiary, odrabiając cenne sekundy?]
[Ujrzał granat oślepiający, który wybuchł światłem i dymem?]
Glaurungo
USER_AVATAR
Hei był nieco szybszy od szalonego berserkera i udało mu się uniknąć wystrzeliwujących w korytarzu płomieni. Przeskoczył nad żarzącą się posadzką, przeturlał się pod opadającym shotgunem i powstał, aby dalej gonić "swą ofiarę". Stracił przez to kilka cennych sekund, które wystarczyły sabotażyście na podstawienie ładunków...

Nieco mniej szczęścia miał Marvin, któremu płomienie całkowicie odcięły drogę. Ogień zapewne zniknąłby w ciągu paru minut, aczkolwiek nie było chyba najlepszym pomysłem, aby dawać tyle ciężko uzbrojonemu szaleńcowi. Najgorzej jednak poszło Chesterowi, który poruszając się z zamkniętymi oczami w gryzącym dymie szybko dogonił Bliznę. Nie zdołał jednakże zatrzymać się przed wpadnięciem w płomienie...



[size=9:a004aa308a]* Oxwin minął Shivę[/size:a004aa308a]
Yuber
USER_AVATAR
Blizna zatrzymał się, widząc, że dalej nie pobiegnie - byłoby to samobójstwem. Zauważył jednak, że nie wszyscy zważali na swoje życie.

-Głupiec!- Warknął, widząc, że Chester wpada między płomienie. Ruszył w jego stronę, starając się go jak najszybciej pochwycić i wyciągnąć z tego piekła...
Morok
USER_AVATAR
Hei pędził dalej. W prawej dłoni zabójcy pojawił się charakterystyczny, matowy nóż, lewą zaś Czarny wystawił do tyłu, gotów do zamachu. Gdyby ujrzał podejrzanego osobnika, jednym szybkim zamachem wyrzuca linkę z lewego rękawa (tak, by ta oplątała sabotażystę w najłatwiejszym do trafienia miejscu - wszystko jedno, noga czy ręka - i zacisnęła się), klingą noża odbijając ewentualne lecące w jego kierunku przedmioty. Jeśli berserker wyjmie jakąś broń i zacznie strzelać, zabójca zasłoni twarz rękawem płaszcza, nie wystawiając zarazem reszty ciała poza obręb ochronnego stroju - i linką oplącze lufę broni, po czym natychmiast prześle po niej ładunek wystarczący do sparaliżowania przeciwnika.
Glaurungo
USER_AVATAR
Dopiero po chwili Chester zorientował się, że płonie. Poczuł wszechogarniający ból. Ogień palił mu twarz, spalał skórę i oczy. Wiedział, ze nie ma najmniejszej szansy na wyjście z tego żywym, a jeśli nawet, to nie będzie to życie zbyt przyjemne. Nim zdążył wysunąć rękę z tego piekła poczuł, jak stopiona stal odznaki zalewa mu klatkę piersiową. Chciał krzyczeć z bólu, lecz nie mógł dobyć tchu. Wokół był tylko gryzący dym. Cierpienie stawało się nie do zniesienia, a podporucznik zaczął modlić się o śmierć... Lecz w tym momencie silne, opancerzone ręce chwyciły go i wyciągnęły z tego piekła...*

Hei tymczasem** rzucił stalową linką, która zgodnie z oczekiwaniami owinęła się wokół buta nic nie podejrzewającego Oxwina. Gumowego buta... Lee odruchowo przesłał ładunek, który natychmiast uziemił się w podłożu. Linka szybko się napięła, po czym została wyrwana z dłoni zabójcy. Niestety "archeolog" nie zdążył jej wypuścić na czas i został powalony na podłogę... Chwilę później szalony sabotażysta jednym ruchem nogi strzepnął metalowy sznurek i pobiegł dalej...



[size=9:a8c2f42c8d]* Chester wygląda na razie jak Darth Vader po bliskim spotkaniu z wulkanem;) No, może prócz oderwanych kończyn...
** Ze względu na to, że uznałem post Ymira za przesadzony rozwiążę to inaczej, osobiście.[/size:a8c2f42c8d]
Morok
USER_AVATAR
Hei szybko pozbierał się z podłogi, ruchem nadgarstka aktywując wciągarkę, która w mgnieniu oka zwinęła i skryła koniec linki w rękawie. Nie zrobił tego wcześniej, niestety - trudno, co było, to było. Zamaskowany zabójca tymczasem w milczeniu wahał się, czy biec dalej za sabotażystą... zdecydował jednak inaczej. Kilkoma szybkimi ruchami zdjął z siebie czarny płaszcz, szybko go złożył i schował. Maskę również wsunął za pazuchę. Następnie, pobiegł z powrotem, do miejsca, w którym berserker podłożył ładunki wybuchowe. Tam ukląkł i zaczął się do nich przymierzać, sprawdzając, czy potrafi je rozbroić...
Yuber
USER_AVATAR
Blizna chwycił Chestera ramionami i zaczął jak najszybciej oddalać się razem z nim od źródła ognia. Teraz życie żołnierza było ważniejsze niż zlikwidowanie sabotażysty....

-Medyk! Medyk!- Wrzasnął, ciągle odchodząc do tyłu. Spojrzał na twarz chłopaka, na jej poparzenia, rany. Pod hełmem on wygląda podobnie...
Laire
USER_AVATAR
Shivie mignęły po kolei dwie postaci. Wyszeptała pod nosem jakieś przekleństwo i wbiegła na górę by zobaczyć czy z reaktorem wszystko w porządku. Jeśli celem był dowódca, Lee się nim zajmie.
- Pięknie, cholera! - krzyknęła, stając w wejściu. Jej mieśnie napięły się, zmuszając Shivę do cofnięcia się o krok. Powtrzymała się jednak i podbiegła do pierwszej, sięgając do przypiętego na udzie pokrowca.
- Mamo, zawsze cię kochałam, Tato jesteś skurwysynem, ale i tak cię lubię - szeptała pod nosem, odkręcając śróbki obudowy. Nie miała czasu sprawdzić, czy śróbki nie mają laserowego odciążnika, ale skoro po ściągnięciu pokrywy nic się nie stało, takowego nie było. Tutaj niestety nie było tak jak na filmach; sekundowego napięcia: który wybrać: czerwony zielony czy żółty. Wszystkie były białe, lub szare, ale Shiva z łatwością zlokalizowała ten, który odbiegał od ładunku do zapalnika i natychmiast przecięła go cieńkim nożykiem. Adrenalina dodatkowo przyspieszyła jej ruchy i zręczność, tak ze teraz śmigała odkręcając kolejne trzy śróbki, przecinając kabelek, w ostatniej odkreciła jedną i po prostu podważyła wieczko, widząc na liczniku ostatnie sekundy i z taką siłą szarpnęła odpowiedni kabelek, że ręką uderzyła w ścianę. Mimo to nie wypuściła nożyka z dłoni, nadal sciskając go kurczowo. Oficer dysząc jak po maratonie oparła drżące dopiero teraz dłonie na kolanach.
- O kutwa, było blisko...- otarła wilgoć z czoła i schowała nożyk. Przyklękneła przy bombach i wyjęła ładunki wybuchowe z obudowy, odcinając paski zabezpieczeń. Tak na wszelki wypadek, gdyby bomby posiadały zapasowy zapalnik, który aktywował się zazwyczaj po trzech minutach, więc akurat za półtorej. Po wszystkim trzymała w dłoni trzy paczuszki i delikatnie trącała stopą rozbebeszone plastikowe skorupy.
- Ten świr podłożył trzy bomby w reaktorze, wszystkie są już rozbrojone - powiedziała rzeczowo do komunikatora.
Bubeusz
USER_AVATAR
Lecz medyk nie mógł odpowiedzieć na wołanie.
Miał większe problemy.

Właśnie biegł na niego jakiś szaleniec.
Lanikan był przygotowany na wszystko, a jego umysł pracował na najwyższych obrotach. Czas zdawał się zwalniać, by zmysły mogły dokładnie rejestrować każdy ruch nieznanego osobnika i prawdopodobnie sprawcy całego tego zamieszania.


