| Sesja wśród gwiazd | |
|---|---|
| Autor | Treść |
| Glaurungo | Nad placem, na dachu wysokiego górującego nad innymi budynkami stoi pojedyncza, czarno odziana, tajemnicza, niska postać, która przez nikogo niezauważona obserwuje ceremonię. Gdyby spoczął na niej jakiekolwiek spojrzenie mogłaby zostać wzięta za snajpera, lecz wszyscy są zbyt zajęci wielkim wydarzeniem. Na szczęście nie jest to zabójca. Po ukończeniu uroczystości podnosi jedynie rękę kreśląc magiczny - symbol błogosławieństwa. Znika. Chwilę później wojsko znowu się rozstępuje. Tym razem, aby przepuścić was do promów mających na celu przeniesienie załogi do wnętrza okrętu. I tym razem tłum nie pozostaje bierny - rzuca wam liczne bukiety kwiatów pod nogi. Mimo paru potknięć i kilku uczuleń wszystko idzie sprawnie i szybko, po paru minutach znajdujecie się na pokładzie Excelsiora. Nie dane jest wam jednak nacieszyć się ani obecnością statku, ani tryumfem, ponieważ kapitan wzywa załogę na własne przemówienie. jest ono praktycznie tym samym, co powiedział admirał, aczkolwiek zawiera więcej fragmentów o ciężkiej pracy i przyszłości imperium. Po chwili ludzie rozchodzą się świętować, a Arraxus wskazuje palcem na kilka osób, aby zostały na odprawie. Wy również znajdujecie się w tej grupie. |
| Yuber | Na zakrytej hełmem, okaleczonej i nikomu nie widocznej twarzy pojawił się jednak grymas znudzenia. Ile można gadać o tym samym? |
| Karv | Tłum ruszył, a on - chcąc nie chcąc - został porwany wraz z nim. Uważając, aby nie zabić się o czyjeś nogi, jeszcze przed dotarciem do statku, przesuwał się powoli do przodu. W pewnym momencie zatrzymał się i podniósł jeden z leżących na ziemi kwiatów, któremu udało się uniknąć zdeptania. Zatknął go sobie za ucho, upewniwszy się uprzednio, czy na łodydze nie goszczą zdradzieckie kolce. Odprawa na statku. Powtórka z, wątpliwej notabene, rozrywki. Czarnowłosy, dość wysoki mężczyzna patrzył na kapitana, wpuszczając jego słowa jednym uchem, próbując przetworzyć, a potem wypuszczając za pomocą drugiego narządu słuchu. W pewnym momencie zaczął manewrować między zebranymi, podszedł do ściany. Oparł się o nią ramieniem, ręce znów splótł na klatce piersiowej. Przekrzywił lekko głowę i jął wpatrywać się w Arraxusa. Kiedy usłyszał, że ma tutaj zostać jeszcze dłużej niż pozostali, jęknął w duchu. Czyżby po raz trzeci musiał wysłuchać tej samej mowy? Miał nadzieję, że nie. Korzystając z okazji zaczął obserwować pozostałych na odprawie członków załogi. |
| Bubeusz | W pewnym momencie Chester poczuł na sobie czyjeś spokojne, nieinwazyjne spojrzenie. |
| Elethain | Miał dziwne wrażenie, że w tłumie świętującej załogi niejeden był bardziej godny tego 'zaszczytu' od niego, prostego Maga. Utrzymany w tej dziwnej niepewności oczekiwał na przemowę Arraxusa, licząc jednocześnie, że oficer daruje sobie zbędny patos, którym uraczył ich Kar'rek. |
| Morok | |
| Glaurungo | - Naszą pierwszą misją jest Ykora - mała, słabo rozwinięta technologicznie planeta. Posiada ona bogate złoża metali mogących posłużyć naszemu przemysłowi do produkcji kolejnych krążowników. Otworzył przed sobą plik kartek, wskazując innym by uczynili to samo. Zamieszkuje ją plemię, które bardzo ceni sobie owe zasoby. Nie dlatego, że ich używają, ale dlatego, że góra w której się znajdują jest dla nich swoistym miejscem kultu. Powinniście się przygotować pod negocjacje, oraz ewentualne walki. Imperator nie życzy sobie żadnych ofiar, lecz może okazać się niezbędnym ogłuszenie ich, jeśli dyplomacja zawiedzie. Potrzebujemy tych złóż. Wszyscy obecni w tej sali zostaną włączeni do ekspedycji, która uda się na planetę. Powinniśmy tam dotrzeć w przeciągu dwudziestu czterech godzin. W tym czasie powinniście się zaopatrzyć w zasobniki blasterowe do broni, zwiedzić statek, oraz przemyśleć taktyki dyplomatyczne. Jakieś pytania? |
| Yuber | |
| Glaurungo | |
| Morok | - Przepraszam, kapitanie, ale czy mógłbym uzyskać jakieś dodatkowe informacje o kulturze i religii tego plemienia? - zapytał, nerwowo przebierając palcami w powietrzu. Jego powieka drgała lekko, dodając do wrażenia, że archeolog nie czuje się dobrze w otoczeniu wojskowych i dziwaków. |
| Glaurungo | |
| Bubeusz | Ciekawiło go, dokąd pójdą i jak spędzą te 12 godzin. |
| Morok | Hei dokładnie zapamiętał to wszystko, po czym zmrużył oczy i odwrócił wzrok. [size=9:2eb3e21d99][ Komentarz dodany przez: Glaurungo: Sob 07 Mar, 2009 ][/size:2eb3e21d99] [size=9:2eb3e21d99]Macie teraz chwilę na wasze własne kreatywne coś. Możecie się zbroić, gadać, zwiedzać, czy co tam chcecie. Kiedy uznacie, że chcecie kontynuować główny wątek idźcie w poście na mostek.[/size:2eb3e21d99] |
| Yuber | I choć nikt z zewnątrz przez szybkę taktyczną hełmu nie mógł zobaczyć, gdzie patrzy Schlacht, to on obserwował krzatających się ludzi - i każdemu z osobna przyglądał. Zdziwiła go obecnośc "tego łysego", którego wziął za jakiegoś kapłana... |
| Morok | - Errrm... jestem Lee Shenshung, archeolog. Miło mi Pana poznać! - powiedział z uśmiechem, wyciągając rękę do przywitania. |
| Yuber | |
| Bubeusz | - Tak więc Los połączył nas wszystkich wspólną misją... - podjął, obrazowo łącząc koniuszki palców. Jego głęboki ton głosu i aura spokoju, jaką wokół siebie roztaczał, sprawiały, że wydał się Burkowi Khelisowi całkiem sympatycznym człowiekiem. Na twarzy Lanikana zatańczył delikatny uśmiech, kiedy ten spoglądał na swego rozmówcę. |
| Elethain | |
| Morok | - Co robisz? - zapytał z brzęczącą nawet w głosie, pełną "cywilowatością" i nieznajomością broni, przechodząc jednocześnie na "ty". |
| Yuber | -Musisz się nauczyć pewnej rzeczy: to jest Excelsior. Tu nikt nie pyta, co kto robi, tylko każdy robi to, co jest mu przeznaczone i powinien się na tym znać. Więc cokolwiek robi taki dzieciak jak ty, to niech zajmie się swoimi przygotowaniami- Powiedział stłumionym głosem. |
| Morok | Zaraz jednak na twarzy mężczyzny pojawił się przerażony wyraz. Niemal można było napisać w powietrzu nad jego głową, że uświadomił sobie właśnie, że nie umie nic przydatnego, a przydział na Excelsiora dostał dzięki byciu synem jakiegoś ważniaka. Niemal, bowiem oczywiście tego nie powiedział. Lee kiwnął jeszcze głową na pożegnanie "twardzielowi", po czym odwrócił się i ruszył w stronę łysego. Zatrzymał się tuż przy nim i obserwował rozmowę, czekając może, czy mężczyźni zwrócą nań jakąś uwagę. |
| Karv | - Po co te grupki, panowie? - zapytał w końcu, widząc, że wytworzyło się kilka "par". - Działamy razem, więc poznajmy się wszyscy. Mamy dwanaście godzin, proponuję najpierw się trochę ogarnąć, a potem wyskoczyć do jadalni na jakiś soczek. |
| Glaurungo | - Cześć. Jestem Redora - powiedziała uśmiechając się. Było widać, że nie ma aktualnie nic lepszego do roboty. |
| Karv | - Witam - rzucił, nie przestając się uśmiechać. - Chester. Jesteś jedyną osobą, która przejęła się moim pieprzeniem, to miłe - skinął głową w dziękczynnym, nieco teatralnym geście, po czym zaśmiał się głośno. - To chyba nie jest odpowiednie miejsce na pogadanki, soczek? - zapytał, wykonując ruch sugerujący, że zamierza wstać od stolika. |
| Bubeusz | |
| Glaurungo | |
| Karv | - Idziemy do baru, kto się zabiera z nami, to w drogę! - zakomenderował zebranym pod wyjściem pozostałym uczestnikom misji. Uśmiechnął się do Redory i nie zwracając większej uwagi na reakcję pozostałych, poszedł za nią. - Co myślisz o reszcie? - zapytał cicho, nie będąc pewnym, czy inni ruszyli za nimi, czy też nie. |
| Glaurungo | - Nie znam większości z nich. Oprócz pierwszego oficera. Nigdy nie robił nic wybitnego, ani nie dokonał nic szczególnego, a dostał się tutaj w ostatniej chwili, ponieważ przyszły rekomendacje od samego dworu. - znowu zamilkła. Widocznie nie lubiła plotkować o innych. |
| Morok | - Właśnie! Proszę wybaczyć nieuprzejmość, nie przedstawiłem się! Nazywam się Lee Shenshung, do usług - dodał, wyciągając dłoń. |
| Bubeusz | [size=7:43e91dc1fa] * lol xD [/size:43e91dc1fa] |
| Karv | - Mój błąd - uderzył się w czoło, aby dać upust swojej głupocie. - Zbrojownia faktycznie niepotrzebna. Jednak pytanie było potrzebne, dowiedziałem się o tobie czegoś więcej. Ona ma znaczącego ojca, obecność pierwszego oficera też zajeżdża mi nepotyzmem, zamyślił się Chester. Na jego twarzy ciągle jednak gościł uśmiech, nie chciał dać po sobie poznać czegokolwiek. - Prowadź więc prosto do baru, przy okazji możesz powiedzieć mi co-nieco o tym statku. |
| Glaurungo | |
| Morok | "Ten wzrok... czuję, jakby przebijał się przez moje oczy i przeszywał umysł, próbując w nim czytać jak w otwartej księdze. Gdybym miał duszę, a nie był jedynie ludzką bronią, zapewne to w niej by czytał" - pomyślał Hei. |
| Karv | - Ej, głowa do góry - rzekł z uśmiechem. - Nie chciałem przecież powiedzieć, że jesteś tutaj niezasłużenie. Na pewno bardziej zasłużenie niż ja, bo na dobrą sprawę wybranie mnie, jest dla mnie do tej pory zaskoczeniem. Myślę, że każdy tutaj jest lepszy w tym co robi, niż ja. Miał nadzieję, że jego próba poprawy humoru dziewczyny, przyniesie zamierzone skutki. |
| Glaurungo | - Poproszę szklankę tyreańskiej whisky. - Barmanowi nie trzeba było powtarzać po raz drugi. Natychmiast zaczął przygotowywać drink. |
| Karv | - Nie uważasz, że to dziwne? Arraxus nie ma chyba o nas pojęcia. Czemu akurat my zostaliśmy wybrani do tej misji? |
| Glaurungo | Karczmarz postawił sok na ladzie i wystawił rękę po zapłatę. |
| Laire | Gdy tylko tłum ruszył, ona również. Wędrówka była razej spokojna i bardzo jej się dłużyła. Oprócz dostania bukietem w głowę, obyło się bez zbędnych komplikacji. W końcu usiadła przy stole i zajęła się przeglądaniem papierów. Z piersiowej kieszeni płaszcza wyciągnęła okulary i przyjrzała się bliżej wykresom. Bogate złoża metali, no tak. Nie sądziła by pokojowe rozstrzygnięcie sprawy było możliwe. Przerzuciła kilka kartek, przyglądając się zdjęciom planety, opisowi i liczbom. Były tu także dwie kartki z dokładniejszym opisem statku. Czytała je z takim skupieniem, że nawet nie zauważyła, że Kapitan skończył. Odznakę translacyjną i komunikacyjną schowała do kieszeni płaszcza. Na razie nie była potrzebna. Zamknęła teczkę i rozejrzała się po zebranych. Kilkoro kojarzyła, reszty - w ogóle. Ale była spokojna ojciec nie zawróci wielkiego Excelsiora, tylko dlatego ze mu córka uciekła. Chyba nie był aż tak dłupi. Chyba - uśmiechnęła się. |
| Elethain | Minęła dłuższa chwila, po której Mag uścisnął wyciągniętą w jego kierunku dłoń. Dobrze wiedział, że podczas bitwy najważniejsza jest współpraca - jak łatwo się domyślić, im lepsza, tym lepiej. Ten najstarszy chyba we wszechświecie gest pokoju i dobrych zamiarów był jednak dla Burka* niczym więcej jak automatycznym, wyuczonym ruchem, który nabył podczas swojego szkolenia. Nieświadomie miał nadzieję, że jego 'rozmówcy' tego nie zauważą. ** [size=9:70d84f4b63]* - faktycznie, brzmi genialnie :D Hau, hau! Grrrr.... ** - Wybaczcie tak długi czas oczekiwania - net mi padł, a potem nie miałem dostępu do kompa. Przepraszam Was za to. [/size:70d84f4b63] |
| Karv | Zbity z trop był tylko przez chwilę. Zaśmiał się i przybił piątkę mężczyźnie za ladą, po czym odwrócił się tyłem do lady, zgarniając ze stołu naczynie z sokiem. £yknął i modlił się w duchu, aby karczmarz nie czepiał się o zapłatę. W końcu, to tylko mały soczek. - Którędy stąd na mostek, hę? - zwrócił się do Redory. |
| Glaurungo | Karczmarz bynajmniej nie wyglądał na kogoś, kto myślał "przecież to tylko mały soczek". W tym momencie przypominał bardziej dzikie zwierze mające rzucić się na ofiarę i rozszarpać ją na strzępy. Szybkie opuszczenie pomieszczenia wydawało się coraz bardziej zachęcającą możliwością. |
| Karv | |
| Glaurungo | - Kim był ten facet, który wybiegł nie zapłaciwszy? |
| Bubeusz | - Idziemy? - zapytał, lecz bardziej zabrzmiało to jak stwierdzenie niż pytanie. Ruszył niespiesznie przodem w stronę korytarza... Z którego od razu wypadł biegnący Chester. |
| Karv | |
| Morok | |
| Karv | |
| Glaurungo | |
| Yuber | [color=indigo:a6d60467b5][size=9:a6d60467b5]Chcesz wyjść w próżnię?;) Kapitan oczekuje na was na mostku;)[/size:a6d60467b5][/color:a6d60467b5] [color=darkred:a6d60467b5][size=9:a6d60467b5]Ups^^ Poprawiam[/size:a6d60467b5][/color:a6d60467b5] |
| Morok | "Ten Lanikan to prawie na pewno telepata. £ysy, 'wszechwiedzący' i ten wzrok... muszę mieć się na baczności i nie pozwolić sobie na utratę czujności nawet na chwilę" - pomyślał czarnowłosy. Podczas szkolenia wyćwiczono w nim wprawdzie nadludzką siłę woli i nauczono chronić myśli... ale również to Hei właśnie miał nadludzko dużo do stracenia, gdyby ktokolwiek poznał sekrety, jakie skrywał. Mimo to, nie bał się utraty życia. Już dawno temu utracił swój strach, razem z wieloma innymi uczuciami, których "Gwiazda" nie uznała za przydatne. |
| Bubeusz | - Zdaje się, że nas wzywają - rzekł spokojnie do Burka, zachęcając do marszu. Poszli na mostek, zaraz za biegnącym Chesterem i goniącym go czarnowłosym archeologiem. |
| Glaurungo | Ta osoba z pewnością ma prawo tu być. Jej obecność jest wręcz oczywista. Nie ma powodu, aby komukolwiek o tym wspominać. Wyszedłbyś na idiotę, gdybyś się zastanawiał nad tak dobrze wszystkim znanymi kwestiami i rozpowiadał o nich, czyż nie? Gdy podniósł obolałą głowę tajemniczej postacie nie było już w zasięgu wzroku.* *[size=9:4b429e7950]Hei nic nie widział[/size:4b429e7950] |
| Karv | |
| Elethain | Obserwując czysty metaliczny połysk na ścianach korytarza, w którym się teraz znaleźli, Burkowi stanął w głowie obraz różnych dziwnych sytuacji, w których mógł zastać go alarm odznaki, którą teraz nosił. Wyobrażając sobie co niektóre z nich, uśmiechnął się lekko, a jego wyraz twarzy na krótką chwilkę stał się o wiele sympatyczniejszy i milszy... Ludzki. Natychmiast jednak jego mięśnie ponownie nadały jego twarzy zimny, obojętny wyraz, który od dłuższego czasu ciągle na niej gościł. |
