| [(względny) POCZĄTEK] Polanka niedaleko Nimnaros | |
|---|---|
| Autor | Treść |
| Depseth | Ów mężczyzną był Nosreman Depseth, który po stracie swojego Pana uciekł ze swoim przyjacielem Sothgallem do buszu by tam znaleźć schronienie przed zemstą mieszkańców Nimnaros. Gdy zobaczył Yubera, aż się wzdrygnął i poszedł kawałek dalej. |
| Yuber | Przyjrzał się jeszcze trochę idącemu Depowi, jakby się upewniając. W końcu rzekł doń: -Myślałem że narody północy słyną z dumy... A tu taka niespodzianka... Czy mi się wydaję, czy coś cię przeraża?- Zapytał chłodnym jak stal tonem, przyglądając się przybyszowi spod kapelusza. |
| Depseth | -Jestem dumny z tego, że służyłem komuś takiemu jak Wielki Nerot i nic mnie nie przeraża, nawet ty który śmiałeś się Mu sprzeciwić. Kiedyś myślałem, że jesteś moim przyjacielem Yuberze, ale okazało się, że jest inaczej.....- w tym momencie Dep skrzywił się lekko. |
| Yuber | Spojrzał jeszcze na niego świecącymi oczami. -Obrzydzasz mnie...- rzucił sucho i odwrócił się, czekajać na powrót elfa. |
| Depseth | -M..może i masz nieco racji Yuberze- Norsemowi przypomniały się stare wspomnienia z dzieciństwa, gdy widział śmierć swoich rodziców, jak płonie jego wioska i jak wszędzie w koło leża trupy jego współplemieńców. Depseth złapał się z głowę i padł na kolana głośno wrzeszcząc. Coś niedobrego się z nim działo, jakby całe zło, które w nim teraz tkwiło chciało go rozerwać. Z głośnego krzyku Norsemana dało się zrozumieć jakieś modlitwy do Tyra i słowa na kształt: "Pomocy" |
| Yuber | Nie odwrócił się nawet teraz w stronę Depsetha... jakby pewny, że teraz tylko Norseman walczy, w środku siebie. |
| Depseth | -Yuber i.i..idź po.B...Bubeusza, al.albo kogoś.....j...jakiegoś maga-wrzasnął Dep wijąc się na ziemi, dalszy krzyk Norsemana przypominał, głośne zawodzenie i jęk. |
| Yuber | Po chwili namysłu dodał: -i jakbym jeszcze chciał....- Pozostał tam, gdzie siedział. |
| Depseth | |
| Yuber | -Sam muszę sobie radzić...- mruknął. [size=9:82adc03243]Akcja przenosi się do [url=http://www.nimnaros.ugu.pl/phpbb/viewtopic.php?t=1412&start=0]Karczmy[/size:82adc03243] |
| Depseth | [/size:406ac1c440] Depseth zbliżał się do bramy. Widać było, że jest nieźle wkurzony bo bruk, po którym szedł gdzieniegdzie po prostu wypadał od siły z jaką Dep na niego nastąpił. Gdy był już bardzo blisko, niemalże na wyciągnięcie ręki usłyszał biegnącego za nim Kevrana. |
| Bubeusz | - Dep..! - wydyszał, zatrzymując się wreszcie. - Rozumiem Cię, Neja, czas, czarni, ale na Fanora, musimy działać z rozsądkiem! Idziesz sam wieczorem w paszczę wilka, oni mogą Cię zabić, porwać, poranić, a wtedy już w ogóle nie znajdziesz Neji - nie zauważył, że kolejność, w której wymieniał, była nieco chaotyczna, ale nie to się teraz liczyło. - Bubeusz ma rację, że trzeba to przemyśleć, każdy zły krok może nas mocno odsunąć od celu, a na to nie możemy sobie pozwolić! -Więc mam iść spać? - mruknął sucho Norseman, w ogóle nie patrząc na najemnika. Kevran przyciągnął go do siebie i zmusił do spojrzenia w oczy. -Eriwa to kobieta. One myślą innymi kategoriami, przecież wiesz. Musisz jej wybaczyć, jest tu nowa, nie ma swojego gniazda, jest zagubiona i wcale się nie dziwię, że nie chce latać za Neją, której przecież nawet nie widziała na oczy. Jest rozbita, zagubiona w nowych realiach, potrzebuje ochłonięcia, znanego kąta, spokoju. Ja mogę ją zostawić samą w domu i iść z Tobą, chociaż wiesz, że to bolesne, ale zrozum, że nie możesz patrzeć na wszystko tylko ze swojej perspektywy... Porwali ją już tyle czasu temu, że jeśli są jakieś szanse, że żyje, to na pewno dzień czy dwa nie zrobią nam różnicy. A poświęcając je, możemy uniknąć koszmarnych błędów. |