Oxwin dostrzegł nieznaną sylwetkę w świetle korytarza. Stała sobie spokojnie, z rękoma opuszczonymi wzdłuż ciała, jakby oczekując, aż podejdzie na odległość umożliwiającą swobodną rozmowę. Poczuł delikatne ukłucie w tyle głowy, lecz nie zwrócił na nie najmniejszej uwagi.

Lanikan właśnie zapuszczał swoje "mentalne macki" w umysł sabotażysty. "Najlepszą obroną jest niedopuszczenie do ataku" - medyk bardzo lubił to powiedzonko.

[size=9:c74da363ee][ Komentarz dodany przez: Glaurungo: |1 Kwi 2009|, 2009 17:01 ][/size:c74da363ee]
[color=indigo:c74da363ee][size=9:c74da363ee]A więc Chester jednak zostanie poważnie okaleczony... No trudno;)[/size:c74da363ee][/color:c74da363ee]
Glaurungo
USER_AVATAR
Bliźnie nie odpowiedział kompletnie nikt. Wszyscy byli zajęci działaniami sabotażysty. Chester umierał w ramionach Marvina, lecz ten nie mógł temu w jakikolwiek sposób przeciwdziałać. Jedyną drogę do ambulatorium blokowały potężne płomienie. Widocznie młodemu podporucznikowi pisane było niespodziewanie umrzeć tutaj, opuszczonym przez wszystkich...*

Shiva otarła pot z czoła i obróciła się w stronę wyjścia. Widok zmroził jej krew w żyłach... Nad drzwiami wisiał czwarty ładunek, na którego liczniku widniało już tylko kilka sekund. Technolożka rzuciła się w jego stronę, aczkolwiek wiedziała, że już nie uda jej się go rozbroić. Gdy była już jedynie dwa metru od ładunku cyferka zmieniła się w zero, a wokół można było usłyszeć głośny huk. Błysnęło i zadymiło... Lekko. £adunki były fałszywe i niegroźne...

Tymczasem Heiowi udało się błędnie rozbroić piątą bombę, która wybuchła równie mocno jak poprzednia...

Macki myślowe Lanikana przeniknęły przez miękką jak torf mentalną zasłonę sabotażysty... W pojedynkach woli był on dość kiepski i po 0,3 sekundy poddał ostatnią linię obrony. Kapłan natychmiast wykorzystał swoją przewagę i całkowicie sparaliżował napastnika...


[size=9:6c3336789c]* Napisz jakieś ostatnie słowa. Chociaż "Powiedzcie mojemu psu, że go kocham", albo "Spłaćcie mój dług w barze...";)[/size:6c3336789c]
Ymir
USER_AVATAR
Oxwil, gdy tylko poczuł jak coś targnie się na jego umysł, natychmiast odpuścił, szybko stracił kontrolę nad nogami, przewrócił się. Po chwili psychiczno-fizycznego bólu już nic nie mógł zrobić, został sparaliżowany od stóp do głów. Czuł jak coś znajduje si w jego umyśle, jego mózg, powoli nie wytrzymywał przeciążenia. Oxwinowi krew powoli wypływała z ust, był jednak zbyt twardy by umrzeć tak łatwo.

Teraz gdy można się mu było bliżej przyjrzeć nie sprawiał wrażenia takiego jak na początku. Owszem był dość mocno umięśniony, a jego postura była nieco większa od reszty, ale cała ta masa mięśniowa była bardzo dobrze rozprowadzona, co doprowadzało do tego, iż Stavley wyglądał nie tyle na 'napakowanego' co bardziej na regularnie ćwiczącego i po prostu wyprostowanego. Jego ciało pokrywał bardzo lekki pancerz, umożliwiający szybkie i sprawne ruchy, który to przepasany był na krzyż skórzanymi pasami z miejscami na ładunki wybuchowe. Buty, były dość duże, ze srebrnymi klamrami, które błyszczały odbijając padające na nie światło. Ale nie świecidełka były teraz ważne...
Bubeusz
USER_AVATAR
[size=9:d0457d8861]Kuźwa no nie dadzą pogadać xD
A co do Chestera - jak sobie to wyobrażasz? Lanikan szedł w dobrą stronę, ale pomiędzy nim a Chesterem był Oxwin :P Albo ja już zupełnie nie rozumiem tej mapki Excelsiora. [/size:d0457d8861]

Lanikan nie spodziewał się, że zdoła całkowicie rozbroić umysł sabotażysty. Poszło zdecydowanie lepiej, niż myślał. Widocznie stres i chaos w umyśle jeszcze bardziej osłabiły siły mentalne mężczyzny. Uśmiechając się w duchu, zostawił leżącego jak kłoda napastnika i poleciał dalej, w biegu nadając komunikat o położeniu i unieszkodliwieniu sabotażysty. Nie było szans, że Oxwin po takiej ingerencji szybko dojdzie do siebie. Lecz nie to zaprzątało teraz myśli medyka.

Właśnie swobodnie przemykał przez płonący korytarz, stosując bardzo starą sztuczkę, która ongiś pozwalała chodzić po rozżarzonych węglach. Jedynym problemem było oddychanie w dymie, ale i z tym sobie poradził - w sposób maksymalny spowalniając oddech.

Wypadł z dymu wprost na Marvina i rannego Chestera. Z ulgą zaczerpnął świeżego powietrza i rozwiązał bariery mentalne, które ochroniły go przed ogniem. Bez chwili zwłoki przypadł do rannego Chestera, kładąc obie dłonie na jego twarzy. Zamknął oczy.

Blizna w milczeniu obserwował lekko drżące od nadmiaru wibracji dłonie medyka i słuchając jak jego oddech szybko zaczyna się wyrównywać. Po chwili w korytarzu zapanowała kompletna cisza.
Yuber
USER_AVATAR
Schlacht nie mówił nic, właściwie nawet nie drgnął. Nie miał zamiaru przeszkadzać jedynemu człowiekowi, który był w stanie pomóc Chesterowi. Patrzył tylko na to, co robi Lanikan, i czuł, jak aura wszędzie wkoło drży.
Glaurungo
USER_AVATAR
Lanikan przesłał potężny impuls leczniczy w głąb ciała podporucznika, lecz, gdy zobaczył rozległość oparzeń wiedział, że nie jest w stanie mu pomóc... Pomoc udzielona kapitanowi, włamanie do umysłu Oxwina i przeprawa przez straszliwe płomienie zbytnio wyczerpały medyka. Po chwili oderwał dłonie od gorącej głowy Chestera, która opadła bezwładnie. Podporucznik wydał ostatni jęk i umarł...

[color=yellow:1464398b68]
[size=4:1464398b68]Prima Aprilis - Chester przeżyje. Interwencja Lanikana pomogła! Radujmy się![/size:1464398b68]
[/color:1464398b68]

Tymczasem Oxwin ze strasznym bólem głowy podniósł się z posadzki i pomaszerował spokojnie do kantyny...
Morok
USER_AVATAR
Lee tymczasem pozbierał się z podłogi. Spojrzał kątem oka na bombę, której nie udało mu się rozbroić i westchnął.
"Szaleniec. Podkładać bombę, która i tak nie miała nikogo zabić... co za głupota" - pomyślał. W myślach zanotowując sobie lokację osób, które pozostały w tyle, przemknął okrężną drogą, tak, by na nikogo nie natrafić ani nie zostać przez nikogo zauważonym. Udał się do swojej kwatery i wślizgnąwszy do środka, zamknął za sobą drzwi.

[size=9:57383d31c9][ Komentarz dodany przez: Glaurungo: |1 Kwi 2009|, 2009 18:30 ][/size:57383d31c9]
[color=indigo:57383d31c9][size=9:57383d31c9]Coś mi się wydaje, że Shiva widziała cię przy reaktorze... W szczególności, jak wybuchło. Pozostawiam Laire, czy będzie cię demaskować;)[/size:57383d31c9][/color:57383d31c9]

[size=9:57383d31c9][color=blue:57383d31c9]Ha! Widziała mnie, jak już zmieniłem strój! No i można posiadać nadzieję, że nikomu o tym nie powie XD.[/color:57383d31c9][/size:57383d31c9]
Bubeusz
USER_AVATAR
Lanikan mimo wszystko nie poddawał się. Wiedział, że to jest możliwe, a dopóki miał jeszcze sił, by utrzymać się przy świadomości, dopóty trwała ta nadzieja. Siedział przy rannym dalej i tylko coraz liczniejsze krople potu na czole uświadamiały, że mimo pozornego spokoju, w pomieszczeniu szaleje prawdziwa burza energii, emocji i determinacji... Komórki Chestera dostały potężny zastrzyk energii, natychmiast rozpoczynając gwałtowną regenerację. Uporządkowanie w ciele wzrastało, a harmonia rezonowała, dodając energii.