| Laire | -No to do roboty... - mruknęła do siebie i ruszyła śladem łysego, skalnego jegomościa. |
| Glaurungo | - Wszyscy uzbrojeni i gotowi? |
| Elethain | |
| Yuber | -Czekamy na rozkaz- Powiedział przytłumionym przez hełm głosem. |
| Karv | Rozejrzał się po pozostałych. Podsunął się do Redory. - Pytał o mnie? - szepnął jej do ucha. |
| Morok | - Errm... Mniej lub bardziej, kapitanie - wymamrotał. |
| Glaurungo | Arraxus tymczasem przeszedł wzdłuż rzędu oficerów, sprawdzając, czy każdy zastosował się do poleceń. Zatrzymał się przy Heiu. - Czego nie zrozumiałeś w rozkazie: wziąć blastery? - Pytaniu towarzyszył wzrok, który otwierał przed Lee nowe znaczenie wyrazu "karcący". |
| Morok | - Ja... nie-nie wie-wiedziałem, gdzie jest zbro-zbrojownia... ten sta-statek taki du-du-duży... - wymamrotał jąkliwie, blednąc. Głośno przełknął ślinę. - N-No i ja-ja i tak nie za bardzo u-u-umiem u-używać - dodał pełnym przerażenia głosem. Wyglądał, jakby miał za chwilę zapaść się pod ziemię... i za pewne by to zrobił, ale dookoła nie było żadnej ziemi. Przypominał również spaniela, który drżąc, nie uciekał przed kopniakiem, ale go oczekiwał, a także żyjącego awatara Wielkiej Kosmicznej Nieporadności. |
| Glaurungo | Z pojazdu pierwszy wyszedł Chester*. Jednak, gdy tylko wszedł na rampę zatrzymał się, a jego wzrok padł na wznoszącą się niedaleko chmurę pyłu, która mogła oznaczać tylko jedno: lądowanie. Nagle uświadomił sobie, że pozostali już od paru chwil znajdują się na ziemi. Obłok mógł oznaczać tylko jedno - trzeci statek. Miał ochotę zacząć krzyczeć na alarm, jednakże wbrew wszystkiemu ponownie opanowało go dziwne wrażenie: Wszystko jest w porządku. Nie wydarzyło się nic dziwnego. Obecność po momencie zniknęła pozostawiając kompletnie zdezorientowanego, acz pewnego, że nic się nie stało podporucznika na podeście. [size=9:845f16f18d]*Normalnie byłby to Arraxus, ale on leciał drugim transportowcem, więc pierwszy wysiada Chester, jako oficer ochrony. Tak na wszelki wypadek.[/size:845f16f18d] |
| Bubeusz | |
| Karv | Wyszedł i zatrzymał się na rampie, lekko się przeciągając. Rozejrzał się, lewo, prawo. Jeszcze raz lewo. Nerw na skroni podskoczył gwałtownie, a źrenice oczu lekko zmieniły swoje rozmiary, kiedy uświadomił sobie, że nie są na planecie sami. Otworzył usta, potem je zamknął. Wszystko gra. Wszystko gra, powtórzył w myślach, nie będąc do końca pewnym, czy faktycznie tak jest. Jednak, skoro takie odnosił wrażenie, to tak być powinno. - Pierwsza klasa, załoga! - krzyknął, dając reszcie znać, że mogą wysiadać. W momencie, kiedy to krzyczał, usłyszał za sobą głos towarzysza. Odwrócił się momentalnie, spoglądając na niego trochę nieufnie. - Nic się nie stało. Wszystko gra - wypowiedział te słowa niemal jak robot. |
| Yuber | -Zaniepokojony żołnierz to roztrzęsiony żołnierz- Powiedział, zakładając ręce. |
| Karv | |
| Morok | "Nawet jeśli telepacie nie uda się przechwycić moich myśli, będzie mógł przecież stwierdzić, że z jakiegoś powodu nie potrafi tego zrobić. Nikt zaś - nawet ja - nie ma wystarczającej dyscypliny myślowej, żeby przez cały czas kontrolować swoje myśli. Żeby to robić, trzebaby zarazem kontrolować myśli o kontroli myśli oraz myśli o kontroli myśli o kontroli myśli. Innymi słowy, byłoby to jak maskowanie światła supernowej pod kolejnymi kartkami papieru" - myślał. Tak, bezwłosy "kapłan" mógł się okazać zagrożeniem... jeśli w istocie potrafił czytać w myślach. A Hei przeważnie zakładał najgorszy scenariusz. Dzięki temu nie dziwiło go, gdy się sprawdzał. |
| Bubeusz | |
| Glaurungo | - Witajcie! Jestem Ashungai i z przyjemnością zaprowadzę was do naszej wioski na skromny poczęstunek - wypalił przywódca na jednym oddechu. - Witaj Ashungaiu - odrzekł Arraxus, po czym skinął dłonią na pozostałych, aby podążyli za nim. Gdy szedł już u boku przełożonego miejscowych dodał jeszcze - Macie piękną zarówno pogodę jak i planetę. |
| Karv | Ręce miał splecione z tyłu, po oględzinach dokonanych na wszystkich tubylcach, przyjrzał się przywódcy tej grupki. Zaintrygowały go te wszystkie dziwne rzeczy, którymi był obwieszony. Sądził jednak, że lepiej powstrzymać się od parsknięcia śmiechem. Spojrzał więc w niebo, aby ukryć lekki uśmieszek tańczący mu na ustach. |
| Morok | |
| Laire | Szansa na wywrotkę wzrosła z 40, na 48 procent.- zakomunikowała sobie z dziwną satysfakcją. Niestablina kostka była może i warta więcej, ale nie miała się teraz dokładniej rozliczać. No i co ją obchodziła jakaś kobietka. Teraz ważna była planeta i tubylcy. - Wow... Prawie jak w szklarni... Cudownie, hm? - spojrzała w górę na niebieskie niebo, a później przed siebie na zielony gąszcz. Wciągnęła w płuca, świeże nie przefiltrowane powietrze, którego nie czuła od... od... Od bardzo dawna. |
| Glaurungo | Krajobraz wraz ze zbliżaniem się do wioski piękniał coraz bardziej. Był tak rajski, iż stawało się to wręcz nienaturalne. Po kilku minutach równego marszu dotarliście do wioski. Była to mała drewniana osada otoczona równą palisadą. Eskorta powoli prowadziła was wzdłuż pustych uliczek do dużego budynku w środku miasta. Gdy weszliście do środka ujrzeliście wielką salę, w której centrum został usytuowany okrągły stół obstawiony różnorakim jedzeniem. - Nie ma co negocjować na głodnego! Czyż nie? - zakrzyknął wesoło Ashungai, po czym zajął miejsce na najbardziej zdobionym krześle wskazując wam, abyście i wy uczynili to samo. - Ależ z przyjemnością - odrzekł Arraxus, jednocześnie szepcząc do was - Nie upijcie się. |
| Karv | Oparł nadgarstki o blat stołu i spojrzał po innych. Na jego twarzy gościł miły, wyglądający naturalnie, uśmiech. Widząc suto zastawiony stół, na chwilę mógł oderwać się od iście dworskiego nastroju, jaki panował podczas misji. Oni mieli się nie upić, jednak tubylcy mieli ku temu prawo. Rozmowa z ludźmi, będącymi pod wpływem alkoholu, należała do jednej z zabawniejszych form rozrywki. |
| Morok | - Makan! Xie xie...! - wymamrotał w języku, który miał uchodzić za jego ojczysty, po czym gorliwie zasiadł do uczty. Zaczął oczywiście od nalania sobie pełnego kielicha jakiegoś napoju, po czym - wydawałoby się - wziął porządny łyk. Uważny obserwator dojrzałby, że po odstawieniu naczynia, było w nim tyle samo płynu, co zaraz po nalaniu. Hei tymczasem smakował kroplę napoju, próbując wykryć ewentualne znane mu trucizny i narkotyki, którymi tubylcy mogliby próbować ułatwić sobie negocjacje. Po chwili już nałożył sobie na talerz kilka potraw różnych rodzajów, z nimi postępując podobnie. Oczywiście - czarnowłosego zabójcy ani trochę nie obchodził los towarzyszy, którzy, jak dla niego, mogli się potruć i zdechnąć. Sam Hei jednak również potrzebował jeść i pić. |
| Bubeusz | |
| Yuber | |
| Morok | Zabójca na krótką chwilę zmrużył powieki, patrząc zimno... zaraz jednak szeroko otworzył oczy i wesoło pomachał łysemu wolną ręką "kapłanowi", po czym wrócił do ostrożnego konsumowania. "Patrzy na mnie. Nie ma czemu się dziwić. Byłby głupcem, gdyby niczego nie podejrzewał..." - myślał Hei. Opanował chęć zerknięcia raz jeszcze w stronę Lanikana. |
| Bubeusz | - A Ty nie jesz? - zwrócił się do żołnierza w hełmie, który siedział nieopodal i sprawiał wrażenie, jakby w ogóle nie dostrzegał suto zastawionego stołu. |
| Yuber | |
| Elethain | |
| Bubeusz | Medyk zajął się więc jak gdyby nigdy nic swoją sałatką. - Całkiem dobre - zwrócił się do jednego z tubylców, który również pałaszował ten specjał. Tyle, że zdecydowanie szybciej i łapczywiej niż Lanikan. - Co wchodzi w skład tej sałatki? |
| Karv | - Rzeczywiście - powiedział, uśmiechając się przy tym. - Pycha - schylił głowę i w całości skupił się na talerzu przed sobą. |
| Glaurungo | - Trochę dargohu, ufinu i pomidorów - Do tych trzech dorzucił jeszcze coś co po przejściu przez translator zabrzmiało jak "haszysz", jednakże była to zawodna technologia i nie można było być pewnym, czy właśnie oto chodziło tubylcowi - po udzieleniu tej informacji czarnoskóry wojownik ponownie zagłębił się we wspaniałościach sałatki. Większość mieszkańców osady wlewało w siebie coraz większe porcje trunków, lecz nie wyglądało na to, aby mięli się szybko upić. Sam Ashungai nie ruszał ani alkoholu, ani sałatek całkowicie. Przy stole zauważyliście jeszcze jedną postać, która była niemal równie obwieszona jak wódz - szamana. Miał on nieco poważniejszy wyraz twarzy, a spoglądając na niego zaczynały przychodzić do was wątpliwości, kto tak na prawdę rządzi wioską. Po pewnym czasie, gdy już wszyscy zaczęli jeść nieco wolniej wstał, aby wznieść toast: - Za owocną współpracę z naszymi gośćmi! I niech Asael błogosławi ten dzień! - zakrzyknął. |
| Bubeusz | Już wiedział. Wiedział, że on wie. Uśmiechnął się lekko, nie szukając jednak ponownego kontaktu wzrokowego z szamanem. - Mocne - stwierdził, odkładając kielich po toaście. Miał nadzieję, że jego dziwne zachowanie zostanie odebrane jako wstrząśnięcie po trunku. |
| Karv | Przez chwilę przyglądał się po kolei każdemu z mocno obwieszonych mężczyzn. - Czego symbolem są te wisiorki? - zapytał w końcu. |
| Morok | Wydając się być legendarną Bezdenną Głębiną, Niepokonaną Przepaścią i Pożeraczem Gwiazd jednocześnie, w błyskawicznym tempie wrzucał w siebie jedzenie i wlewał napitek. On również unikał alkoholu i sałatek - wszystko inne jednak stawało się ofiarą szczupłego archeologa. Jadł, jakby czuł jakiś rodzaj niepohamowanego głodu - i gdy wzniesiono toast, wstał jedynie na chwilę, wypił, po czym natychmiast wrócił do pożerania zawartości tac. Wbrew pozorom, ten sposób jedzenia nie pozostawał przymiotem jedynie Lee. Hei również jadł jak najwięcej i w jak najkrótszym czasie. Wrzucanie w siebie potraw pozwalało mu na chwilę zapomnieć o wszystkim innym, głównie zaś - o swojej tożsamości. W końcu - bronie zwykle nie jadły, czyż nie? |
| Bubeusz | |
| Glaurungo | - Oczywiście władzę. - Na sali wybuchły śmiechy. Lecz tą scenę żołnierzowi przerwała nagła wizja... Stoisz wśród płonących ruin. Po chwili rozpoznajesz je: to ta wioska, w której właśnie się znajdujesz. Dookoła dostrzegasz kratery po uderzeniach turbolaserów. Ziemię zaściełają martwe ciała. Lecz nie to jest najgorsze. Na niebie dostrzegasz płonący meteor, który powoli zbliża się ku powierzchni planety. Nie musisz się zastanawiać, czym on jest, bo podświadomie to wiesz - Excelsior. Podnosisz rękę aby skontaktować się z innymi przez komunikator, żeby dowiedzieć się, co się stało, lecz słyszysz jedynie straszliwe męczeńskie krzyki. Okręt rozbija się o ziemię, a ciebie zalewa fala płynnego ognia. Czujesz ból. Śmierć... Nagle orientujesz się, że nadal jesteś w sali i tempo wpatrujesz się w talerz z sałatką... |
| Karv | - Może się to wydać niedorzeczne - mówił szybko, roztrzęsionym głosem. - ale miałem wizję. Nie zrobił przerwy, gdyby mieli zamiar go wyśmiać i tak by to zrobili. Nie było im do tego konieczne zaprzestanie przez niego mówienia, tym bardziej, że nie wiedział, czy - jeżeli wizja się spełni - za chwilę ich śmiech nie zostanie raz na zawsze przerwany. - Ta planeta będzie zniszczona. I to dosyć doszczętnie. Nie wiem przez kogo, jednak żniwo śmierci będzie ogromne. Chowanie się po bunkrach także nie ma sensu, planeta prawdopodobnie przestanie istnieć. Nawet jeżeli coś się na niej uchowa, to niewątpliwie nie będą to jej mieszkańcy. Trzeba się ewakuować, a jako oficer ochrony zarządzam natychmiastowe opuszczenie tej planety. Oczywiście nie mogę rządzić istotami, które ją zamieszkują, im więc wyłącznie ZALECAM ewakuację. Mówiąc to, utkwił swoje spojrzenie w Arraxusie. W jego wzroku malowała się groza. |
| Laire | Shiva rozważała, że któreś z grzybów mogły być halucynogenne, bo haszysz to nie był. Przynajmniej nie w pierwszej fazie. Nigdy nie widziała, żeby ktoś haszysz jadł, ale nie podejrzewała, żeby był przez to w jakikolwiek sposób mocniejszy, albo inaczej oddziaływał. Żadnego guza mieć nie mógł. Napewno robiono mu badania przed wysłaniem na misję. Wykrytoby go. Czyli czynnik wewnętrzny mamy z głowy. Pozostawało tylko zewnętrze, ale żeby się tego doszukać musiałaby teraz wstać i zacząć badać co w tym jedzeniu było. Wizja pewnie i prawdziwa była, ale coś ją spowodowało, a co, tego już nie wiedziała, mimo całej swojej irytacji. Przeklinała w duchu głupotę tego człowieka. Naraził powodzenie misji. Trzeba było powiedzieć to kapitanowi na osobności. To byłoby miłe, bo zostałaby wtedy zawołana do sprawdzenia czy wszystko z nim w porządku i druga dowiedziałaby się o wizji. Oprócz maszyn na ludziach znała się równie dobrze, o ile nie lepiej, bo oni już nie ewoluowali. Spokojnie czekała na to co powie kapitan, na to co powiedzą inni, czy spanikują, wyśmieją go? Nie zamierzała reagować, bo sama nie do końca była jeszcze pewna jak. |
| Morok | "A co, jeśli ta kobieta przejrzała moje umiejętności wizerunku? Być może w ten sposób stara się mnie wyprowadzić z równowagi i doprowadzić do ujawnienia się?" - pomyślał. Natychmiast odrzucił tezę jako absurdalną, zerknął jednak... i natrafił na wzrok pani podporucznik. Natychmiast uśmiechnął się, ale próbę nawiązania kontaktu przerwał hałas. Natychmiast całe ciało Heia drgnęło, spinając się w odruchowym skoku, dłoń zaczęła wykonywać ruch dobywania sztyletu... zaraz jednak zabójca zatrzymał się, świadom, że odgłos wywołał jedynie zbity talerz. Natychmiast się rozluźniając, słuchał słów osobnika, którego zidentyfikował jako noszącego zbroję pod ubraniem. "Wizja?" - pomyślał, gdy ten skończył - "Ale to niemożliwe... A może jednak? Czyżby sprawka Lanikana? To w końcu najprawdopodobniej telepata, potrafiłby wmówić "objawienie" słabemu umysłowi. Tak czy inaczej, za chwilę zacznie się panika. Ogromna panika - taka z tratowaniem ludzi. Mogą również wywiązać się walki." - w ułamku sekundy przeszło mu przez głowę. Wybrał najlepsze rozwiązanie i - zanurkował pod stół. To zachowanie nie tylko zapewniało tymczasowo względne bezpieczeństwo, ale również zgadzało się z odgrywanym typem osobowości. |
