Oto nasza wspaniała przeszłość! Chwalebne archiwum Nimnaros.

[(względny) POCZĄTEK] Polanka niedaleko NimnarosStrona główa » Najwspanialsze Nimnarejskie Opowieści » Archipelag Task'Shamt (wyciąg ze ST) » [(względny) POCZĄTEK] Polanka niedaleko NimnarosStrona główa » Najwspanialsze Nimnarejskie Opowieści » Archipelag Task'Shamt (wyciąg ze ST) » [(względny) POCZĄTEK] Polanka niedaleko Nimnaros
[(względny) POCZĄTEK] Polanka niedaleko Nimnaros
AutorTreść
Depseth
USER_AVATAR
Nagle na polankę wkroczył zakapturzony mężczyzna, spod kaptura wystawała średniej długości broda. Strój mężczyzny wydawał się lekko splamiony błotem oraz posiadał parę przedarć, dzięki czemu było łatwo spostrzec, że mężczyzna przynajmniej od paru ładnych dni ukrywał się w lesie.
Ów mężczyzną był Nosreman Depseth, który po stracie swojego Pana uciekł ze swoim przyjacielem Sothgallem do buszu by tam znaleźć schronienie przed zemstą mieszkańców Nimnaros. Gdy zobaczył Yubera, aż się wzdrygnął i poszedł kawałek dalej.
Yuber
USER_AVATAR
-No proszę....-

Przyjrzał się jeszcze trochę idącemu Depowi, jakby się upewniając. W końcu rzekł doń:

-Myślałem że narody północy słyną z dumy... A tu taka niespodzianka... Czy mi się wydaję, czy coś cię przeraża?- Zapytał chłodnym jak stal tonem, przyglądając się przybyszowi spod kapelusza.
Depseth
USER_AVATAR
Dep wyprostował się i zacisnął usta. Odwrócił się i chłodnym jak północny wiatr głosem odpowiedział Yuberowi.
-Jestem dumny z tego, że służyłem komuś takiemu jak Wielki Nerot i nic mnie nie przeraża, nawet ty który śmiałeś się Mu sprzeciwić. Kiedyś myślałem, że jesteś moim przyjacielem Yuberze, ale okazało się, że jest inaczej.....- w tym momencie Dep skrzywił się lekko.
Yuber
USER_AVATAR
-Innaczej? To ty przystąpiłeś do wroga, którego razem chcieliśmy kiedyś zabić! Ty stanęłeś po stronie nekromanty, ty zostawiłeś swoją dumę, swój cel. Stałeś się równie podły jak on... Ja dokończyłem to, co zaczęłem. Jest taka zasada, że z wrogiem walczy się do końca... Ale ty, dzielny człowiek północy, woliłeś zdradzić nas wszystkich i stanąć po stronie tego, na kogo polowaliśmy!-

Spojrzał jeszcze na niego świecącymi oczami.

-Obrzydzasz mnie...- rzucił sucho i odwrócił się, czekajać na powrót elfa.
Depseth
USER_AVATAR
Dep skrzywił się bardziej i poczuł, że to co Yuber powiedział go ujęło.
-M..może i masz nieco racji Yuberze- Norsemowi przypomniały się stare wspomnienia z dzieciństwa, gdy widział śmierć swoich rodziców, jak płonie jego wioska i jak wszędzie w koło leża trupy jego współplemieńców. Depseth złapał się z głowę i padł na kolana głośno wrzeszcząc. Coś niedobrego się z nim działo, jakby całe zło, które w nim teraz tkwiło chciało go rozerwać. Z głośnego krzyku Norsemana dało się zrozumieć jakieś modlitwy do Tyra i słowa na kształt: "Pomocy"
Yuber
USER_AVATAR
-Teraz sam ze sobą musi stoczyć bój...-

Nie odwrócił się nawet teraz w stronę Depsetha... jakby pewny, że teraz tylko Norseman walczy, w środku siebie.
Depseth
USER_AVATAR
Dep leżał już na ziemi trzymając się kurczowo za głowę.
-Yuber i.i..idź po.B...Bubeusza, al.albo kogoś.....j...jakiegoś maga-wrzasnął Dep wijąc się na ziemi, dalszy krzyk Norsemana przypominał, głośne zawodzenie i jęk.
Yuber
USER_AVATAR
-Jakbym jeszcze mógł...- rzucił sucho.