| Depseth | - TEN DZIEŃ CZY DWA MOG¡ JEJ DO K***Y NĘDZY URATOWAÆ ŻYCIE A TYMI MÓWISZ, ŻE MAM SIĘ NIE PRZEJMOWAÆ?! - kowal wydarł się na swojego kompana. -JUŻ ID¬ DO ERIWY JA SOBIE SAM PORADZĘ! MAM MIECZ I TO MI WYSTARCZY! NO JUŻ ID¬! ID¬ MÓWIĘ!... ID¬! JAZDA ST¡D! |
| Bubeusz | A potem nawet i to zamarło. Kevran powoli odwrócił się od kowala. -Dobra - rzucił krótko, niby poddając się, ale w jego głosie wyraźnie zadźwięczała nuta sugerująca, że ta sprawa się nie kończy, a dopiero zaczyna... I, nie oglądając się za siebie, ruszył wolnym krokiem z powrotem do Świątyni. Wyprostowany. |
| Depseth | |
| Bubeusz | |
| Depseth | Wyszedł z miasta. Prawie zawsze był sam... Pomimo ludzi i nieludzi otaczających go na co dzień był po prostu sam... Teraz też stał sam... Gotów by poświęcić swoje życie. Sięgnął ręką za plecy. Złapał za miecz Thyra i poszedł... Dokąd? Sam tego nie wiedział... |
| Bubeusz | |
| Depseth | |
| Bubeusz | |
| Depseth | - NIE MOŻE DAAAAAAÆ! - wywrzeszczał Dep płosząc stado ptaków i budząc całą okoliczną zwierzynę, która zdążyła już usnąć. Norseman poczuł zrywający się wiatr. Było już trochę chłodno. On nic nie czuł. Jego krew byłą za bardzo rozgorzała całą tą sprawą. Nie wiedział co robić... Umysł przytępiony pierwotnymi instynktami pochodzącymi od samej dzikiej natury człowieka kazał szukać dalej... Tak też zrobił. Szedł, po cichu nucąc swoją ulubioną pieśń Przyjaciele razem lasem jechali Duchy ich wysoko gnały Widziały ogień żarzący się Obiecane im wielkie skarby Nieskończenie jasne hełmy, śpiewają Na swych koniach jadąc Słysząc w oddali dzwoniące kroki swe Nieskończenie jasne hełmy, śpiewają! Przeszedł już długą drogę... Pieśń powoli dobiegała ku końcowi... W pewnym momencie usłyszał szum płynącego nieopodal strumyka. Zbliżył się do niego, a gdy przystawił pochodnię tak by zobaczyć odbicie swojej twarzy, jego "drugie ja" przed, którym właśnie stał przemówiło. Zmieniając swoją postać w coś co już wcześniej widział... Coś co zżerało go od środka. Coś co uwięziło go w jego własnym umyśle. Demon... Wspomnienia wróciły! Norseman w ślepej furii rzucił pochodnię w wodę i zaczął atakować mieczem swoje własne odbicie, które już przestawało go przypominać przez nieustająco powstające kręgi. Po chwili uciekł... Biegł i krzyczał... Krzyczał i biegł, aż w końcu padł dysząc ciężko i wrzeszcząc niczym opętany. |
| Bubeusz | - Wiemy chociaż, gdzie jest - zauważył jeden z wojaków. - Ano, też fakt - musiała się zgodzić. Szybko pobiegli w stronę, z której dobiegł ich wrzask. Krzyki przedłużały się i robiły się coraz głośniejsze. Zbliżali się. Niektórzy z rycerzy mieli zaniepokojone spojrzenia. Była mowa o kowalu, a nie jakimś potworze... Nagle drzewa rozstąpiły się, ukazując maleńki gaik leszczynowy, w którym leżał Depseth. Już nie krzyczał. Dyszał. - Bierzcie go i wracamy - zarządziła Rubinka z niesmakiem. - Ale... Mieliśmy mu pomóc w poszukiwaniach... - zaczął jeden z gwardzistów. - Nie widzisz, w jakim jest stanie?! - fuknęła. |