| Glaurungo | - Uspokój się. To tylko sałatka - tubylec uśmiechnął się uspokajająco - zawsze powtarzam, że niezaprawieni nie powinni brać tak dużych dawek. W sali panowało ogólne rozbawienie, jednakże jedna osoba nie była uśmiechnięta - szaman. Zastanawiał się on najprawdopodobniej, czy apokaliptyczne widzenie nie było zaplanowaną taktyką pozbycia się ich z planety i dobrania się do złóż. Po chwili podporucznik Recrom również to zauważył, uświadamiając sobie jednocześnie, że kapitan wpadnie w furię, jak tylko nie będzie w pobliżu tubylców... |
| Karv | - No tak, chyba przesadziłem chyba z tą sałatką - powiedział, wytężając całe swoje siły na sprawienie, aby jego głos zabrzmiał jak zwykły, rozbawiony głos Chestera Recroma. Usiadł. Nie odrywał jednak wzroku od kapitana. Po paru chwilach wykonał lekki ruch głową, sugerujący, że chciałby zamienić z Arraxusem parę zdań, na osobności. - Toaleta jakaś? - rzucił, wstając od stołu. - Ta sałatka naprawdę chyba źle na mnie działa, za moment wrócę. Uśmiechając się przepraszająco, wymaszerował z sali. Próbował wyjrzeć przez jakieś okno i przyjrzeć się niebu, jednak to dopiero, kiedy będzie pewny, że nikt z biesiadujących na sali go nie widzi. |
| Glaurungo | - Co ty sobie myślisz?! - Zakrzyknął na tyle głośno abyś zauważył jego gniew, lecz na tyle cicho aby sala tego nie zrobiła - Mieliście się nie spić. Być przytomnymi na negocjacjach, a ty nie dość, że się naćpałeś, to jeszcze gadasz jakieś brednie, które znacznie utrudnią nam dyplomację! I nawet mi nie mów, że wierzysz w te bzdury. Jedynym, co może zniszczyć tą planetę jesteśmy my - zakończył - a gdybyśmy zamierzali to uczynić, nie byłoby najmądrzejszą rzeczą informować o tym tubylców. Naraziłeś całą misję na niebezpieczeństwo i możesz być pewnym, że po dotarciu na Ireę zostaną wyciągnięte odpowiednie konsekwencje. - Kapitan odetchnął głęboko dwa razy, aby się uspokoić, po czym dodał już bardziej do siebie - I pomyśleć, że prosiłem o ludzi kompetentnych... |
| Morok | "Właściwie... to ja też nie do końca wierzę. Ale ten w pancerzu pod ubraniem... wypowiedział to z przekonaniem w głosie. Dobry aktor czy szczera prawda? Lanikan pewnie już to wie" - pomyślał Hei, zerkając na telepatę. Zaraz jednak zauważył, że "prorok" wstaje i wychodzi. Lee również uśmiechnął się przepraszająco, po czym opuścił swoje miejsce, podążając za nim i za Arraxusem. Skrył się za ścianą i podsłuchiwał przez otwarte drzwi, gotów do natychmiastowego wycofania się, gdyby spostrzegł, że wracają. |
| Karv | Zacisnął pięści i czuł, że paznokcie wbijają mu się w dłonie. - Proponuję skonsultować się ze statkiem, może oni wiedzą coś, co stawiałoby mnie w jaśniejszym świetle. |
| Glaurungo | - Tak apropo: jesteś ćpunem, że wiesz tyle o haszyszu? - dodał kapitan i nie czekając na twoją odpowiedź wmaszerował do sali. Uczta już się kończyła i zbliżał się czas negocjacji. |
| Karv | Zastanawiał się, czy czasem nie ześwirował. Nagle wydało mu się to bardzo prawdopodobne. |
| Bubeusz | Wyszedł na zewnątrz i rozejrzał się. Chester stał całkiem niedaleko. Telepata również podniósł wzrok do góry, zatapiając go gdzieś między obłokami. - Miewałeś już wcześniej wizje? - zapytał nagle, spokojnym głosem. |
| Karv | - Nie - odparł krótko. Ton jego głosu wskazywał na to, że nie jest zadowolony z tego, w jaki sposób przyjęto jego oświadczenie o grożącym niebezpieczeństwie. Zrobił przecież to, co należało do jego obowiązków, ostrzegł, chciał obronić. - Ta była pierwsza, mam nadzieję, że ostatnia, cholera. |
| Bubeusz | Zerknął na Chestera. Patrząc tak w niebo, jego rozmówca wyglądał, jakby kogoś wyczekiwał. - Myślisz, że ktoś jeszcze zechce odwiedzić tą planetę? - zapytał Lanikan. Choć pytanie wydawało się kpiną, poważny i spokojny ton głosu medyka wyraźnie temu przeczył. |
| Karv | |
| Bubeusz | - Już odwiedził? - powtórzył, nie spuszczając z niego wzroku. |
| Yuber | |
| Karv | Wskazał ręką na Bliznę, jako na tego, który jest lepiej poinformowany. |
| Laire | - Ktoś chce? - spytała wyciągając jednego spomiędzy srebrnego papierka. Przez chwilę z wyszczerzonym uśmiechem, pełnym równych białych zębów przyglądała się obrazkowi na paczce, który przedstawiał gorzej niż wysoce zaawansowane zepsucie zębów. Może jakiś rak żuchwy. Całkiem skuteczne na słabych psychicznie. - Hmm, cały czas mnie gryzie skąd oprócz grzybków to ci się mogło wziąć. Bo haszysz to nie był w żadnym przypadku. - Zmarszczyła brwi wyciągając zapalniczkę benzynową. |
| Karv | - Nie mam zielonego pojęcia, co to mogło być - powiedział w końcu, zaciągając się mocno. - Pewnie po prostu świruję. Albo zaraz umrzemy. Wolałbym, żeby teraz wydarzyło się coś, co wydarzyć się nie powinno. Przynajmniej byłbym pewien, że jestem tak samo zdrowy na umyśle jak wy. Spojrzał po wszystkich, zastanawiając się, czy bycie tak samo normalnym jak oni, to faktycznie powód do radości. |
| Laire | - Jak zaraz nie umrzemy to zabiorę cię, albo cały stół tego jedzenia do laboratorium - coś w jej uśmiechu mówiło, że jeśli na niego, nie na stół wypadnie, to się raczej dla niego nie skończy dobrze. Coś mówiło mu, że ta kobieta gotowa jest rozkroić mu łeb na pół w poszukiwaniu rozwiązania zagadki. Po chwili wzruszyła ramionami odchylając głowę lekko do tyłu i przymrużyła oczy, próbując złapać jak najwięcej słońca dla bladej, typowo laboratoryjnej cery. - Nikt nie jest normalny. - przekonanie w jej głosie powstrzymało wszystkich przed polemizowaniem. Przynajmniej przez chwilę. |
| Glaurungo | [size=9:ebaf2d98ea]*Wciąż jesteś przytomny (Ale naćpany). Lanikan może spróbować cię uleczyć, ale zajmie to trochę czasu.[/size:ebaf2d98ea] |
| Yuber | Szybkim i równym krokiem ruszył w stronę sali. |
| Karv | - Też bym z przyjemnością poszedł... - powiedział nieco przeciągle Chester. - ale chyba nie dam rady. Zgiął się i podparł rękoma, aby w razie czego nie uderzyć głową w ziemię. Patrzył na glebę, która niebawem mogła się stać miejscem jego spoczynku. Czuł się paskudnie, nie próbował zebrać się do pionu. - Weźcie mnie zaprowadźcie gdzieś... ee... gdzieś, gdzie rozgniewany Arraxus nie mógłby mnie szybko znaleźć. Bo jeżeli zobaczy mnie w takim stanie, to cała moja linia obrony legnie w gruzach - powiedział błagalnym głosem, zamykając oczy. |
| Laire | - Kurczę, i tak nie wygląda mi to na grzybki... - zmarszczyła brwi opierając plecy oficera o ścianę. - Byłby wesoły po ich spożyciu, a nie był... Gawożyłby jak małe dziecko, a nie gawożył. £apałby wyimaginowane motylki, a nie łapał. Albo wpadłby natychmiastowo w kilkugodzinną deprechę, a nie wpadł... No i tak czy siak wyostrzyłyby mu się cholernie zmysły. Trzeba go stąd wziąć bo za chwile będzie bardzo bał się światła. Głośniejszych dźwięków też... - potarła czoło dłonią. Zdawała się zupełnie nie zwracać uwagi na słowa kolegi po fachu. - Co za idioci dodają do sałatek tak mocnych środków - warknęła nieco głośniej i ostrzej niż zamierzała. - Ja rozumiem coś na poprawę nastrojów, ale nie haszysz i grzybki na raz, no bez przesady. Narody, znajcie umiar - mruczała już cicho, bardziej do siebie, mierząc tętno oficerowi, zaglądając mu w oczy, pomacała żołądek, a wszystko robiła tak, jakby był zupełnie nieprzytomny. Nadal mrucząc coś do siebie. W końcu złożyła ręce na kolanach i utkwiła wzrok w liściach jakiegoś drzewa, nucąc jakąś melodię pod nosem. |
| Glaurungo | |
| Yuber | |
| Morok | - Wypij. To woda z solą, zwymiotujesz po niej. Zapobiegnie to dostaniu się większej ilości narkotyku do Twojej krwi - powiedział cicho "archeolog". |
| Karv | |
| Morok | - Czego to człowiek nie nosi ze sobą na wypadek przejedzenia... Radzę się odsunąć - powiedział z uśmiechem do pozostałych. Sam cofnął się o kilka kroków. W rzeczywistości Hei nosił przy sobie wodę z solą nie w wypadku przejedzenia, ale aby móc na przykład udawać kogoś, kto za dużo wypił. Tak, w Irei zdolność do wywołania wymiotów kilka razy pomogła zabójcy zgubić pościg. Ale oczywiście - nie każdy powinien o tym wiedzieć. |
| Karv | Postanowił jednak nie próbować wstać, dopóki nie będzie przekonany, że ma ku temu predyspozycje. |
| Bubeusz | - Dobry pomysł z tą solą - pochwalił Lee, z powrotem odsuwając się na miejsce, w którym stał przez swoją interwencją. |
| Karv | - Bardzo...ee... Bardzo dobry myk - powiedział, mając na myśli cudowne uleczenie. Przynajmniej nie czuł się już tak okropnie, jak jeszcze przed chwilą. Miał jednak poczucie, że strasznie się zbłaźnił. Cała grupa wysłana na tą misję stała nad nim, kiedy on nie mógł utrzymać pionu. Nic, tylko chwycić blaster i wypalić sobie nim dziurę w głowie. |
| Bubeusz | |
| Karv | |
| Bubeusz | |
| Karv | |
| Bubeusz | |
| Karv | - Żadne ostre przedmioty nie latają w powietrzu, póki co. Można wchodzić - powiedział, aby odsunąć się następnie od drzwi i zrobić miejsce pozostałym. Stanął pod ścianą i splótł ręce na klatce piersiowej. Wśród tysięcy krzyków starał się wychwycić te najistotniejsze. |
| Glaurungo | |
| Elethain | W chwili jednak, gdy po pomieszczeniu zaczęły latać przeróżne przedmioty, zaczął się powoli denerwować przebiegiem negocjacji... a może walki? Teraz już sam nie był tego pewien. Co jakiś czas podnosił dłoń, zakrzywiając tor lotu co celniejszych pocisków - raz nawet o mało nie dostał w nos czymś okrągłym, jednak udało mu się owe coś złapać i bezpiecznie odrzucić. "Mamy tu małe kłopoty..." - pomyślał, zastanawiając się, czy Lanikanowi udałoby się wychwycić tę myśl w tym miejscu... |
| Bubeusz | |
| Morok | |
| Glaurungo | - Wychodzimy i wracamy na statek! Wrzaski ucichły równie nagle, jak się rozpoczęły. Nieliczni oficerowie, którzy jeszcze pozostali w sali natychmiast dołączyli do kapitana, który bez słowa więcej wyszedł z budynku. Za nim w niewielkiej odległości podążył szaman z małą eskortą tubylców, którzy postanowili sprawdzić, czy naprawdę zamierzacie się oddalić. |
| Morok | |
| Karv | |
| Yuber | |
| Glaurungo | - Excelsior - przygotować się do bombardowania powierzchni planety. Po tym jednym słowie kapitana burza rozgorzała w sercach wszystkich oficerów. Ludzi, których niedawno poznali, którzy ich ugościli jadłem i napojem czekała niechybna zagłada. Lecz nagle, bez żadnego rozkazu z szeregu wystąpił pierwszy oficer sprzeciwiający się woli dowódcy: - Nie może pan. To jest misja dyplomatyczna - powiedział stanowczo młodzieniec, lecz przerwało mu wściekłe spojrzenie... - Takie są rozkazy - odpowiedział według swojego mniemania ucinając dyskusję kapitan. - Dwór wyraźnie życzył sobie, aby nikomu nie stała się krzywda - kontynuował lekko przerażony, acz wciąż pewny swych racji porucznik. - A masz to na piśmie? Bo ja swoje dostałem od samego Kar' reka. - Nie, ale... - Słowa oficera przerwał szybki strzał blastera. - Rozpocząć ostrzał wiosek! - zakomenderował Arraxus - niechaj na zawsze znikną z powierzchni ziemi. Statek zaczął ustawiać się na pozycji. Chester zaś przypomniał sobie kratery po turbolaserach i odczuł dziwne wrażenie, że jego wizja zaczyna się spełniać. |
| Bubeusz | - Jak sądzisz, Chester, Twoja wizja jest tutaj przyczyną, czy skutkiem tego, co ma nastąpić? A może jednym i drugim? |
| Morok | - Kapitanie... nie jestem pewien, czy zbombardowanie wioski to dobra decyzja. Nie kwestionuję jej, mówiąc to jedynie jako archeolog... mam niejasne powody, by przypuszczać, że tubylcy mogą dysponować jakąś ukrytą technologią, lub też być przez takową wspierani. Nie wiemy wiele o planecie i jej otoczeniu, a kontruderzenie ze strony ewentualnych silosów rakietowych lub dział stacjonarnych mogłoby okazać się tragiczne w skutkach dla całego Excelsiora. Nie jestem oczywiście w stu procentach pewien, ale istnieje taka możliwość. A wówczas ostrzał naraziłby nas na grobowe niebezpieczeństwo odwetu - mówił szybko, patrząc w ziemię. Liczył się z perspektywą, że Arraxus i jego spróbuje ogłuszyć - w takim wypadku zamierzał odskoczyć w bok i szybkim, silnym kopniakiem podciąć kapitana, sprawiając, że ten przewróci się na ziemię. Przebranie przebraniem, ale Hei, chociaż wiedział, że jego "życie" jest niewiele warte, nie zamierzał się z nim łatwo rozstawać. |
| Karv | Strzał z blastera sprawił, że Chester sięgnął po swoją broń. Doskonale wiedział kto strzelał i w jakim celu. I absolutnie mu się to nie spodobało. Miał dbać o bezpieczeństwo, wszystkich, nie tylko Arraxusa. A jeżeli sam Arraxus pozwala sobie wystrzeliwać członków załogi, to kto jak kto, ale oficer ochrony powinien zareagować. - Kapitanie - powiedział pewnym głosem. - Jestem zmuszony prosić o oddanie broni. Z planetą róbcie co chcecie, chociaż nie sądzę, że to najlepsze wyjście. Muszę jednak zabrać pańską broń, gdyż w pana rękach naraża ona na niebezpieczeństwo uczestników misji. Co jak co, ale na to pozwolić nie mogę. I to niewątpliwie jest gdzieś na piśmie, więc proszę nie zasłaniać się kruczkami prawnymi. Wyciągnął przed siebie prawą rękę, otwarta dłoń zdawała się oczekiwać, aż Arraxus złoży w niej swój blaster. W lewej ręce, opuszczonej wzdłuż tułowia, Chester wciąż trzymał swój własny pistolet blasterowy. Licząc się z tym, że teraz to on może zostać ofiarą, był skoncentrowany. Musiał, aby w razie, gdyby Arraxus to jego teraz próbował unieszkodliwić, móc w porę zareagować. Nie chciał zabijać kapitana, zwykły strzał w jego dłoń, celem wytrącenia z niej broni. I tak już sobie naszkodził, co więc przeszkadza, że będzie miał na swoim koncie jeszcze jedno przewinienie. Dobro załogi przede wszystkim, dodał sobie w duchu motywacji. Nie dysponowali dużą ilością czasu. Tubylcy niewątpliwie słyszeli rozkaz Arraxusa i zaraz mógł rozpocząć się ostrzał z ich strony. Dlatego też Chester w tym właśnie momencie poza skupieniem się na kapitania, musiał mieć oczy dookoła głowy. Starał się tego dokonać najlepiej, jak tylko umiał. [color=indigo:a5221edeec][size=9:a5221edeec]Mam nadzieję, że wiesz, że blastery tylko ogłuszają...:) Tak czy siak...[/size:a5221edeec][/color:a5221edeec] |