Po chwili namysłu dodał:

-i jakbym jeszcze chciał....- Pozostał tam, gdzie siedział.
Depseth
USER_AVATAR
Depseth wstał i trzymając się za głowę i wrzeszcząc ruszył w stronę miasta. Podczas biegu potrącił Yubera. Po chwili zniknął w bramie obijając się o ściany i wrzeszcząc ile miał sił w płucach.
Yuber
USER_AVATAR
Po jakimś czasie czekania Yuber wstał, i zacżął niepewnym, powolnym krokiem iśc w stronę miasta...

-Sam muszę sobie radzić...- mruknął.

[size=9:82adc03243]Akcja przenosi się do [url=http://www.nimnaros.ugu.pl/phpbb/viewtopic.php?t=1412&start=0]Karczmy[/size:82adc03243]
Depseth
USER_AVATAR
[size=9:406ac1c440]Akcja przenosi się ze [url=http://www.nimnaros.ugu.pl/phpbb/viewtopic.php?p=32336#32336]Świątyni Illany.
[/size:406ac1c440]

Depseth zbliżał się do bramy. Widać było, że jest nieźle wkurzony bo bruk, po którym szedł gdzieniegdzie po prostu wypadał od siły z jaką Dep na niego nastąpił. Gdy był już bardzo blisko, niemalże na wyciągnięcie ręki usłyszał biegnącego za nim Kevrana.
Bubeusz
USER_AVATAR
-Dep! - zawołał Kevran, widząc, że został dostrzeżony. Kowal odwrócił się powoli w jego stronę.
- Dep..! - wydyszał, zatrzymując się wreszcie. - Rozumiem Cię, Neja, czas, czarni, ale na Fanora, musimy działać z rozsądkiem! Idziesz sam wieczorem w paszczę wilka, oni mogą Cię zabić, porwać, poranić, a wtedy już w ogóle nie znajdziesz Neji - nie zauważył, że kolejność, w której wymieniał, była nieco chaotyczna, ale nie to się teraz liczyło. - Bubeusz ma rację, że trzeba to przemyśleć, każdy zły krok może nas mocno odsunąć od celu, a na to nie możemy sobie pozwolić!

-Więc mam iść spać? - mruknął sucho Norseman, w ogóle nie patrząc na najemnika. Kevran przyciągnął go do siebie i zmusił do spojrzenia w oczy.
-Eriwa to kobieta. One myślą innymi kategoriami, przecież wiesz. Musisz jej wybaczyć, jest tu nowa, nie ma swojego gniazda, jest zagubiona i wcale się nie dziwię, że nie chce latać za Neją, której przecież nawet nie widziała na oczy. Jest rozbita, zagubiona w nowych realiach, potrzebuje ochłonięcia, znanego kąta, spokoju. Ja mogę ją zostawić samą w domu i iść z Tobą, chociaż wiesz, że to bolesne, ale zrozum, że nie możesz patrzeć na wszystko tylko ze swojej perspektywy... Porwali ją już tyle czasu temu, że jeśli są jakieś szanse, że żyje, to na pewno dzień czy dwa nie zrobią nam różnicy. A poświęcając je, możemy uniknąć koszmarnych błędów.
Depseth
USER_AVATAR
Dep wydał z siebie głośnie prychnięcie. Widać było, że miał już dosyć tego wszystkiego i czas zacząć działać jak na Norsemana przystało. Pomimo, że Kevren i Depseth byli równi wzrostem, Kevran odczuł jakby Dep patrzył na niego z góry.
- TEN DZIEŃ CZY DWA MOG¡ JEJ DO K***Y NĘDZY URATOWAÆ ŻYCIE A TYMI MÓWISZ, ŻE MAM SIĘ NIE PRZEJMOWAÆ?! - kowal wydarł się na swojego kompana. -JUŻ ID¬ DO ERIWY JA SOBIE SAM PORADZĘ! MAM MIECZ I TO MI WYSTARCZY! NO JUŻ ID¬! ID¬ MÓWIĘ!... ID¬! JAZDA ST¡D!
Bubeusz
USER_AVATAR
Najemnika lekko zamurowało. Na tyle zamurowało, że nie zrobił nawet kroku w tył pod tym huraganem wrzasków. Przez chwilę stał w miejscu. Depseth również stał w miejscu. Zdawało się, że nawet całe otoczenie zamarło w niemym oczekiwaniu, nic się nie poruszało, nawet wiatr ucichł. Jedynym, co się poruszało, były drgające w bezsilnej niemocy mięśnie na twarzy najemnika.