| Depseth | - Na co czekacie?! - powiedziała Kundzia z pretensją w głosie. Wojownicy spojrzeli na siebie jeszcze raz i pobiegli w kierunku, w którym przed chwilą uciekł Dep. W pewnym momencie znaleźli się na małej polance. Depseth skakał, robił uniki i napierał na... powietrze? Strażnicy nie widzieli nikogo z kim kowal mógłby teraz walczyć. Norseman natomiast widział swojego "przeciwnika" w pełnej okazałości. Był nim on sam. Tyle, że z wściekle czerwonymi oczami, czarnej zbroi płytowej i z Wilkiem Północy w rękach. Toczył walkę z przeszłością, która tak brutalnie powróciła i dała o sobie znać. |
| Bubeusz | - Szaleniec..! - wychrypiał jeden. - Na bogów, co się stało w tym przeklętym lesie..? - jęknął drugi, obserwując zabójczy taniec Depa. Dziewięciu otoczyło go luźnym pierścieniem, żeby nie uciekł, a jeden pobiegł po Kundzię... Lecz Kundzi już tam nie było. |
| Depseth | Obaj stali na przeciwko siebie i patrzyli sobie w oczy. Po chwili jednak rzucili się na siebie w tym samym momencie. Atakowali dokładnie tak samo. Jeden ciął z boku, drugi blokował. Jeden doskakiwał, drugi robił odskok. Depseth powoli tracił cierpliwość. Nagle coś mu się przypomniało. Zrobił kilka kroków do tyłu. Czarny popatrzył na niego dziwnie. - Tak jak w jaskiniach... Krew popłynęła żeby uwolnić furię... - powiedział Norseman przecinając skórę na lewym przedramieniu. Im bardziej Depseth ciął sztyletem tym bardziej wściekłe jego oczy się robiły. Strażnicy stali jak zamurowani... Kompletnie nie wiedzieli co robić. Norseman rzucił się na Czarnego. |
| Bubeusz | -Cassandra zniknęła!- zawołał nadbiegający z krzaków rycerz. |
| Depseth | Demon szybko wstał na nogi i rozpoczął atak. Dep został zmuszony do parowania, jednak w pewnym momencie odbił miecz i zaatakował Czarnego "z bara" w brzuch. Tamten jednak zanim siła uderzenia miała odrzucić go do tyłu, złapał się Zaedgardiana i poleciał razem z nim. Strażnicy stali jak zamurowaniu... Depseth dosłownie latał w powietrzu. |
| Bubeusz | Zerwało się paru i pobiegli. Reszta nadal obserwowała Depsetha, odmawiając modlitwy i wyciągając przeróżne amulety, jakie niektórzy mieli. |
| Depseth | Instynktowne odskoki, uniki i fikołki robione przez Depsetha byłyby dla strażników niezłym widowiskiem, gdyby nie fakt... no właśnie fakt, że kowal robi te wszystkie uniki przed swoim własnym mieczem, który lewituje w powietrzu. Żaden z nich nie ruszył mu na pomoc. Coś ich trzymało... Niewiedza? Przerażenie?... Możliwe. Dep unikał ataków Czarnego jak tylko mógł, lecz ten dawał z siebie wszystko. Z chytrym uśmiechem na twarzy atakował to z lewej, to z prawej, to robił piruet, to obracał miecze wokół siebie. Niemalże doskonałą technika walki mieczem, której Depseth poświęcił każdą wolną chwilę od pracy w kuźni mistrza Fenrixa. Zaedgardian dyszał zmęczony. Nie wiadomo, czy szał trzymał go dalej, czy myślał już "racjonalnie", przynajmniej na tyle racjonalnie by móc pomyśleć z kim tak naprawdę walczy. Zrobiło się cicho, za cicho. Ciszę przerywały tylko liście szumiące na wietrze. Czarny zaatakował z góry układając miecze równolegle. Depseth znał ten atak doskonale. Nauczył go sam Thorion. Z założenia, jeśli jeden z mieczy został zablokowany drugi ciął dalej. Natomiast blokowanie toporem, mieczem lub inną bronią było skazane od razu na porażkę. Impet ciosu był taki, że drzewce był łamane, a ostrza pękały. Kowal doskonale wiedział co zrobić. Gdy miecze były już blisko, Dep wykonał coś na kształt salta w tył. Jednak nie było to salto. Norseman wybił się do tyłu i wystawił nogi na drogę mieczy. Ostrza uderzyły w grube żelazne podeszwy, powodując ich pęknięcie i wyzwolenie się niewielkiej ilości iskier. Pomimo przejęcia impetu i bolesnego upadku na niedawno co ranione plecy Dep osiągnął zamierzony efekt. Teraz to Czarny pozostał bez broni. |