| Glaurungo | - Myślałem, że jesteś niekompetentny - powiedział kapitan - Myliłem się. Jesteś kompletnym osłem, po czym zrobił parę kroków w tył. Zadowolony, acz wciąż lekko osłabiony narkotykami podporucznik spojrzał na przedmioty i już zamierzał wrzucić je do swojej kieszeni, gdy nagle zorientował sie, że drugim jest granat. Spróbował go odrzucić, jednakże nie zdążył i ów wybuchł tuż przed jego twarzą. Na szczęście dla Chestera była to jedynie oślepiająco-ogłuszająca wersja, lecz mimo to od czegoś takiego bez pomocy medycznej groziła mu stała utrata wzroku. Osunął się na ziemię, a Arraxus odebrał swój blaster. W tym momencie jednak zdarzyło się coś, co odwróciło uwagę załogi od zajścia: Excelsior rozpoczął ostrzał, a grupka tubylców trzymających się z tyłu ruszyła do ataku... |
| Karv | [size=9:c1661f2805][color=indigo:c1661f2805]* Nie jeseś nawet w stanie wstać ** Dostałeś z granatu w twarz. Nawet nie licz na to, że nadal trzymasz broń. *** To, że jesteś w ogóle przytomny wybaczę ci, ale mimo to masz na razie niezły paraliż. [/color:c1661f2805][/size:c1661f2805] |
| Yuber | |
| Bubeusz | - Czy mogę..? - zapytał, spoglądając beznamiętnie na kapitana. Choć nie zostało to powiedziane wprost, kierunek, w którym wyciągnięta została ręka mówił Arraxusowi bardzo wyraźnie, że łysy chce zająć się Chesterem. A może mówił to nie tylko kierunek ręki... |
| Glaurungo | Wlokący się za wami murzyni zostali szybko wystrzelani jak kaczki nie mając najmniejszych szans w starciu z nowoczesną bronią. Tylko jeden spośród nich wciąż jeszcze mógł się utrzymać na nogach - szaman. Kuśtykając i brocząc krwią doczłapał, albo raczej doczołgał się do was, po czym słabym acz fanatycznym głosem rzekł: - Asael was zniszczy za tą zdradę. - Nie boję się twojego boga - odpowiedział kapitan i dodał - jeśli chce i potrafi, to może tu przyjść i nam wkopać... Arraxus zapewne zamierzał coś jeszcze powiedzieć, lecz w tym momencie jak na zawołanie ziemia się zatrzęsła, a w powietrzu rozbrzmiał straszliwy ryk... |
| Bubeusz | Lanikan podniósł głowę, słysząc słowa szamana. Ich spojrzenia znowu zetknęły się. I tym razem medyk, wciąż klęcząc przy oślepionym wojowniku, nie zerwał kontaktu. Wręcz przeciwnie. Bez problemu przebił się przez mentalne bariery* umierającego szamana, by przekazać mu... Błogosławieństwo i swój żal. I wtedy ziemia się zatrzęsła. [size=7:e40c90736b]*miałem Cię Glau informować PRZED, a nie PO fakcie, ale stwierdziłem, że nie będę opóźniać akcji, bo to i tak nie ma wpływu na poczynania innych, a Ty i tak zrobisz z tym, co zechcesz ;)[/size:e40c90736b] |
| Glaurungo | [size=9:df5ffc146b]* ten drugi, nie Lanikan;)[/size:df5ffc146b] |
| Bubeusz | Nie trzeba było być prorokiem, żeby wiedzieć, że coś bardzo niedobrego się tu święci. - Sugeruję ewakuację na maszynę - rzekł Lanikan, przygotowując się do niesienia Chestera. [size=9:c80f240c07][ Komentarz dodany przez: Glaurungo: Wto 17 Mar, 2009 ][/size:c80f240c07] [size=9:c80f240c07][color=indigo:c80f240c07]Jakie "negatywne wibracje"? Mam nadzieję, że nie masz na myśli trzęsienia ziemi:)[/color:c80f240c07][/size:c80f240c07] [size=9:c80f240c07]Nie, no co Ty. Chodzi mi o emocję szamana, jaka weszła do umysłu Lanikana.[/size:c80f240c07] |
| Morok | - Wygląda na to... że miałem rację... - wyszeptał drżącym głosem, mając na myśli swoje wcześniejsze słowa o ataku odwetowym. |
| Glaurungo | [size=9:b626f9f08c]Na razie znajduje się w pewnej odległości i szybko się zbliża, aczkolwiek chwilę to potrwa.[/size:b626f9f08c] |
| Yuber | "Co za niewybaczalny głupiec!" - Pomyślał, patrząc w jego stronę - "Wszyscy zginiemy przez tego kretyna!" Zrobił kilka kroków w tył, przenosząc wzrok na bestię... |
| Glaurungo | [size=9:922b05ccae]Po interwencji Lanikana Chester żyje i nawet może chodzić.[/size:922b05ccae] |
| Karv | - A nie mówiłem? - rzucił krótko Chester, spoglądając na Arraxuas. Powiedział te słowa jednak nie do niego, a do siebie. Wielce prawdopodobne, że nie dotarły one w ogóle do uszu kapitana. Zastanawiał się, czy jego wizja byłaby tak samo bliska spełnienia, gdyby nie podzielił się nią z innymi. Oderwał wzrok od smoka i zaczął rozglądać się po ziemi w poszukiwaniu swojego blastera. Nie był nawet pewny, czy po wybuchu granatu z broni cokolwiek zostało. Omiótł więc tylko podłoże krótkim spojrzeniem i zaprzestał poszukiwań. Teraz miał na głowie ważniejsze sprawy. - Musimy się ewakuować i to NATYCHMIAST - stwierdził coś, co było oczywiste. Tak już jednak miał, że lubił mówić. A nuż któryś z brygady był innego zdania i chciał walczyć ze smokiem? |
| Glaurungo | Zaczęliście się przedzierać wśród drzew. O dziwo napawało was to znacznie większym przerażeniem niż spotkanie ze smokiem, który nic nie robił sobie z kolejnych strzałów z turbolaserów. Chociaż oba mogły się skończyć niemal pewną śmiercią i mimo problemów z tym, że Chester nadal ledwo chodził, oraz z pewną kobietą, która non stop potykała się o swoje obcasy, szło wam nader sprawnie. Wokół padały rażone ogniem drzewa, lecz zawsze udawało wam się uniknąć i płomieni i spadających kawałków. Można by nawet powiedzieć, że jakiś nieznany wam bóg miał was w swej opiece. Gdy podróżowaliście przez las smok nie był w stanie was wypatrzeć, co ochroniło was przed dalszymi atakami. Jednakże sytuacja nie była aż tak różowa. Gdy dotarliście do polany waszym oczom ukazał się straszliwy widok: Na zmiażdżonych transportowcach siedział Asael. Na szczęście jeszcze was nie wypatrzył... |
| Morok | |
| Karv | |
| Glaurungo | Temu wydarzeniu towarzyszyły liczne westchnienia ulgi. Jeszcze chwilę nie mogąc uwierzyć w to, że jest wam pisane jednak życie siedzieliście w swojej "kryjówce". Po upływie parunastu sekund wyszliście, aby poszukać możliwości powrotu na Excelsiora. Gdy stanęliście na polanie waszym oczom ukazał się widok stokroć straszliwszy niż wszystkie ujrzane wcześniej. Smok bowiem nic nie robiąc z otaczającej go próżni "leciał" w stronę okrętu. Na waszych oczach przeniknął przez osłony statku i zaczął rozrywać kadłub całkowicie ignorując ostrzał... |
| Karv | - Albo obraził się na Arraxusa, albo tamten szaman wezwał go, umierając. Lepiej byłoby, gdyby chodziło o tę pierwszą rzecz, przeprosiny i ewentualnie oddanie kapitana w ofierze mogłoby załatwić sprawę. Jeżeli jednak smok został wezwany przez szamana, to mamy niezłego wała... bo skoro szaman nie żyje - myślał na głos, jedynie słowa o oddaniu kapitana w ofierze wypowiedział szeptem. |
| Bubeusz | [size=9:373f0cca05][ Komentarz dodany przez: Glaurungo: Pią 20 Mar, 2009 ][/size:373f0cca05] [color=indigo:373f0cca05][size=9:373f0cca05]Toś mnie rozbawił. Pierwsza misja kończy się klęską, następne też zapewne się nie odbędą, polegliście, wszelka nadzieja została stracona, wasi towarzysze misji zginą, wy być może też... Trochę dramatyzmu, okręt nie jest tylko środkiem lokomocji, ale nadzieją imperium i jedną trzecią jego floty;)[/size:373f0cca05][/color:373f0cca05] |
| Yuber | |
| Glaurungo | - Zacznijcie zachowywać się jak prawdziwi imperialni żołnierze, którzy w razie potrzeby giną za imperatora! - zakrzyknął kapitan - Naszym obowiązkiem jest chociaż spróbować ocalić statek. Smok przybył, aby bronić mieszkańców, więc jest jeden sposób na odciągnięcie go od okrętu - rzekł dowódca, po czym spojrzał jednoznacznie w stronę wioski... |
| Morok | Nie chciał zostać zdemaskowany, podejrzewał bowiem, że już wkrótce ktoś w Irei zauważy, że z chwilą odlotu Excelsiora, aktywność "Czarnego" zanikła - i połączy obydwa fakty. Na razie zatem Hei zamierzał robić to, czego zechce kapitan. Na razie... |
| Karv | - Trudno mi to przyznać - powiedział na głos. - jednakże przez czyiś genialny pomysł z uraczeniem mojej osoby granatem zostałem pozbawiony blastera. Przejechał ręką po pasie, przy którym umocowane były trzy granaty. Kiedy znalazł się w odpowiedniej odległości, chwycił jeden z nich i - po odbezpieczeniu - cisnął w stronę zabudowań. |
| Glaurungo | Arraxus podniósł rękę do komunikatora: - Spróbujcie na nim działa dziobowego. Jeśli nawet to nie zadziała - wiejcie. Asael zbliżał się w zastraszającym tempie. Nie musiał powtarzać dwukrotnie. Okręt wystrzelił. Wiązka niebieskawo zabarwionego światła uderzyła w bestię, która jakby potykając się w locie zaryła w ziemię. Wyglądało na to, że dobrze by było dobić smoka. Niestety wraz z wystrzałem jonowym przestała działać cała wasza broń. Asael zaczął się powoli podnosić... |
| Morok | "Przebranie traci priorytet" - pomyślał chłodno, śmigając jak błyskawica w kierunku smoka i w biegu wystawiając dłoń przed siebie. Z lewego rękawa czarnowłosego wyleciała cienka, ale długa, czarna linka, zakończona niewielkim obciążnikiem. Owinęła się wokół jednej z kończyn powstającego smoka, czarnowłosy zaś chwycił i pociągnął, zaciskając pętlę. Głęboko w zimnych, beznamiętnych oczach mężczyzny zalśnił czerwony blask. - Giń - wyszeptał Czarny, posyłając po metalowej lince zaś przebiegł potężny ładunek elektryczny. Ten nie wywołał iskier czy innych efektów specjalnych, o nie. Po prostu poleciał z prędkością światła... |
| Glaurungo | |
| Yuber | |
| Morok | Linka Lee błyskawicznie zwinęła się, w mgnieniu oka znikając z powrotem w rękawie mężczyzny. Ten, masując się po głowie, wstał. - Ajajajajaj... - wymamrotał z uśmiechem, z zakłopotaniem gładząc się po włosach. Zaraz jednak dojrzał... CO? Zaskoczony, jedynie przez chwilę zbity był z tropu. Decydując się dalej odgrywać swoją komedię, również wyprostował się i zasalutował. |
| Bubeusz | |
| Glaurungo | Lee nagle poczuł jak niepohamowana absolutna siła wdziera się do jego umysłu. Poczuł się nagi. Wiedział, że przed tym wzrokiem nic się nie mogło ukryć. Wszystkie jego tajemnice stawały się jawne... Po kilku sekundach, które jednak wydawały się "archeologowi" wiecznością usłyszał jedynie mentalny głos: - Służ dobrze imperium Natychmiast opanowała go dziwna wizja. Na wysokiej jakości niebieskim tle przewinęły się cztery liczby*. Kontakt zerwał się, a kobieta szybko kończąc oględziny reszty załogi rozpłynęła się w powietrzu. [size=8:81888e13cc]*Nie podaję ich, gdyż w sumie równie dobrze możemy o nich mówić jako o "liczbach", a wymyślać 4 dużych losowych mi się nie chciało.;) Tak na przyszłość - jeśli postawię przed wami imperatora, to prawidłową reakcją jest raczej padnięcie na twarz, a nie salut;)[/size:81888e13cc] |
| Morok | "Co to... niematerialna zjawa... zajrzała do wnętrza mojego umysłu... Imperatorowa..." - myślał nieskładnie, wciąż na wpół pogrążony w wizji. Zaraz jednak otrząsnął się. Głos przemówił doń w głowie... a więc reszta załogi nadal nie wiedziała. Czarnowłosy "archeolog" powoli podniósł się z zakłopotanym uśmiechem na twarzy. - Przepraszam... nagle słabo się poczułem - wymamrotał przepraszająco do reszty, otrzepując włosy z pyłu. Ale... czy istota naprawdę była władczynią Imperium? O Imperatorowej wiedziano niewiele; Hei nie był w tym miejscu wyjątkiem. Zdarzyło mu się jednak działać w całkowitej niezgodzie z prawami, które ustanawiało Imperium, a mimo to... dziwna istota go nie zabiła mimo, że przez chwilę posiadała nad nim kompletną władzę. "Czyżby dostrzegła we mnie iskrę człowieczeństwa?" - pomyślał Hei. Skrzywił się w myślach. Pudło. Dawno zaakceptował już fakt, że jest jedynie bronią o kształcie człowieka, pozbawioną serca i sumienia, przeznaczoną jedynie do zabijania. Wiedział, że nic tego nie zmieni; taki los przeznaczony mu został od chwili narodzin, od chwili, gdy ujawniła się przeklęta, nieczysta moc. "Cóż, tak czy inaczej, Imperatorowa... wydaje się odpowiednią osobą do dzierżenia mnie. Być może zostanie jej ostrzem również zostało mi przeznaczone?" - myślał Czarny w swym sercu. Na zewnątrz stał nadal i przepraszał resztę drużyny za omdlenie, opędzając się od ewentualnego medyka, tak naprawdę jednak podjął już decyzję. "Jedno pozostaje pewne - chce, bym nadal działał w przebraniu. W przeciwnym wypadku ujawniłaby mnie innym. A zatem pozostanę w ukryciu" - postanowił. |
| Bubeusz | - Mam nadzieję, że już wszystko w porządku - rzekł medyk, ale w jego głosie nie było czuć zbyt wylewnej troski. £ysy mężczyzna zrobił powolny krok w stronę miejsca, w którym jeszcze przed chwilą stała Imperator. Bardzo go zastanawiało, co tak naprawdę się wydarzyło i dlaczego nie zdołał przechwycić przekazu. Postanowił jednak przemilczeć zajście. - Co teraz? Czy pojawienie się i znikanie Czcigodnej Imperator zalicza się tutaj do zajść normalnych? - zapytał, spoglądając na kapitana. |
| Glaurungo | |
| Morok | - Ciekawe, w jaki sposób tak nagle rozpłynęła się w powietrzu... jakaś nowa technologia, czy też mamy bezcielesnego ducha za władczynię? - zażartował, wstając i z uśmiechem odwracając się do reszty. [color=indigo:03b7cae1cb][size=9:03b7cae1cb]Mam tylko nadzieję, że zamierzasz ich prędzej, czy później poinformować o "tajemniczej numerycznej wizji", albo chociaż same liczby podać, bo inaczej fabuła się nie posunie. Pamiętaj, los sesji jest w twoich rękach![/size:03b7cae1cb][/color:03b7cae1cb] [color=white:03b7cae1cb][size=9:03b7cae1cb]Glau, czy Ty czasem nie grasz zbyt liniowo? xD[/size:03b7cae1cb][/color:03b7cae1cb] [color=indigo:03b7cae1cb][size=9:03b7cae1cb]Nie, po prostu muszę jakoś połączyć dwa odcinki "serialu";)[/size:03b7cae1cb][/color:03b7cae1cb] [color=blue:03b7cae1cb][size=9:03b7cae1cb]Gra BARDZO liniowo... ale dobrze prowadzi przynajmniej, IMHO ^^. Tak czy inaczej, Glau, moja postać nie została poinformowana, żeby przekazać te informacje XD. Jej w jakiś sposób to przekaż, nie mnie XD.[/size:03b7cae1cb][/color:03b7cae1cb] |