A potem nawet i to zamarło.

Kevran powoli odwrócił się od kowala.
-Dobra - rzucił krótko, niby poddając się, ale w jego głosie wyraźnie zadźwięczała nuta sugerująca, że ta sprawa się nie kończy, a dopiero zaczyna...

I, nie oglądając się za siebie, ruszył wolnym krokiem z powrotem do Świątyni. Wyprostowany.
Depseth
USER_AVATAR
Norseman patrzył na odchodzącego Kevrana. Gdyby nie był wściekły pewnie poszedłby za nim, ale furia coraz bardziej nagrzewała jego krew. Depseth rozejrzał się po uliczce. Masa mieszkańców dosłownie pożerała go wzrokiem nie wiedząc co robić. Kowal doraźne dał wszystkim do zrozumienia wzrokiem mówiącym tyle co " a ty co się gapisz? ". Po chwili rzucił tylko do odchodzącego Kevrana kilka słów po Norsemańsku po czym pobiegł w stronę bramy.
Bubeusz
USER_AVATAR
Najemnik zerknął przez ramię, słysząc, że kowal coś woła. Przez moment ich spojrzenia spotkały się. Dep dostrzegł w oczach towarzysza coś pośredniego pomiędzy żalem a rezygnacją. Lecz nagle jedna brew najemnika uniosła się zajawkowo. I potem Kevran odwrócił głowę i przyspieszył kroku. A kiedy Dep już go nie widział, zaczął biec.
Depseth
USER_AVATAR
Norseman zwolnił gdy był już przed bramą by strażnicy mu ją otworzyli. Gdy wychodził poprosił jednego ze strażników o pochodnię. Może był wściekły, ale jego zmysły przerwania były dużo bardziej wyostrzone.
Wyszedł z miasta. Prawie zawsze był sam... Pomimo ludzi i nieludzi otaczających go na co dzień był po prostu sam... Teraz też stał sam... Gotów by poświęcić swoje życie. Sięgnął ręką za plecy. Złapał za miecz Thyra i poszedł... Dokąd? Sam tego nie wiedział...
Bubeusz
USER_AVATAR
Norseman szedł pewnym krokiem przez polanę, lecz z każdą chwilą, w miarę jak wzmagał się wiatr i robiło się ciemniej, siła jego kroków słabła, a adrenalina opuszczała żyły. Wręcz czuł, jak chłonął. Gdzieś nieopodal odezwało się senne pohukiwanie puszczyka. Depseth uważnie rozglądał się dookoła, nie wiedząc, tak naprawdę, czego szuka. Było cicho i spokojnie, a las przygotowywał się do nocy.
Depseth
USER_AVATAR
Norseman nie wiedział do końca gdzie iść. Najlepiej byłoby mieć Yubera, który mógł wiedzieć gdzie była kryjówka Czarnych. Trzeba było działać. Dep zszedł z gościńca i poszedł w kierunku, w którym jak mu się wydawało mogło coś się znajdować.
Bubeusz
USER_AVATAR
Ale niestety nic się nie znajdowało. Otoczył go las i gęste krzaki, które strasznie szeleściły, gdy próbował się przedzierać. Gdzieś po drzewie koło niego przemknęła wiewiórka.
Depseth
USER_AVATAR
Im dalej szedł tym bardziej czuł narastającą w sobie frustrację. Był wkurzony tym wszystkim... Nie rozumiał jak oni mogą być tacy nieczuli i osądzać teraz czy jeden dzień zwłoki coś da. Ba! Oczywiście, że nie da! NIE! NIE DA! NIE MOŻE DAÆ!
- NIE MOŻE DAAAAAAÆ! - wywrzeszczał Dep płosząc stado ptaków i budząc całą okoliczną zwierzynę, która zdążyła już usnąć. Norseman poczuł zrywający się wiatr. Było już trochę chłodno. On nic nie czuł. Jego krew byłą za bardzo rozgorzała całą tą sprawą. Nie wiedział co robić...
Umysł przytępiony pierwotnymi instynktami pochodzącymi od samej dzikiej natury człowieka kazał szukać dalej... Tak też zrobił. Szedł, po cichu nucąc swoją ulubioną pieśń

Przyjaciele razem lasem jechali
Duchy ich wysoko gnały
Widziały ogień żarzący się
Obiecane im wielkie skarby
Nieskończenie jasne hełmy, śpiewają
Na swych koniach jadąc
Słysząc w oddali dzwoniące kroki swe
Nieskończenie jasne hełmy, śpiewają!