Lecz medyk wiedział, że niedługo wyciśnie z siebie ostatnie energetyczne poty i pomoc z jego strony zostanie przerwana. A wtedy Chester będzie musiał poradzić sobie sam - dlatego chciał do tego czasu naładować go możliwie maksymalnie. Rozejrzał się za potencjalnymi innymi źródłami energii. Jego spojrzenie trafiło na Marvina.
- Otwórz się dla mnie, prześlę mu twoje siły życiowe - rzekł cicho, wyciągając jedną z drżących rąk w kierunku żołnierza. Choć zewnętrznie Lanikan nie wyglądał na zmęczonego, po głosie słychać było, że już z wielkim trudem utrzymuje wewnętrzny spokój.

***

Oxwin był totalnie skołowany. W umyśle mu wirowało, nie mógł zupełnie zebrać myśli, plątały mu się nogi i czuł się jak pijany i skacowany jednocześnie. Miał wrażenie, że wszystkie funkcje życiowe jakimś cudem przestały ze sobą współgrać i każda działała swoim rytmem. Na szczęście stan ten słabł z każdą chwilą...
Yuber
USER_AVATAR
Blizna nie zaadał żadnego pytania - wiedział o co chodzi; nie na darmo przechodził szkolenie magiczne. Skinął lekko głową kapłanowi i pod hełmem przymknął oczy, biorąc głęboki oddech.
Bubeusz
USER_AVATAR
Lanikan jednak nie był zawodowym magiem.

- Potrzebuję bezpośredniego kontaktu - dodał, wciąż trzymając rękę przed Marvinem. Ten czym prędzej zdjął jedną ze swoich rękawic i podał dłoń.

Napięcie było tak mocne, że obaj odczuli delikatną iskrę, jaka między nimi przeskoczyła. Obwód został zamknięty i Schlacht od razu poczuł nagły odpływ sił, połączony z dziwnym uczuciem, jakby cała krew spływała mu do tej dłoni. A potem dalej, przez ciało Lanikana, aż do czoła Chestera.

Trwali tak przez minutę, podczas której Marvin poczuł, że się poci, a serce przyspiesza rytm. Jak po wysiłku. Tyle, że zamiast dostać rumieńców, zaczął blednąć, a poza tym pojawiły się w jego głowie dziwne myśli i pokusa zerwania połączenia. Rosnąca z każdą sekundą. Zaczął mieć poważne wątpliwości co do tego, że Lanikan wie, kiedy skończyć czerpać.
Yuber
USER_AVATAR
Jednak Blizna nie dawał tego po sobie poznać, z racji hełmu. W głębi duszy walczył z chęcią zerwania kontaktu. "On wie co robi, nie mogę tego przerwać" - pomyślał, skupiając się.

W końcu żelazna dyscyplina wyćwiczona przez lata objęła nad ciałem kontrolę i Marvin - z wyczerpaniem - ale czekał, aż Lanikan zakończy swoje dzieło. Żołnierz wiedział, że sam zakończy je dopiero wtedy, gdy zemdleje ze zmęczenia.
Bubeusz
USER_AVATAR
Siedzieli jeszcze przez chwilę... Przed dramatycznie długą chwilę, podczas której wszystko w żołnierzu niemal z odczuwalnym bólem wołało o przerwanie kontaktu. Zaczynał potrzebować więcej powietrza, a hełm i cała reszta uzbrojenia zaczynała mu niemiłosiernie ciążyć. Razem z energią odpływało ciepło, powodując delikatne uczucie chłodu w ciele. Całkiem przyjemne, jeśli wziąć pod uwagę wysoką temperaturę powietrza, spowodowaną szalejącym nieopodal pożarem.

Kiedy przed oczami zaczęły mu krążyć plamki, zdał sobie sprawę z faktu, że być może Lanikan nie należy do tradycyjnych magów i być może wiedza, jaką znał ze szkoleń, okaże się zupełnie nieadekwatna do ich przypadku.
- Blokujesz... - sapnął Lanikan, wzmacniając uścisk.

Marvin błyskawicznie oczyścił umysł.
- Uda się - szepnął znowu mnich, jakby potwierdzając myśli Blizny.

I nagle, jakby na przekór swoim słowom, przewrócił się na plecy, momentalnie zrywając połączenie. Bez czucia padł na ziemię jak kłoda.

W momencie, kiedy energia znów zatoczyła pełny okrąg w ciele Marvina, opanowało go ciepło i błogość... Intuicyjnie spojrzał na Chestera, chcąc zobaczyć wynik eksperymentu. I niemal podskoczył z zaskoczenia - ich kompan zmienił się nie do poznania.
A przynajmniej znowu zaczął przypominać człowieka. Spalony naskórek kruszył się, ukazując świeżą skórę. Jednak jasnym było, że czeka go jeszcze długa rehabilitacja, która i tak nie usunie wszystkich śladów po tym zajściu...

Lanikan nie poruszał się w ogóle.
Ymir
USER_AVATAR
Oxwin szedł cały czas opierając się ściany, w pewnym momencie przystaną i stał tak jeszcze chwile czekając aż miną mu zawroty głowy i mroczki przed oczami. Nagle poczuł się gorzej, zrobiło mu się mdło po czym zwymiotował na podłogę. Przynajmniej poczuł się nieco lepiej. Moment zawahania, ogarnął nim kiedy zastanowił się czy iść o załogi czy w stronę kantyny, wybrał to drugie.
Glaurungo
USER_AVATAR
Chester nagle gwałtownie wciągnął powietrze i otworzył oczy nie całkiem będąc świadomy gdzie i czemu się znajduje. Z wyglądu przypominał już bardziej siebie niż spaloną kupę mięsa. Jedynym, co odróżniało go od poprzedniego* stanu był całkowity brak jakichkolwiek włosów.Przy wsparciu aktualnej technologii nie stanowiło to jednak większego problemu i wyglądało na to, że wyzdrowieje i odzyska poprzedni wygląd w przeciągu tygodnia. Stan podporucznika był stabilny i wyglądało na to, że dalsza kuracja w ambulatorium była na razie zbędna. Płomienie w korytarzu obok już dogasały. Blizna mimo zawrotów głowy i osłabienia podniósł się. Był najprawdopodobniej jedynym z oficerów wojskowych prócz Faeroca wciąż stojącym na nogach a uzbrojony sabotażysta wciąż krążył po okręcie. Podniósł rękę do komunikatora, skąd napłynęły doń informacje, że ów znajduje się w otoczonej ochroniarzami kantynie, którzy tylko czekają na wkroczenie do pomieszczenia**.





[size=9:a5b5f8e7ce]* Przed wypadkiem.
** Przydałoby się abyś tam poszedł. Głupio by było, gdyby Oxwin musiał się tłumaczyć bez udziału graczy...[/size:a5b5f8e7ce]
Yuber
USER_AVATAR
Blizna odparł tylko do komunikatora "Już idę" i wstał ociężale, kjerując się zmęczonym, acz szybkim krokiem w stronę kantyny.
Glaurungo
USER_AVATAR
Po upływie minuty dotarł do głównych drzwi kantyny. Czekało już przy nich czterech ochroniarzy wraz z Faerociem. Gdy tylko ów zauważył nadejście Marvina wydał krótki rozkaz zarówno przez komunikator jak i dla stojących obok żołnierzy.
- Wkraczajcie - powiedział.