| Karv | Z odpowiedzią przybył pierwszy oficer, mówiąc, że jest to ściśle tajne. Było ściśle tajne. Dziwne, zupełnie jakby coś mną kierowało. Intuicja, szósty zmysł? Może po prostu jestem geniuszem. Spojrzał na Arraxusa. Potem na pozostałych. I znów na Arraxusa. Co robimy, pytał spojrzeniem. |
| Bubeusz | Owszem, lubił tajemnice. Ale nie takie. Odchrząknął. Jeżeli mieliby coś powiedzieć, zrobiliby to. Ale nie mówią, więc o wyjaśnienie prosić nie ma sensu. - Więc jaka jest tu nasza rola? - przeformułował swoje pierwsze pytanie. |
| Glaurungo | Po tych słowach Hei nagle przypomniał sobie o dziwnej wizji jaką obdarzyła go mistyczna władczyni i nagle uświadomił sobie, czym były cztery liczby - współrzędnymi jakiejś planety i najprawdopodobniej ich następnego celu. Jeszcze raz, niczym pogłos przemknęło mu przez głowę: Służ dobrze imperium. Wyglądało na to, że miał być nie tylko bronią, ale i narzędziem w jej rękach. |
| Bubeusz | |
| Morok | - Mam współrzędne naszego następnego celu... Ktoś chce je poznać? - zapytał słabym głosem Lee, uśmiechając się z lekkim zakłopotaniem. "Nieważne, ilu dzierżyło mnie w zamian za pieniądze, nigdy nie byłem ostrzem więcej, niż jednej osoby. Nie będę służyć Imperium, ale Imperator" - postanowił. Obserwował reakcję na swe słowa, czekając, aż ktoś zareaguje na zaskakujące ogłoszenie. |
| Yuber | |
| Morok | - Eee... Imperator chyba mi je powiedziała... w głowie znaczy. Naprawdę nie wiem, co o tym sądzić - wymamrotał z uśmiechem zakłopotania. |
| Karv | |
| Morok | |
| Glaurungo | Po stresujących zdarzeniach z misji na planecie szybko udaliście się na odpoczynek i rozrywkę do kwater i kantyny. Tak minął dzień pierwszy. Drugiego dnia wstaliście skoro świt, a raczej w jego czasowym odpowiedniku, gdyż na statku nie było żadnego słońca, które mogłoby go zapewnić. Wasze umysły znajdowały się wówczas już w nieco lepszej kondycji, aczkolwiek po wydarzeniach z dnia poprzedniego wciąż nęciły was wspomnienia chwil, w których byliście o cal od śmierci**. Powróciliście więc do nudy i względnej ciszy, jednakże wkrótce miało się to zmienić... Spokój okazał się być jednak jedynie pozorny. W samo południe po całym statku rozległ się przeraźliwy, znacznie odbiegający od dotychczasowej sielanki odgłos alarmu, któremu towarzyszył nagły wstrząs oznaczający wyjście z nadprzestrzeni***... [size=9:1c6630a8a3]* Nie to nie;) ** Ehhh, brakuje mi trupa w wątku, aby było dramatycznie:( Ale chyba jednak dobrze zrobiłem, że postanowiłem jednak nie zabijać Elethaina;) *** Zachowaniem stosownym do takiej sytuacji jest oczywiście stawienie się na mostku.[/size:1c6630a8a3] |
| Morok | - Przepraszam, nie można trochę przyciszyć tego budzika? Chciałem jeszcze trochę pospać... - poprosił zmęczonym głosem pierwszą napotkaną tam osobę, przecierając oczy. |
| Karv | Parsknął wymuszonym, ironicznym śmiechem, słysząc prośbę Lee. - Nie ma to jak humor - mruknął. Czekał na przybycie reszty. |
| Morok | |
| Bubeusz | |
| Yuber | |
| Glaurungo | - Napęd nadprzestrzenny się zepsuł, cud w ogóle, że w ogóle przeżyliśmy. Dobrze, że lecieliśmy z niską prędkością, bo przy takich uszkodzeniach szybko zostałaby z nas sterta szczątków, gdybyśmy szybko tego nie zauważyli. Najprawdopodobniej jest to wynikiem ataku smoka. Uderzał blisko, aczkolwiek myśleliśmy, że podniszczył szponami jedynie górne pokłady. To wygląda bardziej na wybuch bomby plazmowej - Powiedział i zrobił krótką przerwę, aby dać im czas na ochłonięcie po jego słowach - Na szczęście zniszczenia są odwracalne, jednakże naprawy zajmą trochę czasu. Do tego dochodzi jeszcze dziwna choroba kapitana. Właśnie dlatego, jako najstarszy stopniem oficer go zastępuję. Dopóki napęd nie będzie znów w pełni sprawny wprowadzam stan podwyższonej gotowości - Oznajmił. Po wzięciu głębszego oddechu kontynuował wydawanie rozkazów... - Podporuczniku Recrom proszę zorganizować podwójne patrole i zarządzić kwarantannę pierwszego stopnia* - Po wydaniu tego rozporządzenia spojrzał na Lanikana: - A ty medyku spróbuj jakoś pomóc kapitanowi. Zgłoś się jak najszybciej w ambulatorium. Reszta niech postara się pomóc w naprawach, lub utrzymaniu porządku**. [size=9:df6d50896f]* Polega ona na tym, że osobom o stopniach nieoficerskich nie wolno opuszczać sektoów, w których aktualnie się znajdują. ** Macie rozkazy, ale nie wychodźcie od razu.[/size:df6d50896f] |
| Bubeusz | [size=9:6ca2689153]*Rozumiem, że adnotacja "nie wychodźcie od razu" mnie nie dotyczy xP[/size:6ca2689153] |
| Karv | - Coś jeszcze? - zapytał krótko, przyglądając się aktualnemu dowódcy. Polubił go, zdecydowanie bardziej niż Arraxusa. Arraxus, jego choroba. Zastanawiające, chociaż każdemu może się zdarzyć zachorować. Ale byle zachorowanie to nie tak zwana "dziwna" choroba. Recrom patrzył pytająco na Faeroca, czekając na zezwolenie na odmaszerowanie. |
| Glaurungo | Ambulatorium okazało się być olbrzymia okrągła salą wypełnioną łóżkami i rozmaitymi przyrządami medycznymi. Było z całą pewnością jednym z najbardziej zaawansowanych, jakie kiedykolwiek widział Lanikan. Od progu powitała go dość urodziwa oficer medyczna, która po szybkiej identyfikacji kapłana zaczęła przedstawiać stan zdrowia kapitana. Okazało się, iż jest on nieprzytomny, oraz ma wysoką gorączkę. Po chwili krótkiego namysłu wskazała również kierunek do odpowiedniego posłania. Tymczasem na mostku... - Nie to wszystko, odmaszerować - powiedział Faeroc. Gdy wszyscy odwrócili się w stronę drzwi i zaczęli wychodzić zwrócił się do Marvina - Pan niech jeszcze chwilę zaczeka, starszy chorąży Shtultz. |
| Morok | Czarnowłosy zgarbił się trochę na wieści o chorobie kapitana. Nie wiedział, czy wierzyć pierwszemu oficerowi... chociaż, skoro zawierzyła mu Imperator, to właściwie czemu nie? Hei, powłócząc nogami i udając ślamazarność, został z tyłu za resztą grupy. Gdy upewnił się, że nikt nie patrzy, zatrzymał się za drzwiami i nasłuchiwał, co takiego ma do powiedzenia pierwszy oficer. |
| Bubeusz | |
| Glaurungo | |
| Yuber | |
| Glaurungo | - Nie mamy pewności, czy uszkodzenia napędu spowodował smok. To mógł być sabotaż, właśnie dlatego zarządziłem kwarantannę. Jednakże nie wiem, komu mogę zaufać, w szczególności po ostatnich wydarzeniach. Wybrałem ciebie, ponieważ jesteś najprawdopodobniej najtrudniejszy do zmanipulowania i najmniej użyteczny dla potencjalnego napastnika. Chcę, abyś miał oko na pozostałych, a w szczególności na tego podporucznika Recroma. Już raz się naćpał, lub był pod czyimś wpływem i może się to powtórzyć - powiedział, po czym wyjął z kieszeni munduru srebrną odznakę, którą wręczył chorążemu - Jeżeli zauważysz cokolwiek dziwnego natychmiast powiadom mnie za pomocą tego. Nadaje zaszyfrowanym sygnałem i łączy się tylko z moją, więc nie będzie można nas podsłuchać. Jeżeli naprawdę mamy wroga na pokładzie interweniuj - rozkazał, po czym dodał już tylko - Powodzenia. [size=9:c0a46b3da2]* Hei i tak wszystko słyszy.[/size:c0a46b3da2] |
| Karv | |
| Yuber | |
| Bubeusz | [size=9:3dbd6fbaeb][ Komentarz dodany przez: Glaurungo: Nie 29 Mar, 2009 ][/size:3dbd6fbaeb] [color=indigo:3dbd6fbaeb][size=10:3dbd6fbaeb]A może to przez nieświeżą rybę?;)[/size:3dbd6fbaeb][/color:3dbd6fbaeb] |
| Glaurungo | |
| Morok | Czarny nie musiał już dłużej nosić maski. Z twarzy Heia opadł więc uśmiech, odsłaniając zwykły wyraz twarzy - skrajnej obojętności i zmęczenia. Sabotażysta... kto mógł nim być? Sam zabójca miał w planach - jeszcze przed napotkaniem Imperator - przeprowadzić kilka operacji, które bez większych problemów mogłyby aspirować do miana "sabotażu". Teraz jednak zmienił zamiary, postanawiając służyć Imperator, sam przestawał więc stanowić zagrożenie dla statku. Czy na pokładzie Excelsiora mógł znajdować się jeszcze inny sabotażysta? Taka osoba nie potrzebowałaby nawet specjalnych umiejętności w zakresie ładunków wybuchowych, wystarczyłoby kilka zwyczajnych wskazówek czy krótki kurs. Materiały znajdowały się na miejscu... ale nie, gdyby ktokolwiek wziął coś z magazynu, zostałoby to zarejestrowane. Zamachowiec musiał więc posiadać własny zapas. Głowa czarnowłosego opadła na piersi. Opuścił powieki. Gdyby ktoś teraz wszedł do środka, mógłby odnieść wrażenie, że Lee Shenshung nie żyje, bowiem, całkowicie nieruchomy, niemal nie oddychał. "Pewnym sposobem byłoby przeszukanie bagaży, szukanie śladów po substancjach wybuchowych... wówczas stałbym się zapewne jednym z podejrzanych" - myślał. Poruszył się, uniósł głowę i zerknął w stronę własnych bagaży. "Niemożliwe jest, w warunkach Excelsiora, całkowite usunięcie znaków, które pozostawiło przechowywanie prostych w użyciu ładunków. Pozostaje wprawdzie możliwość, że nie tylko sam sprawca na tym statku mógłby posiadać tego typu rzeczy, jednak przeprowadzone badanie z pewnością zawęziłoby listę podejrzanych..." - przeszło mu przez głowę. Jak jednak poradzić sobie z problemem, który powstałby przy przeszukaniu jego własnych bagaży? Substancje, które posiadał, były dość skomplikowane i trudne w użyciu... tak, jako archeolog mógł potrzebować czegoś takiego w swej pracy. Ujawnienie ich nie rzuci cienia na starannie podtrzymywane przebranie. |
| Yuber | Blizna nie miał w swoim pokoiku żadnych luster ani żadnych powierzchni, jakie mogłyby odbić jego oblicze. Zasiadł przed małym stolikiem, stawiając sobie miskę w skondensowanym proszku, nazywanym przez niektórych "daniem instant". Zalał coś, co miało być zupą, wodą, pokroił kilka warzyw, jakie trzymał w małej lodówce, nalał sobie do wysokiej szklanki alkoholu, odgrzał jakieś mięso - i zaczął jeść. Tak jadł pan Schlacht - sam ze sobą. |
| Bubeusz | W założeniu miała ona rozproszyć, unicestwić lub "zreorganizować" wszystko, co posiadało niższą, mroczniejszą energię, a także dać ciału kapitana siłę do własnej walki z tajemniczym napastnikiem. Zabieg ten kosztował Lanikana sporo energii, ponieważ dostęp do kosmicznych źródeł ograniczały lub zakłócały przeróżne zabezpieczenia i ściany Excelsiora. Kiedy nagłe zawroty głowy ustąpiły, spojrzał na swojego pacjenta z nadzieją, że osiągnął skutek - nawet jeśli nie zamierzony, to jakikolwiek, który by przybliżył go do poznania prawdy o "chorobie". |
| Glaurungo | Chester wykonywał obchód. Szedł powoli długimi korytarzami Excelsiora. Nagle jednak zastanowił go jeden szczegół w mijanych po drodze drzwiach... Obok nich paliła się zielona lampka, oznaczająca otwarcie. Coś takiego nie byłoby niczym nadzwyczajnym gdyby nie trwająca kwarantanna, podczas której to nie powinno mieć miejsca. Podporucznik szybko cofnął się parę kroków, aby sprawdzić, czego są to drzwi. Gdy zobaczył napis nad masywną grodzią doznał pomieszanego z lekkim strachem szokiem szoku. Była to zbrojownia... Tymczasem Blizna stwierdził, że jadło nie smakuje mu jak zwykle. Nie było to oczywiście wynikiem jakiejś wymyślnej trucizny doń dodanej, lecz złych przeczuć, które opanowały Marvina. Kiedy on jadł zupkę warzywną uzbrojony sabotażysta mógł krążyć po okręcie. Oczami wyobraźni zobaczył opętanego przez wrogów Chestera biegającego z wrzaskiem i ciężkim karabinem laserowym po pokładzie. Faeroc wyraźnie wyznaczył go do działania. Instynkt podpowiadał mu, że cokolwiek ma się wydarzyć wydarzy się prędko. [size=9:b73c2f2680]Yub - Przyłap może Chestera na myszkowaniu w zbrojowni;)[/size:b73c2f2680] |
| Yuber | "Jeśli ktoś miałby zamiar zrobić tutaj sabotaż, to zrobiłby to tylko z pomocą pewnych rzeczy" - pomyślał, kierując się w stronę zbrojowni.... |
| Karv | - O, dobrze, że jesteś - powiedział, najwyraźniej będąc pewnym, że Blizna znalazł się tutaj, z tego samego powodu co on.. - Nie widziałeś tutaj niczego podejrzanego? Zarządzono kwarantanne, wszystko powinno być szczelnie zamknięte, a tymczasem zbrojownia stała otworem. Albo to zwykłe niedopatrzenie, albo coś tu nie gra - spojrzał podejrzliwie na mężczyznę. Przemknęło mu przez myśl, że być może właśnie rozmawia z kimś, kto zakradł się do zbrojowni przed nim. Nie, to głupie, przecież Blizna został dłużej z pierwszym oficerem. [size=9:bb9bc75a63][ Komentarz dodany przez: Glaurungo: Pon 30 Mar, 2009 ][/size:bb9bc75a63] [size=13:bb9bc75a63][color=indigo:bb9bc75a63]Już sam nie wiem, czy post jest do poprawienia, czy nie. Ale nie o tym chciałem. Pamiętaj, że nie słyszałeś rozmowy Blizny z pierwszym oficerem i jak dla ciebie mogła być ona typu "Jeśli się to jeszcze raz powtórzy, to..." [/color:bb9bc75a63][/size:bb9bc75a63] |
| Morok | Hei podniósł się z podłogi, podszedł do drzwi, otworzył je, wyszedł i cicho jak kot skierował się w stronę zbrojowni... |
| Bubeusz | - Przepraszam - zwrócił się do pani oficer - to nie jest zwykła choroba. On został zaczarowany. Albo coś w ten deseń. |
| Glaurungo | - Z początku też rozważałam taką możliwość, jednakże w międzyczasie sprawdziłam informacje na temat magii tego typu w starych księgach. Wymaga ona dużo czasu i małej odległości, a w imperium nigdy nie była praktykowana. Coś takiego mogłoby się wydarzyć jedynie na planecie i nie być wynikiem działania naszych magów. A według raportu tubylcy nie byli czarodziejsko uzdolnieni. To musi być jakiś zwyczajny wirus, lub zatrucie... - powiedziała. |