Przeszedł już długą drogę... Pieśń powoli dobiegała ku końcowi... W pewnym momencie usłyszał szum płynącego nieopodal strumyka. Zbliżył się do niego, a gdy przystawił pochodnię tak by zobaczyć odbicie swojej twarzy, jego "drugie ja" przed, którym właśnie stał przemówiło. Zmieniając swoją postać w coś co już wcześniej widział... Coś co zżerało go od środka. Coś co uwięziło go w jego własnym umyśle. Demon... Wspomnienia wróciły!

Norseman w ślepej furii rzucił pochodnię w wodę i zaczął atakować mieczem swoje własne odbicie, które już przestawało go przypominać przez nieustająco powstające kręgi. Po chwili uciekł... Biegł i krzyczał... Krzyczał i biegł, aż w końcu padł dysząc ciężko i wrzeszcząc niczym opętany.
Bubeusz
USER_AVATAR
- Co za debil - westchnęła Kundzia. Jego głos było słychać na pół polany. Na tyle wyraźnie, że nawet rozróżnili słowa.
- Wiemy chociaż, gdzie jest - zauważył jeden z wojaków.
- Ano, też fakt - musiała się zgodzić. Szybko pobiegli w stronę, z której dobiegł ich wrzask. Krzyki przedłużały się i robiły się coraz głośniejsze. Zbliżali się. Niektórzy z rycerzy mieli zaniepokojone spojrzenia. Była mowa o kowalu, a nie jakimś potworze...

Nagle drzewa rozstąpiły się, ukazując maleńki gaik leszczynowy, w którym leżał Depseth. Już nie krzyczał. Dyszał.
- Bierzcie go i wracamy - zarządziła Rubinka z niesmakiem.
- Ale... Mieliśmy mu pomóc w poszukiwaniach... - zaczął jeden z gwardzistów.
- Nie widzisz, w jakim jest stanie?! - fuknęła.
Depseth
USER_AVATAR
Depseth leżał i dyszał ciężko. Gdy zobaczył zbliżających się strażników wstał i chwycił miecz. Podszedł do strażników, jednak jego oblicze różniło się od codziennego. Na jego twarzy malowało się przerażenie, zmęczenie i wściekłość. Wojownicy nie wiedzieli co robić. W pewnym momencie Dep odwrócił głowę jakby coś usłyszał i po prostu pobiegł gdzieś w las. Strażnicy spojrzeli po sobie.
- Na co czekacie?! - powiedziała Kundzia z pretensją w głosie.
Wojownicy spojrzeli na siebie jeszcze raz i pobiegli w kierunku, w którym przed chwilą uciekł Dep. W pewnym momencie znaleźli się na małej polance. Depseth skakał, robił uniki i napierał na... powietrze? Strażnicy nie widzieli nikogo z kim kowal mógłby teraz walczyć. Norseman natomiast widział swojego "przeciwnika" w pełnej okazałości. Był nim on sam. Tyle, że z wściekle czerwonymi oczami, czarnej zbroi płytowej i z Wilkiem Północy w rękach. Toczył walkę z przeszłością, która tak brutalnie powróciła i dała o sobie znać.
Bubeusz
USER_AVATAR
Rycerze spojrzeli po sobie.
- Szaleniec..! - wychrypiał jeden.
- Na bogów, co się stało w tym przeklętym lesie..? - jęknął drugi, obserwując zabójczy taniec Depa.

Dziewięciu otoczyło go luźnym pierścieniem, żeby nie uciekł, a jeden pobiegł po Kundzię...