| Fristron | - Spokojnie, spokojnie, dziecko - usłyszała skrzypiący, jękliwy głos zza pleców. - Nic ci nie będzie. Chodź ze mną. Ręka, która zaciskała jej się na szyi, zaczęła ją popychać w stronę lasu. Ciało staruchy, która ją zaatakowała przylegało mocno do ciała Kundzi. Szli w tej niewygodnej pozycji dłuższą chwilę, aż dotarli do starej, zniszczonej chatki. Ręka popychająca Rubinkę puściła ją i otworzyła drzwi. Weszli. Cassandra została popchnięta skrzypiący, bujany fotel. Mogła wreszcie obejrzeć napastnika. Niska, przysadzista starucha, z wysuszoną twarzą mumii. Kłęby siwych, tłustych, brudnych włosów spadały kaskadą z głowy i ciągnęły się aż do ziemi, tak, że idąc, wlokła je za sobą. Miała krzywy nos i przenikliwe, jasnozielone oczy. Uśmiechała się. - Jestem Aszaja - rzekła. W odpowiedzi Kundzia zaczęła krzyczeć. W mgnieniu oka - o wiele za szybko jak na taką starą kobietę - wiedźma znalazła się przy niej i jedną ręką zakryła jej szczelnie usta, a powykręcanym paluchem zakończonym wielkim pazurem ciachnęła w jej gardło. Popłynęła strużka krwi. - A ty jesteś Cassandra - kontynuowała. - I będziesz już grzeczna. Bo inaczej twoja śliczna szyjka zaraz przestanie podtrzymywać jeszcze śliczniejszą buźkę. Rozumiemy się? Kundzia kiwnęła głową. Starucha puściła. - Dobrze. Jak już mówiłam, jestem Aszaja, wiedźma z Szyl, pradawnego lasu, z którego dziś została tu tylko nędzna namiastka przez ten piekielny pomiot, który założył to paskudne miasto. Mam dla ciebie wspaniałą, po prostu wspaniałą wiadomość. - Zaśmiała się. O dziwo, śmiech miała dziwnie wdzięczny i miły dla ucha. - Dziewczyna nie żyje. Trup, zimna, cała krew wypuszczona z ciała, sama to widziałam. Rozwalili ją na drobne kawałeczki. Pójdziesz ścieżką w tamtą stronę. - Wskazała szponem kierunek. - Weźmiesz ze sobą osiłka. Na końcu ścieżka się nagle urwie. Wejdźcie do dołu. Tam jest dowód. Roześmiała się znowu tym dziwnie dźwięcznym śmiechem i wypchnęła Cassandrę z chatki bez pytania. Kiedy tylko Rubinka przekroczyła próg, domek zniknął. Zdumiona i wstrząśnięta Kundzia zaczęła iść z powrotem w stronę żołnierzy i oszalałego Depa. Byłaby się przekonała, że to był tylko sen, ale strużka krwi płynęła po jej szyi. |
| Yuber | Po jakimś czasie dołączył od nich Raphael. Kuśtykał najszybciej jak się da, zaciskając zęby. Adrenalina zatrzymywała część bólu. Tak, adrenalina. Kapitan czuł bijące z tej polany zło... Czuł przelaną tu krew i wypaczone dusze... A zwłaszcza jedną. Ze zdumieniem patrzył teraz na to, co działo się z Norsemanem. |
| Bubeusz | Chciał do niego biec, lecz w porę zauważył, że... Dep nie jest sam? Odsunął się na parę kroków. Przez moment patrzył na walkę, po czym szybko wyszarpnął miecz i bezmyślnie ciął z góry w miejsce, gdzie, jak wywnioskował z ruchów kowala, stoi coś, co stawia mu opór. [size=8:f2e244ed01]Yuba, zepsułeś konwencję xD A teraz wydaje się, że ja zepsułem ją Depowi xP Życie.[/size:f2e244ed01] |