Wszystkie drzwi kantyny otwarły się jednocześnie a do środka wpadło dwudziestu ludzi natychmiastowo wycelowywując wszelką posiadaną broń w potężnego sabotażystę. Ich oczom ukazał się jednak dziwny, nieoczekiwany widok. Oxwin bowiem spokojnie siedział przy ladzie paląc cygaro...
Yuber
USER_AVATAR
-Ręce za tył głowy- Warknął Blizna, mierząc w sabotażystę swoim ręcznym pistoletem -Jeden fałszywy ruch, i będziesz się dymił bardziej niż to twoje cygarko.-
Karv
Chester chrząknął, zamrugał.
Wodził wzrokiem po suficie. Wzrokiem trochę zamglonym, nieobecnym.
Przymknął oczy, aby po chwili znów je otworzyć. Uniósł się lekko na łokciach, spojrzał na Lanikana. Dotarło do niego, że kapłan po raz trzeci uratował mu skórę, tym razem w sposób wybitnie dosłowny. Jedną ręką przejechał po swojej - do niedawna - zwęglonej twarzy. Macał ją, muskał. Przeżył, nie mieściło mu się to w głowie. Do tej pory pamiętał potworny ból, towarzyszący wpadnięciu w płomienie. Silnie rozwinięta wyobraźnia sprawiła, że przez moment miał wrażenie jakby znów się palił, jakby znów stał w ogniu. Zacisnął powieki i potrząsnął głową. Uczucie odeszło.
- Dziękuję - zwrócił się do Lanikana. Słyszał jeszcze echo kroków oddalającego się Blizny. - Złapali go? Tego... ten cień?
Edit:
Zauważył, że kapłan nie odpowiada. No cóż, widocznie ratowanie tej wspomnianej już skóry, to nie byle jaka sprawa. Chester przeniósł się do pozycji siedzącej. Nie chciał gonić Blizny i gnać wraz z nim do tamtego zamachowca. Patrzył gdzieś w dal korytarza, od czasu do czasu dotykając swoich polików i czoła.
[size=9:b4f9438701][ Komentarz dodany przez: Glaurungo: |2 Kwi 2009|, 2009 20:15 ][/size:b4f9438701]
[color=indigo:b4f9438701][size=9:b4f9438701]Lanikan jest chyba aktualnie nieprzytomny z wyczerpania:)[/size:b4f9438701][/color:b4f9438701]
Glaurungo
USER_AVATAR
Tymczasem w kantynie...

Faeroc opuścił swoją broń
- Co ty wyprawiasz Ox? - powiedział mocno zaskoczony pierwszy oficer.
Ymir
USER_AVATAR
-Więc...-Odparł nieco zmieszany Oxwwin-Część osób tutaj zna mnie jako jednego z członków załogi, nie lubiłem się zbytnio wychylać, ćwiczyłem tak ja inni tylko w innych porach. Dziś jednak, miałem zamiar się sprawdzić i pomyślałem, że jeśli uda wam się mnie powstrzymać to nie jestem zbyt dobry... - Ox z westchnieniem spojrzał na Marvina - zdaliście na 2, bo choć mnie obezwładniliście, to bomba w generatorze wybuchła...zginęlibyście wszyscy. A teraz dajcie mi spokój bo boli mnie łeb, a zresztą róbcie co chcecie, jak umrzeć to z przeświadczeniem, że mi dobrze poszło.. - Saper chwycił się za głowę i patrzył w podłogę czekając co się ma teraz stać.
Yuber
USER_AVATAR
-Oszalałeś?- Marvin nadal celował bronią w Oxa -Zniszczyłeś korytarze, sprzęt, otworzyłeś ogień do naszych ludzi, a jeden z nich omal nie zginął w płomieniach, gdyby nie kapłan!- Żołnierz odwrócił na chwilę twarz, czy raczej hełm, w stronę Faeroca -Sir, ten człowiek zgodnie z prawem powinien ponieść najwyższą karę...-
Glaurungo
USER_AVATAR
- Ox. Czy to prawda? - zapytał Faeroc. Lecz pierwszy oficer najwidoczniej znał dobrze szaleńca i tylko westchnął nie czekając na odpowiedź - Ze względu kiepski stan umysłowy złagodzimy nieco - na to słowo oficer położył szczególny nacisk - wyrok Zostajesz zdegradowany do stopnia starszego szeregowca Ox, będziesz posiadał ograniczony dostęp do broni, oraz nie dostaniesz żołdu przez pół roku. - obwieścił dowódca, po czym rozkazał pozostałym - rozejść się!

Gdy większość osób wyszła skierował wzrok w stronę Blizny:
- Jakie dokładnie szkody uczynił? - spytał Faeroc.
Yuber
USER_AVATAR
-Spalił granatami drogę przez korytarz do generatora, podkładał bomby w miejscach publicznych, przyczynił się do ciężkiego zranienia Chestera... na pokładzie własnego statku!- Marvin zaczął nerwowo gestykulować ramionami -Przecież to sabotaż we własnym terenie, to jest zdrada!-
Bubeusz
USER_AVATAR
Świeża skóra była strasznie delikatna i wrażliwa. W dodatku wciąż lekko piekła. Szok fizyczny, jaki przeszedł organizm Chestera, jeszcze nie ustąpił całkowicie, a nietypowe leczenie zostawiło w jego umyśle lekki posmak odurzenia. Wirująca w poparzonym ciele energia Marvina i Lanikana, stopniowo adaptowała się do nowego środowiska...

Chester zerknął na medyka. Lanikan wyglądał jak martwy. Jego oddech był dosłownie niezauważalny.
Laire
USER_AVATAR
Shiva zachichotała ponuro, jak z dobrego, katastroficznego żartu i odetchnęła z ulgą. Pchnęła drzwi i z postanowieniem ruszenia na mostek wzięła się za kierowanie własnych zacnych pośladków w tamtą stronę.
- O szlag - powiedziała do siebie, widząc dogasającą scianę płomieni, leżącego Lanikana i wyglądającego jak zombie z horrorów szefa ochrony. jak wiadomo zombiem nie był i jak widać miewałs ie całkiem dobrze, więc oficer zorientowała się, kto tu tak naprawdę potrzebuje pomocy. Przyklęknęła przy medyku i przyłożyła palce do jego szyi, by wyczuć pulsowanie tętnicy. Jednocześnie nachyliła policzek nad jego ustami, by wyczuć jakikolwiek podmuch.
- No i pięknie - oznajmiła tonem, którym zwykle wypowiada się przekleństwa i zerwała się na równe nogi, by popędzić z powrotem i w dół, do ambulatorium.
- Potrzebne mi nosze i medyk. Oficer w bardzo ciężkim stanie na korytarzu przy generatorze. Bardzo możliwe że trzeba będzie intubować. Coś z wentylacją ma nie tak. - kobieta nie wiedziała czym spowodowany był tak słaby oddech Lanikana. Podejrzewała, że to ten wybuch i substancje smoliste które się z niego wydobyły. Była tam tylko na moment a zaraz uderzył ją ten cieżki zapach. W każdym razie, nie miała pojecia ile jego płuca jeszcze popracują.
Dopilnowawszy, że oddział z noszami wyruszył, ona sama udała się do kwater oficerskich. Miała tam parę bardzo ciekawych spraw do załatwienia. Na przykład sprawa tajemniczego, czarnego płaszcza i zaskakującej, nienaturalnej bieli twarzy. Czy tam maski. W każdym razie, było to niezmiernie interesujące.
Po chwili pukała do pokoju Lee, jak na kulturalną osobę przystało.
Ymir
USER_AVATAR
Oxwin sprawiał wrażenie niezbyt przejętego sytuacją w jakiej znalazł się Chester. Bardziej się zdenerwował po usłyszeniu wyroku. Odłożył cygaro odwrócił się powoli i wstał patrząc wrogo na Marvina i Faeroca, nie mógł jednak powiedzieć za dużo, bo mógł pogorszyć swoją., beznadziejną zresztą, sytuację.
- Chester jest... Idiotą skoro wpakował się płomienie niemal celowo, poza tym z nim jest już wszystko dobrze.Korytarze wcale nie są spalone, lecz nieco osmolone, to jest kwestia wylania na nią wiadra wody, nie rozwaliłem generatora, choć uwierzcie mi, mogłem to zrobić. Plus dodatkowo wiedziałem ze macie na statku dobrego medyka, myślicie, że "zaatakowałbym" statek nie wiedząc nic na temat najważniejszych członków załogi? - W tym momencie saper zacisnął pięści, w duchu mając ochotę dania w pysk jednemu z z nich - Faeroc, co z Ciebie za 'przyjaciel'? Nie opowiesz się za mną, dobrze mnie znasz, nie miałem zamiaru nikogo zabić ani wysadzić generatora. To jak będzie? - Ox stał tak zdenerwowany z przyśpieszonym oddechem jakby przygotowany na atak* z ich strony.