Lecz Kundzi już tam nie było.
Depseth
USER_AVATAR
"Czarny" Depseth zaszarżował sycząc głośno. Syk dochodził tylko do uszu Norsemana. Kowal jednak zrobił unik i zaatakował od tyłu. Tamten jednak jakby wyczuł ten atak uchylił się. Depseth popatrzył na niego oniemiały. Walczył przecież sam ze sobą... Czarny dokładnie wiedział jaki atak na niego spadnie. Był w końcu Depem...
Obaj stali na przeciwko siebie i patrzyli sobie w oczy. Po chwili jednak rzucili się na siebie w tym samym momencie. Atakowali dokładnie tak samo. Jeden ciął z boku, drugi blokował. Jeden doskakiwał, drugi robił odskok. Depseth powoli tracił cierpliwość. Nagle coś mu się przypomniało. Zrobił kilka kroków do tyłu. Czarny popatrzył na niego dziwnie.
- Tak jak w jaskiniach... Krew popłynęła żeby uwolnić furię... - powiedział Norseman przecinając skórę na lewym przedramieniu. Im bardziej Depseth ciął sztyletem tym bardziej wściekłe jego oczy się robiły. Strażnicy stali jak zamurowani... Kompletnie nie wiedzieli co robić. Norseman rzucił się na Czarnego.
Bubeusz
USER_AVATAR
Gwardziści stali jak sparaliżowani. Część szeptała coś przerażona o demonach i piekielnych mocach. Co robić...?! Pozostała jeszcze ostatnia nadzieja, że ta kobieta będzie wiedziała, co robić...

-Cassandra zniknęła!- zawołał nadbiegający z krzaków rycerz.
Depseth
USER_AVATAR
Teraz walka nie była taka wyrównana. Czarny znał wszystkie ataki i styl walki Depa jak nikt inny, w końcu był samym Depsethem. Ale... No właśnie jedno "ale"... Norseman był teraz doprowadzony do szału, każdy jego atak był nieprzewidywalny. Kowal biegł na Czarnego z nisko położonym mieczem. Runy znowu błysnęły na czerwono. Wojownik przeprowadził cięcie z boku. Tamten zablokował, lecz Depseth nie czekał i robiąc obrót uderzył mieczem w czarną jak smoła nagolennice. Cios był tak silny, że Czarny upadł na ziemię. Jednak od razu złapał Depsetha za nogę i mocno nią pociągnął co zdezorientowało kowala.
Demon szybko wstał na nogi i rozpoczął atak. Dep został zmuszony do parowania, jednak w pewnym momencie odbił miecz i zaatakował Czarnego "z bara" w brzuch. Tamten jednak zanim siła uderzenia miała odrzucić go do tyłu, złapał się Zaedgardiana i poleciał razem z nim. Strażnicy stali jak zamurowaniu... Depseth dosłownie latał w powietrzu.
Bubeusz
USER_AVATAR
- Leć do miasta, szybko! - zawołał jeden ze strażników. - Znajdź jakiegoś kapłana, albo coś..!

Zerwało się paru i pobiegli. Reszta nadal obserwowała Depsetha, odmawiając modlitwy i wyciągając przeróżne amulety, jakie niektórzy mieli.
Depseth
USER_AVATAR
Norseman chwycił Czarnego za szyję, lecz ten kopnął go w brzuch. Dep odrzucony na niewielką odległość upuścił swój miecz. Natychmiastowo coś zaskoczyło w jego głowie i instynktownie rzucił się po swój oręż, Jednak Czarny był szybszy i gdy Dep skoczył, ten chwycił ostrze w jedną rękę, dzierżąc teraz dwa spore miecze w rękach. Demon zaatakował... Norseman został zmuszony do robienia uników.

Instynktowne odskoki, uniki i fikołki robione przez Depsetha byłyby dla strażników niezłym widowiskiem, gdyby nie fakt... no właśnie fakt, że kowal robi te wszystkie uniki przed swoim własnym mieczem, który lewituje w powietrzu. Żaden z nich nie ruszył mu na pomoc. Coś ich trzymało... Niewiedza? Przerażenie?... Możliwe.

Dep unikał ataków Czarnego jak tylko mógł, lecz ten dawał z siebie wszystko. Z chytrym uśmiechem na twarzy atakował to z lewej, to z prawej, to robił piruet, to obracał miecze wokół siebie. Niemalże doskonałą technika walki mieczem, której Depseth poświęcił każdą wolną chwilę od pracy w kuźni mistrza Fenrixa. Zaedgardian dyszał zmęczony. Nie wiadomo, czy szał trzymał go dalej, czy myślał już "racjonalnie", przynajmniej na tyle racjonalnie by móc pomyśleć z kim tak naprawdę walczy.