| Yuber | [size=9:7a6ba7cb93][ Komentarz dodany przez: Glaurungo: Pon 30 Mar, 2009 ][/size:7a6ba7cb93] [color=indigo:7a6ba7cb93][size=11:7a6ba7cb93]Co prawda mówiłem, żeby zignorować na razie posta Chestera, bo skoro cię tam jeszcze nie ma, to co tu dopiero mówić o zawartej w nim wypowiedzi, lub co gorsza o odpowiedzeniu na nią, ale skoro już tak bardzo się uparliście na to, to i piszcie tak jak jest. Ja umywam ręce nad wszelką niespójnością.[/size:7a6ba7cb93][/color:7a6ba7cb93] |
| Morok | "Ten drugi... miał na imię Chester, o ile pamiętam. Co on tutaj robi? Czyżby... nie, to niemożliwe, w trakcie ataku był przecież na powierzchni planety..." - myślał czarnowłosy, przyciskając plecy do ściany. |
| Glaurungo | |
| Karv | Powoli zaczął kierować się w kierunku drzwi, prowadzących na zewnątrz zbrojowni. |
| Glaurungo | W tym momencie do sali wpadła dwójka ochroniarzy poinformowanych wcześniej przez Chestera o nieokreślonych niepokojach w zbrojowni. Z tego też powodu, gdy tylko zobaczyli mrocznego chełmowca obok szefa ochrony wyjęli zza pasów pistolety blasterowe i wycelowali w Bliznę... |
| Yuber | -Lepiej sprawdźcie nagrania w tym sektorze, i powiadomcie kogoś od kwarantanny, że możemy mieć przeciek.- Powiedział stanowczo. |
| Laire | Shiva szła korytarzem, gwiżdżąc 'I'm feelin' good' pod nosem (XD). Zgrabną laseczkę z wiśniowego drewna miała opartą o ramię. Uniosła brwi i zaprzestała swojego jakze cudownego nucenia, gdyż ujżała Lee, tego archeologa, któremu podkradała jedzenia. Krył się za węgłem, zza którego przed chwilą się wychylał. Kobieta podeszła do niego, stajac tak, by jej również nie było widać. - Co tam jest takigo ciekawego? - spytała opierając się o ścianę ramieniem. |
| Morok | - A ffo Ffy fufaj łowiff? Feff fseff moje wwułki?* - zapytał z zainteresowaniem archeolog, zaborczo odwracając się do ściany. [*A co Ty tutaj robisz? Też chcesz moje bułki?] |
| Laire | - Szkoda, skończyły mi się już malinowe... One są najlepsze... Są jeszcze o smaku coca-coli, też niezłe - wyjąsniła, jakby to był szalenie wazny i ciekawy temat. - W ogóle, co ty tu robisz... Znaczy wiesz, ja się przydaję, bo umiem zrobić każdą broń z liścia i gałęzi, Chester ma doświadczenie, Marvin jest po prostu dziwaczny, to się nadał, Lanikan leczy, ale ty... Na statku nie ma ziemi ani szczątków, więc nie bardzo rozumiem...- spojrzała na towarzysza, wyciągając lizaka z ust, na okazję tej dłuższej przemowy. |
| Glaurungo | [size=9:ac392fdb92]*Mam nadzieję, że nie dostanie mi się teraz znowu za kierowanie Twoją postacią, ale jeśli zamierzasz postąpić inaczej, to poinformuj mnie szybko, bo będzie zabawnie;) ** W sprawie kwarantanny wyżej od Chestera stoi już tylko Faeroc *** Po pierwsze cieszę się, że jednak żyjesz;) Po drugie: *Słychać głośne, acz chybione pacnięcie*. Nie zdążyłem cię wpleść w sesję aż tak głęboko, aby ktokolwiek z drużyny zauważył twoją nieobecność, lub terminowe odpisanie stawało się niezbędne. Między innymi dlatego na odprawie Faeroca nie dodawałem rozkazu dla Shivy "napraw reaktor". Po trzecie: Nie każde imperium musi się opierać na coca coli:)[/size:ac392fdb92] |
| Morok | - Archeologia dzisiaj to nie tylko wykopywanie ziemi i szczątków. To również badania nad starożytną, obcą technologią, nad którą obecnie pracują naukowcy Imperium. Gdybyśmy podczas podróżny natknęli się na coś starego i nieznanego, ja to dostaję. I ja również dbam, żebyśmy się na coś takiego natknęli - wyjaśnił niesamowicie irytującym tonem pouczenia. |
| Karv | Spojrzał na Bliznę, kiedy już tamci odeszli. - Co o tym myślisz? |
| Yuber | Jest zbyt spokojny - pomyślał o Chesterze podczas przeglądu -Jeśli to naprawde on, to jest zbyt spokojny jak na idiotę, który nic by nie zabrał... To zbyt bez sensu. |
| Ymir | |
| Laire | - Ale ta misja miała cel dyplomatyczny...- zaoponowała - nie potrzeba nam na niej archeologów. Kręcisz...-pogroziła mu palcem. Wtem usłyszała strzały. Shiva wyszarpnęła blaster z kabury i przytulona plecami do ściany wychyliła się nieco, by zobaczyć co się dzieje. Do ewentualnego podejrzanie wyglądajacego - strzela. Najwyżej ktos niewinny spędzi trochę w ambulatorium, a winny zostanie unieruchomiony. mwhwhwh! |
| Karv | |
| Yuber | Marvin bardzo, bardzo chciał, aby czar przewrócił falą telekinetyczną biegnącego jegomościa. |
| Morok | |
| Bubeusz | W jego umyśle zapaliło się światełko ostrzegawcze. "A może ukrycie aury nie ma nic wspólnego z chorobą..? Może kapitan już wcześniej się tak celowo zabezpieczył, by uniknąć mojej niezapowiedzianej ingerencji?" -Właściwie - odezwał się znowu do kobiety - właściwie to to całkiem możliwe. Oficer zsunęła lekko okulary, patrząc znad nich na swojego dziwnego rozmówcę.* Chciała się odezwać, ale wtedy rozległy się strzały. £ysy medyk zastygł na sekundę w bezruchu, po czym wyszedł szybkim krokiem z pomieszczenia, rzucając jej tylko: - Opiekuj się nim. I ruszył w stronę zbrojowni. [size=9:d84fc5b3d6]*mam nadzieję, że nie wbiłem się zbyt mocno w Twoją działkę, Glau ;) Jeśli tak, to nie krępuj się usuwać/edytować/cokolwiek. [color=indigo:d84fc5b3d6]Pomijając fakt, że znajdujesz się jakiej 6 wypełnionych stalą pięter pod miejscem, gdzie wystrzelono nie tak znowu głośne pociski... No, ale niech będzie, już ci to daruję. Co do oficer, to nie planowałem jej zbytnio, więc równie dobrze może mieć okulary.[/color:d84fc5b3d6][/size:d84fc5b3d6] |
| Glaurungo | Tymczasem dwa metry dalej, koło zbrojowni... Pierwszy z strażników, ten, którego Chester odesłał do przeglądania nagrań, a zarazem ten, który będąc na korytarzu zdołał lepiej przyjrzeć się dziwnej postaci zaczął biec... w przeciwnym kierunku. Drugi gwardzista pozbawiony doświadczeń kolegi postanowił jednak towarzyszyć szefowi ochrony. W tym momencie jednak wzdłuż przejścia przemknęła fala psychokinetycznej energii nie czyniąca najmniejszej krzywdy tajemniczemu, potężnemu olbrzymowi, aczkolwiek zwalająca obu ochroniarzy z nóg... |
| Ymir | |
| Yuber | Jedną ręką sięgnął po komunikator, który dał mu sam pierwszy oficer, i włączył go, w beigu zdając relację. -Sir, mamy tutaj do czynienia z profesjonalistą! Sabotażysta biegnie korytarzem w stronę reaktora, zadymiając wszystko za sobą. Bez odbioru- Zakończył zadyszanym głosem, chowając komunikator i wyciagając swój ręczny blaster. Biegł za uciekinierem, ciągle skanujac teren przed sobą podczerwienią. |
| Morok | - Nie ruszaj się stąd. Może być niebezpiecznie - wyszeptał, po czym, nie czekając na odpowiedź, wskoczył w dym i śmignął korytarzem za tajemniczym osobnikiem. W biegu twarz Heia przybrała swój zwykły, zimny, obojętny wyraz, dłoń zaś powędrowała za pazuchę. Załopotał długi, czarny płaszcz, po chwili skrywając całą sylwetkę archeologa. Na twarzy pojawiła się biała, uśmiechnięta maska. Zabójca, przyzwyczajony do warunków ograniczonej widoczności, cicho jak duch i szybko jak błyskawica mknął w kierunku, w którym podążał ogromny osobnik. [size=9:c1644ec9ec][ Komentarz dodany przez: Glaurungo: Wto 31 Mar, 2009 ][/size:c1644ec9ec] [color=indigo:c1644ec9ec][size=9:c1644ec9ec]Rękę na ramieniu oficer medycznej?:) 6 pięter dalej?[/size:c1644ec9ec][/color:c1644ec9ec] [color=blue:c1644ec9ec][size=9:c1644ec9ec]Aaa! Oczywiście - naukowej XD. Pewnie podświadomie zasugerowałem się postem Lanikana! *zwala winę*[/size:c1644ec9ec][/color:c1644ec9ec] |
| Karv | - Na poziomie * znajduje się uciekinier! Uzbrojony i dość zdesperowany - oznajmił do komunikatora. Więcej chyba nie było potrzebne, powinni wiedzieć, co mają robić. *Nie umiem się doliczyć na tym rysunku obrazującym Elexiora, na którym poziomie jest zbrojownia. |
| Laire | - O kutwa...- przekleństwo było trochę zniekształcone, ale nadal dość wyraźne by wyodrębnić je od innych. Biegiem puściła się w przeciwną stronę, by zaraz pchnąć drzwi i zbiec metalowymi, wąskimi schodami, prawdopodobnie dla personelu w razie alarmu. na razie był jednak pusty, więc spokojnie mogła przedostać się na niższy poziom. Usłyszała głos Chestera w odznace. - Koleś chce nas pozbawić reaktora, albo wszystkich wysadzić w powietrze - powiedziała zdyszana, gdy tylko wyszarpnęła komunikator z kieszeni. - Możliwe jeszcze że chce przedostać się do Ambulatorium. Jest zaraz pod reaktorem. - dodała jeszcze. Nie musiała chyba wspominać co w ambulatorium się znajdowało. - Będę przy zejściu z reaktora do ambulatorium. - to były jej ostatnie słowa. Wepchnęła odznakę spowrotem do kieszeni i wbiegła na kolejne schody, z ostatnich sześciu stopni po prostu zeskakując. Pobiegła korytarzem równoległym do tego, którym teraz pewnie biegł ten szaleniec. Teraz musiała tylko dostać się do sali chorych, na sam jej koniec, do magazynów z lekami. Tam powinno być jakieś małe wejście na górę. |
| Ymir | W trakcie ucieczki, wyrzucił za siebie shotguny by z pleców zdjąć wa ciężkie karabiny. Przystanął, w celu wyrzucenia granatu zapalającego za siebie, płomienie, zaczęły gonić Stavleya, który szybko kontynuował swój bieg trąc lufami karabinów o ściany, co wywoływało wyjątkowo hałaśliwy, niepokojący i nieprzyjemny dźwięk. Teraz biegł w stronę kantyny. |
| Morok | [Ujrzał granat oślepiający, ale dzięki refleksowi zabójcy na czas zakrył twarz rękawem, po chwili zaś śmignął dalej w kierunku ofiary, odrabiając cenne sekundy?] [Ujrzał granat oślepiający, który wybuchł światłem i dymem?] |
| Glaurungo | Nieco mniej szczęścia miał Marvin, któremu płomienie całkowicie odcięły drogę. Ogień zapewne zniknąłby w ciągu paru minut, aczkolwiek nie było chyba najlepszym pomysłem, aby dawać tyle ciężko uzbrojonemu szaleńcowi. Najgorzej jednak poszło Chesterowi, który poruszając się z zamkniętymi oczami w gryzącym dymie szybko dogonił Bliznę. Nie zdołał jednakże zatrzymać się przed wpadnięciem w płomienie... [size=9:a004aa308a]* Oxwin minął Shivę[/size:a004aa308a] |
| Yuber | -Głupiec!- Warknął, widząc, że Chester wpada między płomienie. Ruszył w jego stronę, starając się go jak najszybciej pochwycić i wyciągnąć z tego piekła... |
| Morok | |
| Glaurungo | Hei tymczasem** rzucił stalową linką, która zgodnie z oczekiwaniami owinęła się wokół buta nic nie podejrzewającego Oxwina. Gumowego buta... Lee odruchowo przesłał ładunek, który natychmiast uziemił się w podłożu. Linka szybko się napięła, po czym została wyrwana z dłoni zabójcy. Niestety "archeolog" nie zdążył jej wypuścić na czas i został powalony na podłogę... Chwilę później szalony sabotażysta jednym ruchem nogi strzepnął metalowy sznurek i pobiegł dalej... [size=9:a8c2f42c8d]* Chester wygląda na razie jak Darth Vader po bliskim spotkaniu z wulkanem;) No, może prócz oderwanych kończyn... ** Ze względu na to, że uznałem post Ymira za przesadzony rozwiążę to inaczej, osobiście.[/size:a8c2f42c8d] |
| Morok | |
| Yuber | -Medyk! Medyk!- Wrzasnął, ciągle odchodząc do tyłu. Spojrzał na twarz chłopaka, na jej poparzenia, rany. Pod hełmem on wygląda podobnie... |
| Laire | - Pięknie, cholera! - krzyknęła, stając w wejściu. Jej mieśnie napięły się, zmuszając Shivę do cofnięcia się o krok. Powtrzymała się jednak i podbiegła do pierwszej, sięgając do przypiętego na udzie pokrowca. - Mamo, zawsze cię kochałam, Tato jesteś skurwysynem, ale i tak cię lubię - szeptała pod nosem, odkręcając śróbki obudowy. Nie miała czasu sprawdzić, czy śróbki nie mają laserowego odciążnika, ale skoro po ściągnięciu pokrywy nic się nie stało, takowego nie było. Tutaj niestety nie było tak jak na filmach; sekundowego napięcia: który wybrać: czerwony zielony czy żółty. Wszystkie były białe, lub szare, ale Shiva z łatwością zlokalizowała ten, który odbiegał od ładunku do zapalnika i natychmiast przecięła go cieńkim nożykiem. Adrenalina dodatkowo przyspieszyła jej ruchy i zręczność, tak ze teraz śmigała odkręcając kolejne trzy śróbki, przecinając kabelek, w ostatniej odkreciła jedną i po prostu podważyła wieczko, widząc na liczniku ostatnie sekundy i z taką siłą szarpnęła odpowiedni kabelek, że ręką uderzyła w ścianę. Mimo to nie wypuściła nożyka z dłoni, nadal sciskając go kurczowo. Oficer dysząc jak po maratonie oparła drżące dopiero teraz dłonie na kolanach. - O kutwa, było blisko...- otarła wilgoć z czoła i schowała nożyk. Przyklękneła przy bombach i wyjęła ładunki wybuchowe z obudowy, odcinając paski zabezpieczeń. Tak na wszelki wypadek, gdyby bomby posiadały zapasowy zapalnik, który aktywował się zazwyczaj po trzech minutach, więc akurat za półtorej. Po wszystkim trzymała w dłoni trzy paczuszki i delikatnie trącała stopą rozbebeszone plastikowe skorupy. - Ten świr podłożył trzy bomby w reaktorze, wszystkie są już rozbrojone - powiedziała rzeczowo do komunikatora. |
| Bubeusz | Miał większe problemy. Właśnie biegł na niego jakiś szaleniec. Lanikan był przygotowany na wszystko, a jego umysł pracował na najwyższych obrotach. Czas zdawał się zwalniać, by zmysły mogły dokładnie rejestrować każdy ruch nieznanego osobnika i prawdopodobnie sprawcy całego tego zamieszania. Oxwin dostrzegł nieznaną sylwetkę w świetle korytarza. Stała sobie spokojnie, z rękoma opuszczonymi wzdłuż ciała, jakby oczekując, aż podejdzie na odległość umożliwiającą swobodną rozmowę. Poczuł delikatne ukłucie w tyle głowy, lecz nie zwrócił na nie najmniejszej uwagi. Lanikan właśnie zapuszczał swoje "mentalne macki" w umysł sabotażysty. "Najlepszą obroną jest niedopuszczenie do ataku" - medyk bardzo lubił to powiedzonko. [size=9:c74da363ee][ Komentarz dodany przez: Glaurungo: |1 Kwi 2009|, 2009 17:01 ][/size:c74da363ee] [color=indigo:c74da363ee][size=9:c74da363ee]A więc Chester jednak zostanie poważnie okaleczony... No trudno;)[/size:c74da363ee][/color:c74da363ee] |