[size=9:5976734171]*Choćby słowny, niekoniecznie fizyczny nie mam zamiaru się prać[/size:5976734171]
Glaurungo
USER_AVATAR
- Uspokój się Ox - powiedział Faeroc - działasz teraz jedynie na swoją niekorzyść. - Po chwili zastanowienia pierwszy oficer dodał jeszcze - Ale ma też trochę racji, nie sądzę, aby rozstrzelanie było konieczn... - jego słowa zagłuszył nagły huk i wstrząs towarzyszący wejściu w nadprzestrzeń.

- Nareszcie jakaś dobra wiadomość na dzisiaj - cicho, bardziej do siebie powiedział dowódca.
Yuber
USER_AVATAR
-Ten zdrajca powinien zgnić w więzieniu. Niech pan to przemyśli- Powiedział Blizna do Faeroca, po czym obrócił się, i, poirytowany, wyszedł z kantyny.
Bubeusz
USER_AVATAR
Oficer lekarka zbliżała już rurkę inkubacyjną do twarzy Lanikana, kiedy ten nagle otworzył oczy.
- Proszę to zabrać - ręką odsunął przyrząd, podnosząc się z łóżka do pozycji siedzącej.

Kobieta otworzyła szeroko oczy, niemal nie upuszczając rurki z zaskoczenia.
- [color=indigo:cd0f30d9c1]Był pan nieprzytomny przez dziewięć godzin, nie może pan...[/color:cd0f30d9c1]
- Nic mi nie jest, dziękuję za troskę. Pani wybaczy, chciałbym się skontaktować z pewną osobą - dodał, wymijając ją i kierując się do wyjścia.

- [color=indigo:cd0f30d9c1]Miał pan ostrą niewydolność oddechową! Powinien pan...[/color:cd0f30d9c1]
- Z tym wszystko w porządku. Tylko uległ spowolnieniu na czas regeneracji - uśmiechnął się do niej mnich, po czym opuścił ambulatorium.

I ruszył w stronę miejsca, gdzie sparaliżował Oxwina.

[size=9:cd0f30d9c1][dialog z panną oficer do weryfikacji przez MGa ;P] [color=indigo:cd0f30d9c1]To ja troszeczkę pokomplikuje;)[/color:cd0f30d9c1][/size:cd0f30d9c1]
Karv
Chester również wstał. Czuł lekkie pieczenie na całym ciele. Po raz kolejny pomacał palcami nową skórę, nie naznaczoną jeszcze żadnymi zmarszczkami, bruzdami.
- Idę z tobą - oświadczył Kapłanowi, po czym jak powiedział, tak uczynił. Leżenie nie było już tym, czego potrzebował.
Morok
USER_AVATAR
Lee błyskawicznym ruchem zgarnął wszystko, czym się w owej chwili zajmował, do niewielkiej walizeczki, tę zaś wsunął pod leżankę. Następnie podszedł do drzwi i otworzył je.
- Ach... to pani. Śmiało, proszę wejść - powiedział trochę nieśmiało czarnowłosy archeolog, uchylając drzwi.
Bubeusz
USER_AVATAR
- Następnym razem nie ładuj się w środek piekła - rzekł Lanikan do Chestera, lecz w jego głosie nie było ani krztyny wyrzutu czy napomnienia, raczej coś na kształt wesołości. - Bo to się może źle skończyć nie tylko dla Ciebie.

Szli osmolonym korytarzem. Ludzie z obsługi, których mijali, zajmowali się usuwaniem szkód i czyszczeniem pojazdu.

[size=9:2a78d025f5][aleś pokomplikował... Gdzie teraz są inni? Czy mamy rozdwojenie czasowe akcji?]
[color=indigo:2a78d025f5][Hei i Shiva są parę godzin wcześniej w kajucie, zaś cała reszta jest tam gdzie chce:)][/color:2a78d025f5][/size:2a78d025f5]
Karv
- Jasne, wodzu! - Chester wyprężył się w salucie. Potem trochę spoważniał. Zdał sobie sprawę z tego, że odkąd wpadł w płomienie, nie wie kompletnie nic o kolejnych wydarzeniach. - Złapali tego sukinsyna?
Bubeusz
USER_AVATAR
Lanikan uśmiechnął się pod nosem, słysząc te słowa.
- Złapali - odrzekł. Oczywiście, że złapali, bo jakby jeszcze latał na wolności, to nie przystąpiono by do naprawiania szkód. - Nie wiem, co się stało dalej. I chcę się dowiedzieć - dodał, wydłużając krok.

Wkrótce znaleźli się w miejscu, gdzie parę godzin temu padł sabotażysta, rażony "mentalnym piorunem*". Było pusto i cicho. Medyk dotknął palcami jednej ze ścian, jakby nad czymś myśląc. Potem odwrócił się do Chestera.
- Tu został złapany. Pytanie, gdzie jest teraz.

[size=9:fd40615a6a]*metafora to była, gwoli wyjaśnień ;P[/size:fd40615a6a]

[size=9:fd40615a6a][ Komentarz dodany przez: Glaurungo: |5 Kwi 2009|, 2009 18:54 ][/size:fd40615a6a]
[color=indigo:fd40615a6a][size=9:fd40615a6a]Hmm... Czy jeśli Lanikan uważa, że Oxwin został złapany, to nie powinien szukając go po prostu pójść do cel?;)[/size:fd40615a6a][/color:fd40615a6a]
Karv
Uśmiechnął się. Złapali. Mężczyzna, który omal nie pozbawił go życia, będzie teraz gnił w więzieniu. Aczkolwiek, zdaniem Chestera, kara śmierci byłaby odpowiedniejsza. No cóż, ale na to pewnie dowództwo nie pójdzie.
- Skoro mówisz, że go złapali, to zapewne osadzili w celi - rzekł Chester. Wcale nie zasugerował się przypisem MG, po prostu to wydało mu się całkiem racjonalne.
Bubeusz
USER_AVATAR
- Fantastyczny pomysł - odrzekł kapłan. Do dziś Chester głowi się, czy była to ironia, czy też nie. Tymczasem jednak Lanikan odwrócił się znowu w dziwną, wydawałoby się losową stronę i zamknął oczy.

Niemal całkowicie rozwiane, ale jednak jeszcze czytelne ślady energetyczne mówiły coś zgoła innego... Nie złapali go tu, lecz, zdaje się, kawałek dalej. A więc paraliż minął bardzo szybko. Musi na przyszłość być ostrożniejszy.