| Depseth | - ZDRAJCO! - powiedział Norseman po czym przyłożył potocznie mówiąc z "dyńki". Chwila i już stał. Lekko zdezorientowany Czarny podnosił się na nogi. Kowal odepchnął Kevrana, po czym ruszył biegiem po miecz. Tym razem Demon był zbyt zdezorientowany. Nawet sam Depseth nie spodziewałby się takiego ataku. Zaedgardian pozwolił, by Czarny podniósł Wilka i stanął naprzeciw. Popatrzyli sobie w oczy i... Równocześnie rzucili się do ataku. Depesth wiedział jak teraz powinien atakować, ale wiedział też, że nie może tego zrobić. Ustawił się do ataku, ale w ostatniej chwili wycofał miecz. Było za późno. Czarny nie zdążył. Kowal po raz kolejny zaatakował barkiem. Tym razem jednak od razu przeszedł do szybkich ciosów mieczem. Strażnicy patrzyli jak Norseman zaciekle uderza w... No właśnie. - Jasna cholera! - w końcu jeden to powiedział. Z każdym uderzeniem miecza Thyra w Wilka Północy Czarny stawał się coraz bardziej widoczny dla reszty. Dalej był eteryczny i na wpół przezroczysty, Ale teraz wszyscy mogli się mu przyjrzeć. Jednak chyba najbardziej zatkało Kevrana. Oto widział swojego przyjaciela w czarnej jak smoła zbroi i z charakterystycznym mieczem w ręce, widział także całe zło i furię, które pulsowały od tej postaci. Depseth nie popuszczał, atakował dalej. Czarny, był coraz bardziej wkurzony i coraz bezmyślniej napierał. W końcu wyprowadził cios, który miał uciąć kowalowi głowę, ten jednak uchylił się i uderzył w... plecy. Teraz Demona widać było całkowicie. Leżał patrząc się na swoje "dobre ja" i wyklinał je. Przeklinał cały ród. Swój ród... Depseth nic nie mówiąc wbił miecz prosto w środek napierśnika, na którym widniała spora litera "X" oznaczająca Xaala. Czarny zawył wściekle i złapał Norsemana za nogę, ten jednak położył prawą dłoń na głowie złego. Runy zajarzyły się niebieskawą barwą, a Czarny momentalnie zapalił się jaskrawo niebieskawym płomieniem. Pomimo, że kowal miał styczność z ogniem, ten go nie objął. Czarny spopielił się wyklinając Depsetha i... Neję. Właśnie ją... Depseth dyszał ciężko. Strażnicy, Kevran i Raphael ani drgnęli. Wszystkim przewracały się po głowach setki, jak nie tysiące pytań. Norseman jednak uśmiechnął się do Kevrana, i po chwili zrobił kilka silniejszych tupnięć. Jedno, przerwa, po chwili trzy tupnięcia, przerwa, znowu jedno. Tupiąc w takim rytmie popatrzył na silnie świecący księżyc i otworzył usta. Przyjaciele razem lasem jechali Duchy ich wysoko gnały Widziały ogień żarzący się Obiecane im wielkie skarby Nieskończenie jasne hełmy, śpiewają Na swych koniach jadąc Słysząc w oddali dzwoniące kroki swe Nieskończenie jasne hełmy, śpie...wa...ją... Wyśpiewał Norseman po czym osunął się na ziemię. |
| Yuber | Kapitan schylił się i dotknął dwoma palcami najpierw szyi, potem czoła, w końcu potylicy Depsetha. Nic nie wskazywało na problemy fizyczne... Nie, to wykraczało poza fizykę. Jedynie na nią oddziaływało. Cokolwiek to było, musiało już jednak zostawić kowala. -Zabierzmy go do Świątyni...- Polecił żołnierzom. Sam by pomógł, ale nie z powybijanymi stawami i ogólnym obtłuczeniem... Irytowała go własna bezsilność, ale cóż mógł zrobić? |
| Bubeusz | |
| Fristron | |
| Depseth | - N... Neja... Muszę ją znaleźć... Puszczajcie mnie... - wysapał. |
| Fristron | |
| Bubeusz | |
| Fristron | ...a poza tym... ...póki co miała niewesołe wieści do przekazania. To może poczekać. - Poza tym, nie. To nie wizja. Nie chcę teraz robić scen. Chodźmy do świątyni. |
| Bubeusz | [size=9:0716b900b4]Akcja wraca do [URL=http://www.nimnaros.ugu.pl/phpbb/viewtopic.php?p=32418#32418]Świątyni[/URL].[/size:0716b900b4] |