Zrobiło się cicho, za cicho. Ciszę przerywały tylko liście szumiące na wietrze.
Czarny zaatakował z góry układając miecze równolegle. Depseth znał ten atak doskonale. Nauczył go sam Thorion. Z założenia, jeśli jeden z mieczy został zablokowany drugi ciął dalej. Natomiast blokowanie toporem, mieczem lub inną bronią było skazane od razu na porażkę. Impet ciosu był taki, że drzewce był łamane, a ostrza pękały. Kowal doskonale wiedział co zrobić. Gdy miecze były już blisko, Dep wykonał coś na kształt salta w tył. Jednak nie było to salto. Norseman wybił się do tyłu i wystawił nogi na drogę mieczy. Ostrza uderzyły w grube żelazne podeszwy, powodując ich pęknięcie i wyzwolenie się niewielkiej ilości iskier. Pomimo przejęcia impetu i bolesnego upadku na niedawno co ranione plecy Dep osiągnął zamierzony efekt.
Teraz to Czarny pozostał bez broni.
Fristron
USER_AVATAR
Strażnicy odbiegli za Norsemanem. Kundzia ledwie mrugnęła straciwszy ostatniego z oczu, gdy na jej szyi i twarzy zacisnęły się powykręcane, stare, ale zadziwiająco silne ręce. Spróbowała krzyknął, ale palce kneblowały ją.
- Spokojnie, spokojnie, dziecko - usłyszała skrzypiący, jękliwy głos zza pleców. - Nic ci nie będzie. Chodź ze mną.
Ręka, która zaciskała jej się na szyi, zaczęła ją popychać w stronę lasu. Ciało staruchy, która ją zaatakowała przylegało mocno do ciała Kundzi. Szli w tej niewygodnej pozycji dłuższą chwilę, aż dotarli do starej, zniszczonej chatki.
Ręka popychająca Rubinkę puściła ją i otworzyła drzwi. Weszli.
Cassandra została popchnięta skrzypiący, bujany fotel. Mogła wreszcie obejrzeć napastnika. Niska, przysadzista starucha, z wysuszoną twarzą mumii. Kłęby siwych, tłustych, brudnych włosów spadały kaskadą z głowy i ciągnęły się aż do ziemi, tak, że idąc, wlokła je za sobą. Miała krzywy nos i przenikliwe, jasnozielone oczy. Uśmiechała się.
- Jestem Aszaja - rzekła.
W odpowiedzi Kundzia zaczęła krzyczeć. W mgnieniu oka - o wiele za szybko jak na taką starą kobietę - wiedźma znalazła się przy niej i jedną ręką zakryła jej szczelnie usta, a powykręcanym paluchem zakończonym wielkim pazurem ciachnęła w jej gardło. Popłynęła strużka krwi.
- A ty jesteś Cassandra - kontynuowała. - I będziesz już grzeczna. Bo inaczej twoja śliczna szyjka zaraz przestanie podtrzymywać jeszcze śliczniejszą buźkę. Rozumiemy się?
Kundzia kiwnęła głową. Starucha puściła.
- Dobrze. Jak już mówiłam, jestem Aszaja, wiedźma z Szyl, pradawnego lasu, z którego dziś została tu tylko nędzna namiastka przez ten piekielny pomiot, który założył to paskudne miasto. Mam dla ciebie wspaniałą, po prostu wspaniałą wiadomość. - Zaśmiała się. O dziwo, śmiech miała dziwnie wdzięczny i miły dla ucha. - Dziewczyna nie żyje. Trup, zimna, cała krew wypuszczona z ciała, sama to widziałam. Rozwalili ją na drobne kawałeczki. Pójdziesz ścieżką w tamtą stronę. - Wskazała szponem kierunek. - Weźmiesz ze sobą osiłka. Na końcu ścieżka się nagle urwie. Wejdźcie do dołu. Tam jest dowód.
Roześmiała się znowu tym dziwnie dźwięcznym śmiechem i wypchnęła Cassandrę z chatki bez pytania. Kiedy tylko Rubinka przekroczyła próg, domek zniknął.
Zdumiona i wstrząśnięta Kundzia zaczęła iść z powrotem w stronę żołnierzy i oszalałego Depa. Byłaby się przekonała, że to był tylko sen, ale strużka krwi płynęła po jej szyi.
Yuber
USER_AVATAR
Kevran prędko dobiegł na polanę, dołączając do żołnierzy z przerażeniem obserwujących "walkę" Depsetha...