Z rozmyślań wyrwało go pytanie Chestera.
Laire
USER_AVATAR
- Dziękuję - kobieta weszła do kwatery stukając utwardzoną podeszwą skórzanych oficerek.
- Widzę że pan cały i zdrowy...Po tym nagłym akcie odwagi nie spodziewałam się, że zastanę pana w jednym kawałku - Shiva zaczęła szperać po kieszeniach i po chwili widocznie się do grzebała, bo z jej ust wymknęło się ciche: ahaa...
Wyciągnęła z kieszeni lizaka w zielonym papierku, który po odwinięciu wepchnęła do kieszeni, a zjadliwą część słodycza wepchnęła do ust. Widocznie lubiła lizaki.
- borówkowy - wyjaśniła
Morok
USER_AVATAR
Lee uśmiechnął się z zakłopotaniem i przestąpił z nogi na nogę.
- Szczerze mówiąc... to uciekałem gdzie pieprz rośnie. Nie jestem dobry jeśli chodzi o radzenie sobie w niebezpiecznych sytuacjach - wymamrotał nieśmiało czarnowłosy archeolog.
Laire
USER_AVATAR
- Więc pańskie: ''Zostań tutaj, może być niebezpiecznie'' było tylko takie, hmm... To taka gra? Zostawia się kobietę w dymie, ślepym zaułku i samemu czym prędzej znika się do kwater?- przekrzywiła głowę, co w słowniku mowy jej ciała oznaczało pierwszy stopień zaiteresowania. Zaraz po tym zainteresowanie podniosło sie o pół stopnia, bo Shiva zamrugała szybko trzy razy.
Morok
USER_AVATAR
Lee opuścił głowę, patrząc w czubki swych butów.
- Przyznaję, rozgryzłaś mnie... - powiedział ostrożnie. Jego twarz na chwilę wyraziła napięcie...
... po chwili jednak już czarnowłosy archeolog klęczał przed Shivą i przyciskał twarz do ziemi.
- Nie powinienem był tak tchórzyć! Przepraszam! Przepraszam! Przepraszam! - wykrzykiwał z poczuciem winy w głosie.
- Chyba... że zamiast przeprosin wolałabyś... seppuku? - dodał nieśmiało, podnosząc głowę.
Karv
- No to idziemy szukać go po celach? - zapytał, nie będąc do końca pewny, czy Lanikan potraktował go chociaż trochę serio. - I... co próbujesz teraz stworzyć?

[color=white:4191c60f30][size=9:4191c60f30]Do LOCHÓW..? Yyyy...? Glau, gdzie się w Excelsiorze trzyma więźniów? Chyba nie w lochach? O.o[/size:4191c60f30][/color:4191c60f30]
[color=indigo:4191c60f30][size=9:4191c60f30]Lochy to całkiem ładna nazwa, aczkolwiek mamy tu chyba po prostu "cele", albo areszt:)[/size:4191c60f30][/color:4191c60f30]
Laire
USER_AVATAR
- Twoje wnętrzności naprawdę byłyby warte oglądnięcia i zalepienia w słoikach, a stracić archeologa na statku dyplomatycznym, to nie kłopot... Nie mniej jednak wolę obserwować żywe istoty niż te zimne trupy - Shiva nie pytając o zdanie właściciela odsunęła sobie krzesło i usiadła przy stole.
- Cóż, i tak czy siak, nadal ci nie wierzę - wzruszyła ramionami i z głośnym cmoknięciem wyjęła lizaka z ust by mu się przyglądnąć. Co sprawiało, że nadal miała wątpliwości? Pewny siebie głos Heia w tamtym momencie. Poza tym, można było nawet poudawać ze się nie wierzy, jeśli coś ukrywa, a ona będzie naciskać, sam wypapla. Tak jest zawsze. Bo drugiemu człowiekowi się wydaje, że taka Shiva naprawdę wie o jego sekrecie.
- Everybody lies - uśmiechnęła się, cytując swojego ulubieńca i zadowolona włożyła lizaka na jego miejsce. Zrobiła minę dobrego kapłana: ''Ukrywałeś grzechy, ale teraz już dobrze, możesz się wyspowiadać''.
Morok
USER_AVATAR
Lee Shenshung aka Hei aka Czarny nie był jednak pierwszym lepszym kłamliwym skurlem, któremu na pierwszą oznakę rozpoznania natychmiast puszczałyby nerwy. Zabójca pozostawał - mniej lub więcej - wirtuozem kłamstwa. Jego samego okłamywano od wczesnej młodości, kłamstwami sam uplótł swe życie. Dlatego, nie tracąc zimnej krwi, czarnowłosy powstał i kilkoma ruchami otrzepał kurz z kolan.
- The eyes can mislead, the smile can lie, but the shoes always tell the truth... - odpowiedział po chwili, prezentując czyściutkie, schludne, czarne buty...
Zaraz jednak uśmiechnął się nieśmiało.
- Swoją drogą, o co chodzi Ci z tą niewiarą? Myślisz, że walczyłem dzielnie do samego końca? To miłe... - dodał po chwili i zaśmiał się z zakłopotaniem.

[Karv rozumuje całkiem logicznie. Jeśli w sesji był już Smok, to do pełni szczęścia brakuje jeszcze Lochów XD.]

[color=white:9baab7ebe1][size=9:9baab7ebe1]Hehe xD[/size:9baab7ebe1][/color:9baab7ebe1]
Laire
USER_AVATAR
- No właśnie. - wzruszyła ramionami.
- A te są służbowe, nie liczą się. Poza tym, nie jestem chyba jeszcze tak genialna, by wiedzieć wszystko o człowieku na podstawie jego butów, analizy psychologiczne dowodów i zachowań, są na prawdę dziwne.- uśmiechnęła się, ponownie wyjmując lizaka z ust i machając nim, przy gestykulacji.
- Na przykład - zaczęła wstając. Uniosła lekko krzesło i zakręciła, tak że teraz wirowało na jednej nodze. W pewnym momencie kobieta zatrzymała je. Było dokładnie w odwrotnej sytuacji do poprzedniego ułożenia. Przerzuciła nogę przez siedzenie i usiadła na nim okrakiem.
- Według psychologów - zamachała sobie lizakiem przed nosem, kładąc łokieć na oparciu krzesła. - jeśli ktoś tak siada, chce pokazać że jest pewny siebie, chce w ten sposób właściwie dać sobie tą pewność, bo ten który jest pewny siebie, nie potrzebuje przecież odwróconego krzesła.
- A co jeśli takie zachowanie wywodzi się z czystego przypadku? Załóżmy że jest sobie pani Kidney, jest w swoim osobistym wagonie-apartamencie i właśnie je napakowanego świństwem wszelakim hamburgera. Sos kapnął jej na bluzkę i w tym samym momencie rozlega się pukanie. Kidney biegnie, by spoglądnać przez judasza. Kogo widzi? Super przystojnego, sobowtóra legendarnego Brad'a Pitt'a i już chce zdejmować z siebie bluzkę, by zmienić ją na inną kiedy przypomina sobie, że przecież bagaż jest w drugim wagonie. Szybko więc biegnie do stołu, wyrzuca hamburgera za okno i siada na krześle okrakiem, by ukryć plamę. Co by było gdyby wydało się że jadła hamburgera? - zrobiła małą przerwę, ale albo Lee nie załapał, albo po prostu nie znał odpowiedzi, więc westchnęła i kontynuowała - Potrzeba akceptacji. Nasz Brad, mógłby pomyśleć, że skoro zażera się hamburgerami, miała liposukcję, kilkanaście operacji plastycznych i za dwa lata skóra zacznie dopadac jej z tyłka, albo jest zarażona jakąś groźną chorobą, bo ktoś nie wyczyścił igły. Tak więc Kidney nie może po prostu ujawnić plamy, a za pomysłem jej ukrycia stoi artykuł z jednej z głupich gazet z poradami dla kobiet nie mających w sobie tej 'iskry'; który mówił, że taki sposób siedzenia jest sexy. Jedenym minusem jest to, że nie będzie mu mogła pokazać, jak ładnie kręci biodrami, czego nauczyła się na przypieszonym, porzuconym w połowie kursie salsy. Po takiej kalkulacji woła ''proszę''...i dalej w to nie wnikamy. Albo Kidney wpadnie w deprechę, albo zaraz zdejmie bluzkę, więc tajemnica obrzydliwego hamburgera pójdzie z nią do grobu. - Po tej przemowie włożyła lizaka z powrotem do ust i obarła brodę na oparciu.
Yuber
USER_AVATAR
Marvin niespiesznie krzątał się po korytarzu, szukając cel. Był ciekawy, jaka kara spotkała sabotażyste - miał dziwne przeczucie, że Faeroc jest stronniczy...