| Glaurungo | Shiva otarła pot z czoła i obróciła się w stronę wyjścia. Widok zmroził jej krew w żyłach... Nad drzwiami wisiał czwarty ładunek, na którego liczniku widniało już tylko kilka sekund. Technolożka rzuciła się w jego stronę, aczkolwiek wiedziała, że już nie uda jej się go rozbroić. Gdy była już jedynie dwa metru od ładunku cyferka zmieniła się w zero, a wokół można było usłyszeć głośny huk. Błysnęło i zadymiło... Lekko. £adunki były fałszywe i niegroźne... Tymczasem Heiowi udało się błędnie rozbroić piątą bombę, która wybuchła równie mocno jak poprzednia... Macki myślowe Lanikana przeniknęły przez miękką jak torf mentalną zasłonę sabotażysty... W pojedynkach woli był on dość kiepski i po 0,3 sekundy poddał ostatnią linię obrony. Kapłan natychmiast wykorzystał swoją przewagę i całkowicie sparaliżował napastnika... [size=9:6c3336789c]* Napisz jakieś ostatnie słowa. Chociaż "Powiedzcie mojemu psu, że go kocham", albo "Spłaćcie mój dług w barze...";)[/size:6c3336789c] |
| Ymir | Teraz gdy można się mu było bliżej przyjrzeć nie sprawiał wrażenia takiego jak na początku. Owszem był dość mocno umięśniony, a jego postura była nieco większa od reszty, ale cała ta masa mięśniowa była bardzo dobrze rozprowadzona, co doprowadzało do tego, iż Stavley wyglądał nie tyle na 'napakowanego' co bardziej na regularnie ćwiczącego i po prostu wyprostowanego. Jego ciało pokrywał bardzo lekki pancerz, umożliwiający szybkie i sprawne ruchy, który to przepasany był na krzyż skórzanymi pasami z miejscami na ładunki wybuchowe. Buty, były dość duże, ze srebrnymi klamrami, które błyszczały odbijając padające na nie światło. Ale nie świecidełka były teraz ważne... |
| Bubeusz | A co do Chestera - jak sobie to wyobrażasz? Lanikan szedł w dobrą stronę, ale pomiędzy nim a Chesterem był Oxwin :P Albo ja już zupełnie nie rozumiem tej mapki Excelsiora. [/size:d0457d8861] Lanikan nie spodziewał się, że zdoła całkowicie rozbroić umysł sabotażysty. Poszło zdecydowanie lepiej, niż myślał. Widocznie stres i chaos w umyśle jeszcze bardziej osłabiły siły mentalne mężczyzny. Uśmiechając się w duchu, zostawił leżącego jak kłoda napastnika i poleciał dalej, w biegu nadając komunikat o położeniu i unieszkodliwieniu sabotażysty. Nie było szans, że Oxwin po takiej ingerencji szybko dojdzie do siebie. Lecz nie to zaprzątało teraz myśli medyka. Właśnie swobodnie przemykał przez płonący korytarz, stosując bardzo starą sztuczkę, która ongiś pozwalała chodzić po rozżarzonych węglach. Jedynym problemem było oddychanie w dymie, ale i z tym sobie poradził - w sposób maksymalny spowalniając oddech. Wypadł z dymu wprost na Marvina i rannego Chestera. Z ulgą zaczerpnął świeżego powietrza i rozwiązał bariery mentalne, które ochroniły go przed ogniem. Bez chwili zwłoki przypadł do rannego Chestera, kładąc obie dłonie na jego twarzy. Zamknął oczy. Blizna w milczeniu obserwował lekko drżące od nadmiaru wibracji dłonie medyka i słuchając jak jego oddech szybko zaczyna się wyrównywać. Po chwili w korytarzu zapanowała kompletna cisza. |
| Yuber | |
| Glaurungo | [color=yellow:1464398b68] Tymczasem Oxwin ze strasznym bólem głowy podniósł się z posadzki i pomaszerował spokojnie do kantyny... |
| Morok | "Szaleniec. Podkładać bombę, która i tak nie miała nikogo zabić... co za głupota" - pomyślał. W myślach zanotowując sobie lokację osób, które pozostały w tyle, przemknął okrężną drogą, tak, by na nikogo nie natrafić ani nie zostać przez nikogo zauważonym. Udał się do swojej kwatery i wślizgnąwszy do środka, zamknął za sobą drzwi. [size=9:57383d31c9][ Komentarz dodany przez: Glaurungo: |1 Kwi 2009|, 2009 18:30 ][/size:57383d31c9] [color=indigo:57383d31c9][size=9:57383d31c9]Coś mi się wydaje, że Shiva widziała cię przy reaktorze... W szczególności, jak wybuchło. Pozostawiam Laire, czy będzie cię demaskować;)[/size:57383d31c9][/color:57383d31c9] [size=9:57383d31c9][color=blue:57383d31c9]Ha! Widziała mnie, jak już zmieniłem strój! No i można posiadać nadzieję, że nikomu o tym nie powie XD.[/color:57383d31c9][/size:57383d31c9] |
| Bubeusz | Lecz medyk wiedział, że niedługo wyciśnie z siebie ostatnie energetyczne poty i pomoc z jego strony zostanie przerwana. A wtedy Chester będzie musiał poradzić sobie sam - dlatego chciał do tego czasu naładować go możliwie maksymalnie. Rozejrzał się za potencjalnymi innymi źródłami energii. Jego spojrzenie trafiło na Marvina. - Otwórz się dla mnie, prześlę mu twoje siły życiowe - rzekł cicho, wyciągając jedną z drżących rąk w kierunku żołnierza. Choć zewnętrznie Lanikan nie wyglądał na zmęczonego, po głosie słychać było, że już z wielkim trudem utrzymuje wewnętrzny spokój. *** Oxwin był totalnie skołowany. W umyśle mu wirowało, nie mógł zupełnie zebrać myśli, plątały mu się nogi i czuł się jak pijany i skacowany jednocześnie. Miał wrażenie, że wszystkie funkcje życiowe jakimś cudem przestały ze sobą współgrać i każda działała swoim rytmem. Na szczęście stan ten słabł z każdą chwilą... |
| Yuber | |
| Bubeusz | - Potrzebuję bezpośredniego kontaktu - dodał, wciąż trzymając rękę przed Marvinem. Ten czym prędzej zdjął jedną ze swoich rękawic i podał dłoń. Napięcie było tak mocne, że obaj odczuli delikatną iskrę, jaka między nimi przeskoczyła. Obwód został zamknięty i Schlacht od razu poczuł nagły odpływ sił, połączony z dziwnym uczuciem, jakby cała krew spływała mu do tej dłoni. A potem dalej, przez ciało Lanikana, aż do czoła Chestera. Trwali tak przez minutę, podczas której Marvin poczuł, że się poci, a serce przyspiesza rytm. Jak po wysiłku. Tyle, że zamiast dostać rumieńców, zaczął blednąć, a poza tym pojawiły się w jego głowie dziwne myśli i pokusa zerwania połączenia. Rosnąca z każdą sekundą. Zaczął mieć poważne wątpliwości co do tego, że Lanikan wie, kiedy skończyć czerpać. |
| Yuber | W końcu żelazna dyscyplina wyćwiczona przez lata objęła nad ciałem kontrolę i Marvin - z wyczerpaniem - ale czekał, aż Lanikan zakończy swoje dzieło. Żołnierz wiedział, że sam zakończy je dopiero wtedy, gdy zemdleje ze zmęczenia. |
| Bubeusz | Kiedy przed oczami zaczęły mu krążyć plamki, zdał sobie sprawę z faktu, że być może Lanikan nie należy do tradycyjnych magów i być może wiedza, jaką znał ze szkoleń, okaże się zupełnie nieadekwatna do ich przypadku. - Blokujesz... - sapnął Lanikan, wzmacniając uścisk. Marvin błyskawicznie oczyścił umysł. - Uda się - szepnął znowu mnich, jakby potwierdzając myśli Blizny. I nagle, jakby na przekór swoim słowom, przewrócił się na plecy, momentalnie zrywając połączenie. Bez czucia padł na ziemię jak kłoda. W momencie, kiedy energia znów zatoczyła pełny okrąg w ciele Marvina, opanowało go ciepło i błogość... Intuicyjnie spojrzał na Chestera, chcąc zobaczyć wynik eksperymentu. I niemal podskoczył z zaskoczenia - ich kompan zmienił się nie do poznania. A przynajmniej znowu zaczął przypominać człowieka. Spalony naskórek kruszył się, ukazując świeżą skórę. Jednak jasnym było, że czeka go jeszcze długa rehabilitacja, która i tak nie usunie wszystkich śladów po tym zajściu... Lanikan nie poruszał się w ogóle. |
| Ymir | |
| Glaurungo | [size=9:a5b5f8e7ce]* Przed wypadkiem. ** Przydałoby się abyś tam poszedł. Głupio by było, gdyby Oxwin musiał się tłumaczyć bez udziału graczy...[/size:a5b5f8e7ce] |
| Yuber | |
| Glaurungo | - Wkraczajcie - powiedział. Wszystkie drzwi kantyny otwarły się jednocześnie a do środka wpadło dwudziestu ludzi natychmiastowo wycelowywując wszelką posiadaną broń w potężnego sabotażystę. Ich oczom ukazał się jednak dziwny, nieoczekiwany widok. Oxwin bowiem spokojnie siedział przy ladzie paląc cygaro... |
| Yuber | |
| Karv | Wodził wzrokiem po suficie. Wzrokiem trochę zamglonym, nieobecnym. Przymknął oczy, aby po chwili znów je otworzyć. Uniósł się lekko na łokciach, spojrzał na Lanikana. Dotarło do niego, że kapłan po raz trzeci uratował mu skórę, tym razem w sposób wybitnie dosłowny. Jedną ręką przejechał po swojej - do niedawna - zwęglonej twarzy. Macał ją, muskał. Przeżył, nie mieściło mu się to w głowie. Do tej pory pamiętał potworny ból, towarzyszący wpadnięciu w płomienie. Silnie rozwinięta wyobraźnia sprawiła, że przez moment miał wrażenie jakby znów się palił, jakby znów stał w ogniu. Zacisnął powieki i potrząsnął głową. Uczucie odeszło. - Dziękuję - zwrócił się do Lanikana. Słyszał jeszcze echo kroków oddalającego się Blizny. - Złapali go? Tego... ten cień? Edit: Zauważył, że kapłan nie odpowiada. No cóż, widocznie ratowanie tej wspomnianej już skóry, to nie byle jaka sprawa. Chester przeniósł się do pozycji siedzącej. Nie chciał gonić Blizny i gnać wraz z nim do tamtego zamachowca. Patrzył gdzieś w dal korytarza, od czasu do czasu dotykając swoich polików i czoła. [size=9:b4f9438701][ Komentarz dodany przez: Glaurungo: |2 Kwi 2009|, 2009 20:15 ][/size:b4f9438701] [color=indigo:b4f9438701][size=9:b4f9438701]Lanikan jest chyba aktualnie nieprzytomny z wyczerpania:)[/size:b4f9438701][/color:b4f9438701] |
| Glaurungo | Faeroc opuścił swoją broń - Co ty wyprawiasz Ox? - powiedział mocno zaskoczony pierwszy oficer. |
| Ymir | |
| Yuber | |
| Glaurungo | Gdy większość osób wyszła skierował wzrok w stronę Blizny: - Jakie dokładnie szkody uczynił? - spytał Faeroc. |
| Yuber | |
| Bubeusz | Chester zerknął na medyka. Lanikan wyglądał jak martwy. Jego oddech był dosłownie niezauważalny. |
| Laire | - O szlag - powiedziała do siebie, widząc dogasającą scianę płomieni, leżącego Lanikana i wyglądającego jak zombie z horrorów szefa ochrony. jak wiadomo zombiem nie był i jak widać miewałs ie całkiem dobrze, więc oficer zorientowała się, kto tu tak naprawdę potrzebuje pomocy. Przyklęknęła przy medyku i przyłożyła palce do jego szyi, by wyczuć pulsowanie tętnicy. Jednocześnie nachyliła policzek nad jego ustami, by wyczuć jakikolwiek podmuch. - No i pięknie - oznajmiła tonem, którym zwykle wypowiada się przekleństwa i zerwała się na równe nogi, by popędzić z powrotem i w dół, do ambulatorium. - Potrzebne mi nosze i medyk. Oficer w bardzo ciężkim stanie na korytarzu przy generatorze. Bardzo możliwe że trzeba będzie intubować. Coś z wentylacją ma nie tak. - kobieta nie wiedziała czym spowodowany był tak słaby oddech Lanikana. Podejrzewała, że to ten wybuch i substancje smoliste które się z niego wydobyły. Była tam tylko na moment a zaraz uderzył ją ten cieżki zapach. W każdym razie, nie miała pojecia ile jego płuca jeszcze popracują. Dopilnowawszy, że oddział z noszami wyruszył, ona sama udała się do kwater oficerskich. Miała tam parę bardzo ciekawych spraw do załatwienia. Na przykład sprawa tajemniczego, czarnego płaszcza i zaskakującej, nienaturalnej bieli twarzy. Czy tam maski. W każdym razie, było to niezmiernie interesujące. Po chwili pukała do pokoju Lee, jak na kulturalną osobę przystało. |
| Ymir | - Chester jest... Idiotą skoro wpakował się płomienie niemal celowo, poza tym z nim jest już wszystko dobrze.Korytarze wcale nie są spalone, lecz nieco osmolone, to jest kwestia wylania na nią wiadra wody, nie rozwaliłem generatora, choć uwierzcie mi, mogłem to zrobić. Plus dodatkowo wiedziałem ze macie na statku dobrego medyka, myślicie, że "zaatakowałbym" statek nie wiedząc nic na temat najważniejszych członków załogi? - W tym momencie saper zacisnął pięści, w duchu mając ochotę dania w pysk jednemu z z nich - Faeroc, co z Ciebie za 'przyjaciel'? Nie opowiesz się za mną, dobrze mnie znasz, nie miałem zamiaru nikogo zabić ani wysadzić generatora. To jak będzie? - Ox stał tak zdenerwowany z przyśpieszonym oddechem jakby przygotowany na atak* z ich strony. [size=9:5976734171]*Choćby słowny, niekoniecznie fizyczny nie mam zamiaru się prać[/size:5976734171] |
| Glaurungo | - Nareszcie jakaś dobra wiadomość na dzisiaj - cicho, bardziej do siebie powiedział dowódca. |
| Yuber | |
| Bubeusz | - Proszę to zabrać - ręką odsunął przyrząd, podnosząc się z łóżka do pozycji siedzącej. Kobieta otworzyła szeroko oczy, niemal nie upuszczając rurki z zaskoczenia. - [color=indigo:cd0f30d9c1]Był pan nieprzytomny przez dziewięć godzin, nie może pan...[/color:cd0f30d9c1] - Nic mi nie jest, dziękuję za troskę. Pani wybaczy, chciałbym się skontaktować z pewną osobą - dodał, wymijając ją i kierując się do wyjścia. - [color=indigo:cd0f30d9c1]Miał pan ostrą niewydolność oddechową! Powinien pan...[/color:cd0f30d9c1] - Z tym wszystko w porządku. Tylko uległ spowolnieniu na czas regeneracji - uśmiechnął się do niej mnich, po czym opuścił ambulatorium. I ruszył w stronę miejsca, gdzie sparaliżował Oxwina. [size=9:cd0f30d9c1][dialog z panną oficer do weryfikacji przez MGa ;P] [color=indigo:cd0f30d9c1]To ja troszeczkę pokomplikuje;)[/color:cd0f30d9c1][/size:cd0f30d9c1] |
| Karv | - Idę z tobą - oświadczył Kapłanowi, po czym jak powiedział, tak uczynił. Leżenie nie było już tym, czego potrzebował. |
| Morok | - Ach... to pani. Śmiało, proszę wejść - powiedział trochę nieśmiało czarnowłosy archeolog, uchylając drzwi. |
| Bubeusz | Szli osmolonym korytarzem. Ludzie z obsługi, których mijali, zajmowali się usuwaniem szkód i czyszczeniem pojazdu. [size=9:2a78d025f5][aleś pokomplikował... Gdzie teraz są inni? Czy mamy rozdwojenie czasowe akcji?] [color=indigo:2a78d025f5][Hei i Shiva są parę godzin wcześniej w kajucie, zaś cała reszta jest tam gdzie chce:)][/color:2a78d025f5][/size:2a78d025f5] |
| Karv | |
| Bubeusz | - Złapali - odrzekł. Oczywiście, że złapali, bo jakby jeszcze latał na wolności, to nie przystąpiono by do naprawiania szkód. - Nie wiem, co się stało dalej. I chcę się dowiedzieć - dodał, wydłużając krok. Wkrótce znaleźli się w miejscu, gdzie parę godzin temu padł sabotażysta, rażony "mentalnym piorunem*". Było pusto i cicho. Medyk dotknął palcami jednej ze ścian, jakby nad czymś myśląc. Potem odwrócił się do Chestera. - Tu został złapany. Pytanie, gdzie jest teraz. [size=9:fd40615a6a]*metafora to była, gwoli wyjaśnień ;P[/size:fd40615a6a] [size=9:fd40615a6a][ Komentarz dodany przez: Glaurungo: |5 Kwi 2009|, 2009 18:54 ][/size:fd40615a6a] [color=indigo:fd40615a6a][size=9:fd40615a6a]Hmm... Czy jeśli Lanikan uważa, że Oxwin został złapany, to nie powinien szukając go po prostu pójść do cel?;)[/size:fd40615a6a][/color:fd40615a6a] |