Po jakimś czasie dołączył od nich Raphael. Kuśtykał najszybciej jak się da, zaciskając zęby. Adrenalina zatrzymywała część bólu. Tak, adrenalina. Kapitan czuł bijące z tej polany zło... Czuł przelaną tu krew i wypaczone dusze... A zwłaszcza jedną.

Ze zdumieniem patrzył teraz na to, co działo się z Norsemanem.
Bubeusz
USER_AVATAR
-Depseth, kur*a! - zawołał Kevran, pakując się na środek utworzonego przez strażników kręgu.
Chciał do niego biec, lecz w porę zauważył, że... Dep nie jest sam? Odsunął się na parę kroków. Przez moment patrzył na walkę, po czym szybko wyszarpnął miecz i bezmyślnie ciął z góry w miejsce, gdzie, jak wywnioskował z ruchów kowala, stoi coś, co stawia mu opór.

[size=8:f2e244ed01]Yuba, zepsułeś konwencję xD A teraz wydaje się, że ja zepsułem ją Depowi xP Życie.[/size:f2e244ed01]
Depseth
USER_AVATAR
Miecz Kevrana nagle zatrzymał się w powietrzu. Czarny złapał miecz najemnika w żelazną rękawicę i trzymał mocno. W tej chwili jedną ręką trzymał Depsetha, a drugą ostrze. Dep skorzystał z chwili nieuwagi i zauważył, że coś dziwnie błyszczy pod rękawem na czerwono.
- ZDRAJCO! - powiedział Norseman po czym przyłożył potocznie mówiąc z "dyńki". Chwila i już stał. Lekko zdezorientowany Czarny podnosił się na nogi. Kowal odepchnął Kevrana, po czym ruszył biegiem po miecz. Tym razem Demon był zbyt zdezorientowany. Nawet sam Depseth nie spodziewałby się takiego ataku.

Zaedgardian pozwolił, by Czarny podniósł Wilka i stanął naprzeciw. Popatrzyli sobie w oczy i... Równocześnie rzucili się do ataku. Depesth wiedział jak teraz powinien atakować, ale wiedział też, że nie może tego zrobić. Ustawił się do ataku, ale w ostatniej chwili wycofał miecz. Było za późno. Czarny nie zdążył. Kowal po raz kolejny zaatakował barkiem. Tym razem jednak od razu przeszedł do szybkich ciosów mieczem.

Strażnicy patrzyli jak Norseman zaciekle uderza w... No właśnie.
- Jasna cholera! - w końcu jeden to powiedział.
Z każdym uderzeniem miecza Thyra w Wilka Północy Czarny stawał się coraz bardziej widoczny dla reszty. Dalej był eteryczny i na wpół przezroczysty, Ale teraz wszyscy mogli się mu przyjrzeć. Jednak chyba najbardziej zatkało Kevrana. Oto widział swojego przyjaciela w czarnej jak smoła zbroi i z charakterystycznym mieczem w ręce, widział także całe zło i furię, które pulsowały od tej postaci.

Depseth nie popuszczał, atakował dalej. Czarny, był coraz bardziej wkurzony i coraz bezmyślniej napierał. W końcu wyprowadził cios, który miał uciąć kowalowi głowę, ten jednak uchylił się i uderzył w... plecy. Teraz Demona widać było całkowicie. Leżał patrząc się na swoje "dobre ja" i wyklinał je. Przeklinał cały ród. Swój ród... Depseth nic nie mówiąc wbił miecz prosto w środek napierśnika, na którym widniała spora litera "X" oznaczająca Xaala. Czarny zawył wściekle i złapał Norsemana za nogę, ten jednak położył prawą dłoń na głowie złego. Runy zajarzyły się niebieskawą barwą, a Czarny momentalnie zapalił się jaskrawo niebieskawym płomieniem. Pomimo, że kowal miał styczność z ogniem, ten go nie objął.
Czarny spopielił się wyklinając Depsetha i... Neję. Właśnie ją...