[size=9:4391996913][ Komentarz dodany przez: Glaurungo: |8 Kwi 2009|, 2009 16:26 ][/size:4391996913]
[color=indigo:4391996913][size=9:4391996913]Przecież ty słyszałeś, jak Faeroc wymierzał karę:)[/size:4391996913][/color:4391996913]
Morok
USER_AVATAR
Lee słuchał historii z uwagą i widocznym na twarzy zainteresowaniem - sprawiał teraz wrażenie słuchacza idealnego, który wszystko rozumie dokładnie tak, jak mówca chce, żeby zrozumiał. Mimo to...
- To znaczy, że hamburgery czynią nas silniejszymi, tak? Teraz rozumiem... - powiedział z wyrazem twarzy, jaki zwykle posiada genialny wynalazca w trakcie rozmyślań nad kolejnym świetnym wynalazkiem. Gdy Shiva przetrawiała pytanie, czarnowłosy również myślał... nad tym, jak sprawić, by kobieta nie przypomniała sobie nagle o tym, jak on sam próbował przy niej rozbrajać bomby. Cóż, i tak nie wierzył w sukces. Jego rozmówczyni była kobietą o stłamszonych włosach i okularach na nosie. Kobieta ze stłamszonymi włosami i okularami na nosie oraz przenikliwym spojrzeniu musiała być bystra.
[color=white:291dd7aa05]
[size=9:291dd7aa05]Że gdzie ona miała te okulary?? xD[/size:291dd7aa05][/color:291dd7aa05]
[color=blue:291dd7aa05][size=9:291dd7aa05]Erm... na nosie! XD[/size:291dd7aa05][/color:291dd7aa05]
Laire
USER_AVATAR
- Boże, co za idiota...- wymruczała niezrozumiala pod nosem, rozbiąc zrezygnowaną minę.
- Dobra, mimo że odpowiadasz na moje pytania przecząco i do tego wydajesz się być totalnym naiwniaczkiem, wyjawię ci parę sekretów - zarządziła przymykając oczy
- Widzisz, pan Terrorysta podłożył nam bomby i tak się składa, że ja je właśnie rozbrajałam, - z sadystyczną przyjemnością przeciągała słowa. Czuła to pod skórą. Czuła, że Hei ma jakąś tajemnice. Czy to pornosy chowane przed mamą, czy to zdrada żony, czy to zabójstwo, czy cokolwiek innego. Kochała zagadki i tajemnice, więc zrezygnować nie zamierzała - i albo mi się wydaje, albo byłeś tam i ty... Z zimną miną fachowca przyglądający się bombie. Pomińmy to, że wybuchła ci przed nogami. Mozesz mi w końcu powiedzieć co ukrywasz, czy będę musiała tracić czas na szukanie wyraźniejszych śladów? - uśmiechnęła się ciepło, swoim ukochanym uśmiechem sprzedawcy funduszów inwestycyjnych. Miała jeszcze emerytalnych, ale ten tu nie pasował, był zbyt mięciutki. Za to inwestycyjne były jak znalazł

[size=9:a3e9e57f5f]ona ich aktualnie w ogóle nie ma xD Pisałam że zakłada je zazwyczaj w związku ze specjalnymi okazjami wymagającymi okularów. : P[/size:a3e9e57f5f]
Morok
USER_AVATAR
Z oblicza Lee na ułamek sekundy spełzł uśmiech. Przez tę krótką chwilę była ona twarzą zmęczoną i obojętną, zimną jak głaz. Za chwilę jednak wesoły wyraz twarzy powrócił - tak szybko, że można było mieć wątpliwości, czy kiedykolwiek znikał.
- Ahh... tak, faktycznie myślałem, jak ją rozbroić. Niestety, mimo znacznej wiedzy, jaką posiadam w zakresie technologii... nie udało mi się! Proszę, nie przypominaj mi o tej chwili niekompetencji... mimo, że to właściwie było do przewidzenia - powiedział trochę zawstydzonym głosem, w którym pobrzmiewał brak wiary w siebie (Yamada Hanatarou mode).
Bubeusz
USER_AVATAR
- Idziemy - Lanikan zignorował drugą część pytania. - Ale zanim, chciałbym cię o coś zapytać - spojrzał swojemu rozmówcy w oczy. Błysk w oczach medyka przywiódł Chesterowi na myśl dwa małe, skanujące lasery.
- Co sądzisz - łysy zniżył ton głosu, ale nie szeptał - o naszym kapitanie?
Karv
- O Arraxusie, tak? Czy o tym tymczasowym? - po chwili stwierdził jednak, że ten pierwszy jest bardziej prawdopodobny w roli podmiotu. Mina mu trochę stężała, odpowie źle, i może być po nim. Ale jeżeli skłamie... ten mężczyzna pewnie i tak mógł w każdej chwili włamać mu się do umysłu i wyciągnąć zeń prawdziwą odpowiedź. - Czasami mam inne zdanie niż on.
Stwierdził, że taka odpowiedź będzie dość dobra. Ruszył powoli.
Bubeusz
USER_AVATAR
- Czasami nie zachowuje się zbyt odpowiedzialnie, prawda..? - zgodził się mnich. A przynajmniej Chesterowi wydawało się, że się zgodził z jego zdaniem.
Laire
USER_AVATAR
Shiva zamrugała parę razy, niepewna, czy to co widziała było tylko jej wymysłem, czy może prawdziwym obliczem Heia. Każdemu w końcu czasami maska niespodziewanie zsuwa się z twarzy.
Kobieta chwilę uważnie przyglądała się twarzy Lee. Nie dojrzała jednak niczego dziwnego. Westchnęła zrezygnowana i rozmasowała skroń.
- Jak myślisz, co znajdziemy tam, gdzie lecimy? - spytała... i zatkała sobie usta lizakiem.


[color=indigo:04ac029cf3][size=9:04ac029cf3]Ehhhh.... No niby prosiłem was o przyspieszenie przechadzek, ale miałem nadzieję, że przynajmniej coś z nich wyniknie... To była akurat ich najciekawsza część... Myślałem, że przynajmniej Morok cię zabije, lub go zdemaskujesz...;) Ew. jakiś romans;) A tu takie nic... Kolejne podejrzenie tylko.:([/size:04ac029cf3][/color:04ac029cf3]
Karv
- Czasami zachowuje się nie tak, jakbym spodziewał się po kapitanie - rzekł Chester, a jego ton wskazywał na koniec rozmowy. Przyspieszył kroku.
Yuber
USER_AVATAR
Marvin spokojnie maszerując zobaczył w oddali dwie postaci. Przyśpieszył nieco krok i widząc, że to Chester i Lanikan, podreptal do nich.

-Szybko wydobrzałeś- Stwierdził przytłumionym przez hełm głosem.
Morok
USER_AVATAR
Lee, usłyszawszy pytanie, nagle poweselał.
- Mam nadzieję, że jakieś starożytne technologie... miałbym nareszcie co robić - powiedział podekscytowanym głosem. Wydawał się nagle utonąć w świecie marzeń, w którym stałby i tłumaczył wszystkim, jak co działa.
Ymir
USER_AVATAR
Oxwin szedł w stronę Lanikana i Chestera, od strony przeciwnej względem Mavina*, ale co najważniejsze, niósł w ku broń, było to o tyle dziwne, że będąc zdegradowanym nie miał prawa jej posiadania. Przystanął na chwilę, poprawił broń po czym pewnym krokiem przeszedł obok nich i Marvina.**