| Karv | - Skoro mówisz, że go złapali, to zapewne osadzili w celi - rzekł Chester. Wcale nie zasugerował się przypisem MG, po prostu to wydało mu się całkiem racjonalne. |
| Bubeusz | Niemal całkowicie rozwiane, ale jednak jeszcze czytelne ślady energetyczne mówiły coś zgoła innego... Nie złapali go tu, lecz, zdaje się, kawałek dalej. A więc paraliż minął bardzo szybko. Musi na przyszłość być ostrożniejszy. Z rozmyślań wyrwało go pytanie Chestera. |
| Laire | - Widzę że pan cały i zdrowy...Po tym nagłym akcie odwagi nie spodziewałam się, że zastanę pana w jednym kawałku - Shiva zaczęła szperać po kieszeniach i po chwili widocznie się do grzebała, bo z jej ust wymknęło się ciche: ahaa... Wyciągnęła z kieszeni lizaka w zielonym papierku, który po odwinięciu wepchnęła do kieszeni, a zjadliwą część słodycza wepchnęła do ust. Widocznie lubiła lizaki. - borówkowy - wyjaśniła |
| Morok | - Szczerze mówiąc... to uciekałem gdzie pieprz rośnie. Nie jestem dobry jeśli chodzi o radzenie sobie w niebezpiecznych sytuacjach - wymamrotał nieśmiało czarnowłosy archeolog. |
| Laire | |
| Morok | - Przyznaję, rozgryzłaś mnie... - powiedział ostrożnie. Jego twarz na chwilę wyraziła napięcie... ... po chwili jednak już czarnowłosy archeolog klęczał przed Shivą i przyciskał twarz do ziemi. - Nie powinienem był tak tchórzyć! Przepraszam! Przepraszam! Przepraszam! - wykrzykiwał z poczuciem winy w głosie. - Chyba... że zamiast przeprosin wolałabyś... seppuku? - dodał nieśmiało, podnosząc głowę. |
| Karv | [color=white:4191c60f30][size=9:4191c60f30]Do LOCHÓW..? Yyyy...? Glau, gdzie się w Excelsiorze trzyma więźniów? Chyba nie w lochach? O.o[/size:4191c60f30][/color:4191c60f30] [color=indigo:4191c60f30][size=9:4191c60f30]Lochy to całkiem ładna nazwa, aczkolwiek mamy tu chyba po prostu "cele", albo areszt:)[/size:4191c60f30][/color:4191c60f30] |
| Laire | - Cóż, i tak czy siak, nadal ci nie wierzę - wzruszyła ramionami i z głośnym cmoknięciem wyjęła lizaka z ust by mu się przyglądnąć. Co sprawiało, że nadal miała wątpliwości? Pewny siebie głos Heia w tamtym momencie. Poza tym, można było nawet poudawać ze się nie wierzy, jeśli coś ukrywa, a ona będzie naciskać, sam wypapla. Tak jest zawsze. Bo drugiemu człowiekowi się wydaje, że taka Shiva naprawdę wie o jego sekrecie. - Everybody lies - uśmiechnęła się, cytując swojego ulubieńca i zadowolona włożyła lizaka na jego miejsce. Zrobiła minę dobrego kapłana: ''Ukrywałeś grzechy, ale teraz już dobrze, możesz się wyspowiadać''. |
| Morok | - The eyes can mislead, the smile can lie, but the shoes always tell the truth... - odpowiedział po chwili, prezentując czyściutkie, schludne, czarne buty... Zaraz jednak uśmiechnął się nieśmiało. - Swoją drogą, o co chodzi Ci z tą niewiarą? Myślisz, że walczyłem dzielnie do samego końca? To miłe... - dodał po chwili i zaśmiał się z zakłopotaniem. [Karv rozumuje całkiem logicznie. Jeśli w sesji był już Smok, to do pełni szczęścia brakuje jeszcze Lochów XD.] [color=white:9baab7ebe1][size=9:9baab7ebe1]Hehe xD[/size:9baab7ebe1][/color:9baab7ebe1] |
| Laire | - A te są służbowe, nie liczą się. Poza tym, nie jestem chyba jeszcze tak genialna, by wiedzieć wszystko o człowieku na podstawie jego butów, analizy psychologiczne dowodów i zachowań, są na prawdę dziwne.- uśmiechnęła się, ponownie wyjmując lizaka z ust i machając nim, przy gestykulacji. - Na przykład - zaczęła wstając. Uniosła lekko krzesło i zakręciła, tak że teraz wirowało na jednej nodze. W pewnym momencie kobieta zatrzymała je. Było dokładnie w odwrotnej sytuacji do poprzedniego ułożenia. Przerzuciła nogę przez siedzenie i usiadła na nim okrakiem. - Według psychologów - zamachała sobie lizakiem przed nosem, kładąc łokieć na oparciu krzesła. - jeśli ktoś tak siada, chce pokazać że jest pewny siebie, chce w ten sposób właściwie dać sobie tą pewność, bo ten który jest pewny siebie, nie potrzebuje przecież odwróconego krzesła. - A co jeśli takie zachowanie wywodzi się z czystego przypadku? Załóżmy że jest sobie pani Kidney, jest w swoim osobistym wagonie-apartamencie i właśnie je napakowanego świństwem wszelakim hamburgera. Sos kapnął jej na bluzkę i w tym samym momencie rozlega się pukanie. Kidney biegnie, by spoglądnać przez judasza. Kogo widzi? Super przystojnego, sobowtóra legendarnego Brad'a Pitt'a i już chce zdejmować z siebie bluzkę, by zmienić ją na inną kiedy przypomina sobie, że przecież bagaż jest w drugim wagonie. Szybko więc biegnie do stołu, wyrzuca hamburgera za okno i siada na krześle okrakiem, by ukryć plamę. Co by było gdyby wydało się że jadła hamburgera? - zrobiła małą przerwę, ale albo Lee nie załapał, albo po prostu nie znał odpowiedzi, więc westchnęła i kontynuowała - Potrzeba akceptacji. Nasz Brad, mógłby pomyśleć, że skoro zażera się hamburgerami, miała liposukcję, kilkanaście operacji plastycznych i za dwa lata skóra zacznie dopadac jej z tyłka, albo jest zarażona jakąś groźną chorobą, bo ktoś nie wyczyścił igły. Tak więc Kidney nie może po prostu ujawnić plamy, a za pomysłem jej ukrycia stoi artykuł z jednej z głupich gazet z poradami dla kobiet nie mających w sobie tej 'iskry'; który mówił, że taki sposób siedzenia jest sexy. Jedenym minusem jest to, że nie będzie mu mogła pokazać, jak ładnie kręci biodrami, czego nauczyła się na przypieszonym, porzuconym w połowie kursie salsy. Po takiej kalkulacji woła ''proszę''...i dalej w to nie wnikamy. Albo Kidney wpadnie w deprechę, albo zaraz zdejmie bluzkę, więc tajemnica obrzydliwego hamburgera pójdzie z nią do grobu. - Po tej przemowie włożyła lizaka z powrotem do ust i obarła brodę na oparciu. |
| Yuber | [size=9:4391996913][ Komentarz dodany przez: Glaurungo: |8 Kwi 2009|, 2009 16:26 ][/size:4391996913] [color=indigo:4391996913][size=9:4391996913]Przecież ty słyszałeś, jak Faeroc wymierzał karę:)[/size:4391996913][/color:4391996913] |
| Morok | - To znaczy, że hamburgery czynią nas silniejszymi, tak? Teraz rozumiem... - powiedział z wyrazem twarzy, jaki zwykle posiada genialny wynalazca w trakcie rozmyślań nad kolejnym świetnym wynalazkiem. Gdy Shiva przetrawiała pytanie, czarnowłosy również myślał... nad tym, jak sprawić, by kobieta nie przypomniała sobie nagle o tym, jak on sam próbował przy niej rozbrajać bomby. Cóż, i tak nie wierzył w sukces. Jego rozmówczyni była kobietą o stłamszonych włosach i okularach na nosie. Kobieta ze stłamszonymi włosami i okularami na nosie oraz przenikliwym spojrzeniu musiała być bystra. [color=white:291dd7aa05] [size=9:291dd7aa05]Że gdzie ona miała te okulary?? xD[/size:291dd7aa05][/color:291dd7aa05] [color=blue:291dd7aa05][size=9:291dd7aa05]Erm... na nosie! XD[/size:291dd7aa05][/color:291dd7aa05] |
| Laire | - Dobra, mimo że odpowiadasz na moje pytania przecząco i do tego wydajesz się być totalnym naiwniaczkiem, wyjawię ci parę sekretów - zarządziła przymykając oczy - Widzisz, pan Terrorysta podłożył nam bomby i tak się składa, że ja je właśnie rozbrajałam, - z sadystyczną przyjemnością przeciągała słowa. Czuła to pod skórą. Czuła, że Hei ma jakąś tajemnice. Czy to pornosy chowane przed mamą, czy to zdrada żony, czy to zabójstwo, czy cokolwiek innego. Kochała zagadki i tajemnice, więc zrezygnować nie zamierzała - i albo mi się wydaje, albo byłeś tam i ty... Z zimną miną fachowca przyglądający się bombie. Pomińmy to, że wybuchła ci przed nogami. Mozesz mi w końcu powiedzieć co ukrywasz, czy będę musiała tracić czas na szukanie wyraźniejszych śladów? - uśmiechnęła się ciepło, swoim ukochanym uśmiechem sprzedawcy funduszów inwestycyjnych. Miała jeszcze emerytalnych, ale ten tu nie pasował, był zbyt mięciutki. Za to inwestycyjne były jak znalazł [size=9:a3e9e57f5f]ona ich aktualnie w ogóle nie ma xD Pisałam że zakłada je zazwyczaj w związku ze specjalnymi okazjami wymagającymi okularów. : P[/size:a3e9e57f5f] |
| Morok | - Ahh... tak, faktycznie myślałem, jak ją rozbroić. Niestety, mimo znacznej wiedzy, jaką posiadam w zakresie technologii... nie udało mi się! Proszę, nie przypominaj mi o tej chwili niekompetencji... mimo, że to właściwie było do przewidzenia - powiedział trochę zawstydzonym głosem, w którym pobrzmiewał brak wiary w siebie (Yamada Hanatarou mode). |
| Bubeusz | - Co sądzisz - łysy zniżył ton głosu, ale nie szeptał - o naszym kapitanie? |
| Karv | Stwierdził, że taka odpowiedź będzie dość dobra. Ruszył powoli. |
| Bubeusz | |
| Laire | Kobieta chwilę uważnie przyglądała się twarzy Lee. Nie dojrzała jednak niczego dziwnego. Westchnęła zrezygnowana i rozmasowała skroń. - Jak myślisz, co znajdziemy tam, gdzie lecimy? - spytała... i zatkała sobie usta lizakiem. [color=indigo:04ac029cf3][size=9:04ac029cf3]Ehhhh.... No niby prosiłem was o przyspieszenie przechadzek, ale miałem nadzieję, że przynajmniej coś z nich wyniknie... To była akurat ich najciekawsza część... Myślałem, że przynajmniej Morok cię zabije, lub go zdemaskujesz...;) Ew. jakiś romans;) A tu takie nic... Kolejne podejrzenie tylko.:([/size:04ac029cf3][/color:04ac029cf3] |
| Karv | |
| Yuber | -Szybko wydobrzałeś- Stwierdził przytłumionym przez hełm głosem. |
| Morok | - Mam nadzieję, że jakieś starożytne technologie... miałbym nareszcie co robić - powiedział podekscytowanym głosem. Wydawał się nagle utonąć w świecie marzeń, w którym stałby i tłumaczył wszystkim, jak co działa. |
| Ymir | [size=9:538ff7dbe1]*szedł twarzą do niego **Tylko przenoszę broń, nie mam zamiaru jej używać.[/size:538ff7dbe1] |
| Bubeusz | -Aha - rzekł wreszcie, choć tak naprawdę nic z tego nie rozumiał. - Zdaje się, że nie mamy po co iść do celi - dodał do Chestera, ale tak, by Oxwin dobrze go usłyszał. |
| Yuber | |
| Karv | - Moment - powiedział chłodno. - Czy to czasem nie ty podłożyłeś ogień? - naparł ramieniem na mężczyznę, przesuwając się z nim nieco bliżej ściany. - Jasne, że ty, poznaję cię. Drugą ręką sięgnął po pistolet blasterowy, znajdujący się aktualnie w kaburze przy pasie. Zrezygnował jednak, wpół ruchu zmienił zdanie. Zamiast tego, zaciśniętą w rękę pięść, umiejscowił na wątrobie Oxina. Pechowy Oxin. Narząd ten ma to do siebie, że przez parę sekund nie daje o sobie znać, a potem eksploduje bólem. O ile się weń dobrze uderzy. - A teraz bezkarnie sobie idziesz korytarzem? - cofnął rękę, gotów do powtórzenia ciosu. Po chwili jednak rozluźnił dłoń. Przed chwilą przecież oświadczył Lanikanowi, że brak kompetencji Arraxusa trochę go irytuje. A co teraz sam pokazuje, jeżeli nie ich brak? - Mów, co i jak. |
| Bubeusz | |
| Laire | - Mam wrażenie że już nic mnie nie zaciekawi, gdziekolwiek bym nie była. Nic mnie nie zdziwi. Głupie, prawda? - zaśmiała się i wstała. Przysunęła krzesło na jego pierwotne miejsce i sięgnęła do kieszeni. - Kawowe i coś, co przypomina mi lekarstwo na gardło, które jest nawet dobre, a nie pomaga. - zaanonsowała lizaki które wyjęła z kieszeni, i które własnie kładła na stole. Obróciła się na pięcie i otworzyła drzwi. - Nie lubie ich... Do zobaczenia - machnęła mu dłonią i wyszła na korytarz trzaskając drzwiami. Czas było się przespać. Oj tak... kwateraz, prysznic, świeże ciuchy i troche snu. Tego było jej trzeba. |
| Morok | "Rzeczywiście... kawowy" - pomyślał czarnowłosy. Podszedł do jednej ze ścian i usiadł przy niej, opierając się plecami. - Nie znoszę kawowych - powiedział do siebie cicho Hei, ssąc lizaka ofiarowanego mu przez oficer naukową. |
| Ymir | [size=9:d46bb028f6]*zakładam że zareagowałeś prawidłowo, Karv [color=indigo:d46bb028f6]Nie wiem, co uważasz za "prawidłowo", ale reakcja szefa ochrony (podpalonego wcześniej zresztą) na grożenie bronią przez szaleńca raczej nie przewiduje zwykle puszczenia płazem. Sam fakt, że udało ci się załadować tą broń przy nich graniczy z cudem zresztą...[/color:d46bb028f6][/size:d46bb028f6] |
| Yuber | -Jeszcze ci mało?- Warknął. |
| Ymir | -Wspomnę te słowa... w swoim czasie - Powiedział łysol Ox ostrożnie* schylił się po broń i poszedł dalej, był zbytnio utwierdzony w swych przekonaniach by przeprosić, bo za co? Za to że ktoś dał mu pięścią w brzuch? Dajcie spokój... [size=9:3729bc87f4]*Tj mając na uwadze "nagły" kopniak Yuba[/size:3729bc87f4] |
| Karv | - Nigdzie nie pójdziesz, dopóki nie wyjaśnisz, co to wszystko ma do cholery znaczyć. |
| Yuber | |
| Ymir | |
| Bubeusz | - Nie jesteśmy poinformowani, bo swoim wybrykiem posłałeś nas na pół dnia do ambulatorium - wyjaśnił spokojnie kapłan, patrząc w oczy Oxwinowi. - Więc bądź tak uprzejmy i doinformuj nas, co się wydarzyło. |
| Ymir | -Zostałem zdegradowany do rangi szeregowego z rozkazu mojego starego znajomego Faeroca. Nie ma prawa do posiadania broni, moim jedynym zadaniem jest uczęszczanie na durne zajęcia mówiące mi jak mam atakować by osłabić wroga, a przecież to oczywiste. Aktualnie przenoszę broń do zbrojowni, to jest moje aktualne zadanie. Więc może pozwolisz mi już pójść w moim kierunku? |
| Bubeusz | - Dziękuję, idź - odparł, odsuwając lekko Oxwina. - A my - zwrócił się do reszty, uznając rozmowę z Oxem za zakończoną - powinniśmy rozmówić się z Faeroc'em. [size=9:4307fd5f0f](Faerokiem?)[/size:4307fd5f0f] |
| Yuber | |
| Bubeusz | Ruszyli na mostek, by wkrótce stanąć przed zastępcą kapitana. Wyglądało na to, że ich [color=indigo:9bedad7c82]nie[/color:9bedad7c82] oczekiwał. [Po potężnych 13 stronach akcja przenosi się na nowe forum do... [URL=http://nmn.na16.pl/phpBB3/viewtopic.php?f=127&t=91]Sesji wśród gwiazd sezon II[/URL]]! |