Depseth dyszał ciężko. Strażnicy, Kevran i Raphael ani drgnęli. Wszystkim przewracały się po głowach setki, jak nie tysiące pytań. Norseman jednak uśmiechnął się do Kevrana, i po chwili zrobił kilka silniejszych tupnięć. Jedno, przerwa, po chwili trzy tupnięcia, przerwa, znowu jedno. Tupiąc w takim rytmie popatrzył na silnie świecący księżyc i otworzył usta.

Przyjaciele razem lasem jechali
Duchy ich wysoko gnały
Widziały ogień żarzący się
Obiecane im wielkie skarby
Nieskończenie jasne hełmy, śpiewają
Na swych koniach jadąc
Słysząc w oddali dzwoniące kroki swe
Nieskończenie jasne hełmy, śpie...wa...ją...


Wyśpiewał Norseman po czym osunął się na ziemię.
Yuber
USER_AVATAR
Raphael stał przez chwilę oniemiały, czy też strwożony, by podejść. Wreszcie jednak powoli podkuśtykał do leżącego Norsemana, a z nim żołnierze.

Kapitan schylił się i dotknął dwoma palcami najpierw szyi, potem czoła, w końcu potylicy Depsetha. Nic nie wskazywało na problemy fizyczne... Nie, to wykraczało poza fizykę. Jedynie na nią oddziaływało.

Cokolwiek to było, musiało już jednak zostawić kowala.

-Zabierzmy go do Świątyni...- Polecił żołnierzom. Sam by pomógł, ale nie z powybijanymi stawami i ogólnym obtłuczeniem... Irytowała go własna bezsilność, ale cóż mógł zrobić?
Bubeusz
USER_AVATAR
Kevran wreszcie doszedł do siebie po niemałym szoku. Rzucił się na pomoc, sprawiając wrażenie, że jak będzie potrzeba, to sam zaniesie Depa nawet na szczyt Bubeuszowej Wieży. Na szczęście takiej potrzeby nie było. Razem z przysłanymi przez Bubeusza nimnarejskimi żołdakami ruszyli wolno, prowadzeni przez Raphaela, w stronę Nimnaros.
Fristron
USER_AVATAR
Kundzia dostrzegła tą dziwną procesję i szybko do niej dołączyła. Kevran i Raphael nawet jej nie zauważyli, a tych kilku żołnierzy, którzy próbowali ją wypytać, gdzie się do diabła podziewała, uciszyła szybko i dobitnie, choć na migi. Wolała nie omawiać swojej rozmowy z Aszają w takim tłumie. Jeśli się głębiej zastanowić, wolała tego w ogóle nie omawiać.
Depseth
USER_AVATAR
Dep poruszył się, sprawiając, że kilku strażników straciło równowagę.
- N... Neja... Muszę ją znaleźć... Puszczajcie mnie... - wysapał.
Fristron
USER_AVATAR
- Ani mi się ważcie - warknęła na żołnierzy Kundzia. - Ty - wskazała na Depa - spokojnie siedź. Mam wieści o Neji. Dowiesz się, jak wrócimy do świątyni Illiany. Nie wcześniej.
Bubeusz
USER_AVATAR
-Skąd masz tak nagle wieści o Neji? Znowu jakaś wizja? - lekko zakpił Kevran, zbliżając się do Rubinki.
Fristron
USER_AVATAR
- Mam ci przypomnieć, kto uratował nam wszystkim tyłki w Sanktuarium dzięki swoim wizjom? - warknęła Kundzia. Zaczynała mieć dość protekcjonalnego traktowania. A poza tym...
...a poza tym...
...póki co miała niewesołe wieści do przekazania. To może poczekać.
- Poza tym, nie. To nie wizja. Nie chcę teraz robić scen. Chodźmy do świątyni.
Bubeusz
USER_AVATAR
-Okej, okej - Kevran podniósł dłonie w geście ustępstwa. Wycofał się na bezpieczną odległość i w milczeniu kontynuowali wędrówkę...

[size=9:0716b900b4]Akcja wraca do [URL=http://www.nimnaros.ugu.pl/phpbb/viewtopic.php?p=32418#32418]Świątyni[/URL].[/size:0716b900b4]