[size=9:538ff7dbe1]*szedł twarzą do niego
**Tylko przenoszę broń, nie mam zamiaru jej używać.[/size:538ff7dbe1]
Bubeusz
USER_AVATAR
Lanikan spojrzał na przechodzącego Oxwina. Nic nie powiedział, przez chwilę analizując fakty.
-Aha - rzekł wreszcie, choć tak naprawdę nic z tego nie rozumiał. - Zdaje się, że nie mamy po co iść do celi - dodał do Chestera, ale tak, by Oxwin dobrze go usłyszał.
Yuber
USER_AVATAR
-Widzieliście to co ja?- Mruknął bardziej do siebie Blizna, przenosząc wzrok na Chestera. Spodziewał się, że ten będzie choć trochę bardziej konsekwentny wobec człowieka, który go spalił żywcem niż Faeroc...
Karv
Chester wystawił w bok ramię, blokując drogę Oxinowi.
- Moment - powiedział chłodno. - Czy to czasem nie ty podłożyłeś ogień? - naparł ramieniem na mężczyznę, przesuwając się z nim nieco bliżej ściany. - Jasne, że ty, poznaję cię.
Drugą ręką sięgnął po pistolet blasterowy, znajdujący się aktualnie w kaburze przy pasie. Zrezygnował jednak, wpół ruchu zmienił zdanie. Zamiast tego, zaciśniętą w rękę pięść, umiejscowił na wątrobie Oxina. Pechowy Oxin. Narząd ten ma to do siebie, że przez parę sekund nie daje o sobie znać, a potem eksploduje bólem. O ile się weń dobrze uderzy.
- A teraz bezkarnie sobie idziesz korytarzem? - cofnął rękę, gotów do powtórzenia ciosu. Po chwili jednak rozluźnił dłoń. Przed chwilą przecież oświadczył Lanikanowi, że brak kompetencji Arraxusa trochę go irytuje. A co teraz sam pokazuje, jeżeli nie ich brak? - Mów, co i jak.
Bubeusz
USER_AVATAR
Lanikan sięgnął ręką, by złapać Chestera za ramię i powstrzymać od głupich kroków, lecz było już za późno. Kręcąc głową cofnął rękę.
Laire
USER_AVATAR
- A ja już niczego nie oczekuje - westchnęła ciężko i podrapała się po głowie.
- Mam wrażenie że już nic mnie nie zaciekawi, gdziekolwiek bym nie była. Nic mnie nie zdziwi. Głupie, prawda? - zaśmiała się i wstała. Przysunęła krzesło na jego pierwotne miejsce i sięgnęła do kieszeni.
- Kawowe i coś, co przypomina mi lekarstwo na gardło, które jest nawet dobre, a nie pomaga. - zaanonsowała lizaki które wyjęła z kieszeni, i które własnie kładła na stole. Obróciła się na pięcie i otworzyła drzwi.
- Nie lubie ich... Do zobaczenia - machnęła mu dłonią i wyszła na korytarz trzaskając drzwiami. Czas było się przespać. Oj tak... kwateraz, prysznic, świeże ciuchy i troche snu. Tego było jej trzeba.
Morok
USER_AVATAR
Lee przez chwilę stał jeszcze przez dłuższą chwilę bez ruchu, przetrawiając ostatnie zdania Shivy. Po jakimś czasie westchnął głęboko. Podszedł do stolika i chwycił w palce jeden z lizaków. Przez chwilę obracał słodycz w dłoniach, po czym zdecydował się. Gwałtownym ruchem zerwał opakowanie i polizał słodką powierzchnię.
"Rzeczywiście... kawowy" - pomyślał czarnowłosy. Podszedł do jednej ze ścian i usiadł przy niej, opierając się plecami.
- Nie znoszę kawowych - powiedział do siebie cicho Hei, ssąc lizaka ofiarowanego mu przez oficer naukową.
Ymir
USER_AVATAR
Uderzenie nie zrobiło na Oxwinie większego wrażenia, ten tylko się pochylił na pewien czas. Po chwili wyprostował się i naładował broń mierząc w Chestera. Tak naprawdę chodziło tylko o to by chłopak zrobił krok do tyłu, tym samym umożliwiając mu przejście. Niewiele myśląc poszedł dalej* rzucając jeszcze wrogie spojrzenie na resztę ekipy.

[size=9:d46bb028f6]*zakładam że zareagowałeś prawidłowo, Karv
[color=indigo:d46bb028f6]Nie wiem, co uważasz za "prawidłowo", ale reakcja szefa ochrony (podpalonego wcześniej zresztą) na grożenie bronią przez szaleńca raczej nie przewiduje zwykle puszczenia płazem. Sam fakt, że udało ci się załadować tą broń przy nich graniczy z cudem zresztą...[/color:d46bb028f6][/size:d46bb028f6]
Yuber
USER_AVATAR
Zanim Oxwin wymierzył broń w Chestera, Blizna szybkim ruchem zakutej ręki wytrącił mu ją z dłoni. Pistolet potoczył się po podłodze i zatrzymał pod ścianą.

-Jeszcze ci mało?- Warknął.
Ymir
USER_AVATAR
Oxwin popatrzył się groźnie na Marvina, by po chwili głupkowato się uśmiechnąć.
-Wspomnę te słowa... w swoim czasie - Powiedział łysol
Ox ostrożnie* schylił się po broń i poszedł dalej, był zbytnio utwierdzony w swych przekonaniach by przeprosić, bo za co? Za to że ktoś dał mu pięścią w brzuch? Dajcie spokój...


[size=9:3729bc87f4]*Tj mając na uwadze "nagły" kopniak Yuba[/size:3729bc87f4]
Karv
Chester ani myślał pozwolić łysemu odejść. Kiedy ten chciał się schylić bo broń, czarnowłosy znów złapał go oburącz za fraki i przycisnął mocniej do ściany, unosząc lekko, tak, że Oxwin musiał stanąć na palcach.
- Nigdzie nie pójdziesz, dopóki nie wyjaśnisz, co to wszystko ma do cholery znaczyć.
Yuber
USER_AVATAR
-I dlaczego jesteś na wolności- Mruknął głosem zza stali Blizna.
Ymir
USER_AVATAR
-Widzę, że panowie nie za dobrze poinformowani - Oxwin był coraz bardziej poirytowany i prawdę mówiąc ledwo powstrzymywał się żeby nie wykręcić ręki Chesterowi, teraz obrócił głowę w stronę Marvina i Lanikana - A teraz pozwólcie mi zanieść tę broń do zbrojowni, rozkaz 'szefa', a jeśli się spóźnię nie będę miał oporów by wszystko zrzucić na was. Wy myślicie że jeśli 'powiem' to dość dosadnie, to nie uwierzy? - tutaj obrócił głowę w stronę trzymającego go Chestera - puść mnie. - Powiedział patrząc mu w oczy. Nie żartował.
Bubeusz
USER_AVATAR
- Nie bój się, Chester ci nic nie zrobi - odezwał się Lanikan po chwili milczenia. - Prawda, Chester? - ręka medyka spoczęła na ramieniu czarnowłosego i pociągnęła go delikatnie w tył. Nie był to ruch zauważalny, zaledwie impuls, który jednak bardzo dokładnie przekazał intencję Lanikana.
- Nie jesteśmy poinformowani, bo swoim wybrykiem posłałeś nas na pół dnia do ambulatorium - wyjaśnił spokojnie kapłan, patrząc w oczy Oxwinowi. - Więc bądź tak uprzejmy i doinformuj nas, co się wydarzyło.
Ymir
USER_AVATAR
Oxwin podszedł do Laninkana. Był dużo wyższy więc patrząc w dół wydawało się że okazuje swą dominację nad nim, saper wiedział jednak że to nie on teraz króluje. Nie ten czas, nie to miejsce i nie to towarzystwo. Po chwili milczenia zaczął mówić:
-Zostałem zdegradowany do rangi szeregowego z rozkazu mojego starego znajomego Faeroca. Nie ma prawa do posiadania broni, moim jedynym zadaniem jest uczęszczanie na durne zajęcia mówiące mi jak mam atakować by osłabić wroga, a przecież to oczywiste. Aktualnie przenoszę broń do zbrojowni, to jest moje aktualne zadanie. Więc może pozwolisz mi już pójść w moim kierunku?
Bubeusz
USER_AVATAR
Lanikan w ogóle się nie przejął tym spojrzeniem z góry. Uśmiechnął się ledwie dostrzegalnie.
- Dziękuję, idź - odparł, odsuwając lekko Oxwina. - A my - zwrócił się do reszty, uznając rozmowę z Oxem za zakończoną - powinniśmy rozmówić się z Faeroc'em. [size=9:4307fd5f0f](Faerokiem?)[/size:4307fd5f0f]
Yuber
USER_AVATAR
-Nie wieRZę, że nie wysłał tego zdrajcy do pudła. Coś jest nie tak...- Mruknął snajper.
Bubeusz
USER_AVATAR
- Coś nie pokrywa się z naszymi przekonaniami o tej sprawie - uściślił Lanikan.

Ruszyli na mostek, by wkrótce stanąć przed zastępcą kapitana. Wyglądało na to, że ich [color=indigo:9bedad7c82]nie[/color:9bedad7c82] oczekiwał.


[Po potężnych 13 stronach akcja przenosi się na nowe forum do... [URL=http://nmn.na16.pl/phpBB3/viewtopic.php?f=127&t=91]Sesji wśród gwiazd sezon II[/URL]]!